Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dieta kandydozowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dieta kandydozowa. Pokaż wszystkie posty

sobota, 27 września 2014

Mamo! Nie podawaj mi cukru !

Cukier 
Podobno trzeci środek po alkoholu i nikotynie pod względem ilości uzależnionych osób na całym świecie ! Nazywany używką i ogólnodostępnym "narkotykiem". 
Jakby ktoś chciał się sztachnąć, to za 4 złote może w pierwszym lepszym sklepie zafundować sobie kilogram niezłej fazy :) 



"Po pierwsze primo !" 

 Dwucukier sacharoza - to ten ogólnodostępny , mocno oczyszczony, rafinowany cukier , produkowany z trzciny cukrowej lub buraków cukrowych, pozbawiony wszystkich wartości odżywczych ! Dostarcza organizmowi tylko i wyłącznie pustych kalorii ! Źródło energii, jednak efekt ten dość szybko przestaje się utrzymywać.Posiada bardzo wysoki indeks glikemiczny. Oznacza to, że bardzo szybko podnosi poziom glukozy we krwi , tym samym wymuszając na naszej trzustce prace na bardzo wysokich obrotach. Stężenie to jednak bardzo szybko spada, a uczucie głodu powraca! Czyli "po pierwsze primo" - po prostu nie warto faszerować się cukrem zaraz po tym, jak poczujemy się głodni.

Biały cukier to samo zuuuooooo !
  • podrażnia śluzówkę naszego żołądka 
  • zakwasza organizm :( mocno...
  • niszczy błonę śluzową jelit , niszczy ich naturalną florę bakteryjną , prowadząc nawet do zagrzybienia organizmu ( ta dam !!!) 
  • podczas trawienia cukru nasz organizm zużywa bardzo dużo minerałów i witamin, zatem osoby ( i dzieci !!) żywiące się dużą ilością słodzonych produktów, zazwyczaj mają braki w witaminach z grupy B, wapnia, magnezu , chromu.... Warto nadmienić także, że niedobory witamin i minerałów powodują np. zaburzenia działania enzymów. 
Kulejące enzymy = zaburzenia w procesie trawienia i szereg innych przypadłości jak zaburzenie poziomu lipidogramu (CHO-LES-TE-ROL się kłania moi mili ), osteoporozę, choroby układu krążenia, częste infekcje
  • uzależnia - oj tak.. sprawdziłam na własnej skórze i na skórze Potomka także. 
  • produkty o bardzo wysokim IG niekorzystnie wpływają na układ nerwowy, a zatem funkcjonowanie mózgu, stajemy się wówczas nadpobudliwi, zdekoncentrowani i rozdrażnieni
  • pominę milczeniem zły wpływ na zęby, nasze ciało  i  procesy trawienne prowadzące do zaparć :/  


Od 7 miesięcy nasze dziecko nie spożywa białego cukru ani pochodnych. Jedyne, co otrzymuje, to cukry naturalne występujące w naturze. Zauważyłam tylko same plusy takiej diety. Dlatego chciałabym gorąco zachęcić wszystkie mamy do zaprzestania podawania tego składnika swoim dzieciom, albo chociaż do mocnego ograniczenia jego spożycia. Same też nie faszerujcie się cukrem, który dodawany jest ( tak jak i wszędobylski gluten) do prawie każdego gotowego produktu spożywczego :/

Nasze dziecko jadło kiedyś wszystko. Gdyby nie jego problemy, jadłoby tak do tej pory, a może nawet gorzej. Nigdy wcześniej bowiem nie zwracałam uwagi na sposób odżywiania się ( no może raz, na diecie przedślubnej) i na to , jaki wpływ ma dieta na nasz organizm, nasze ciało i nasz mózg.

To, że cukier idzie w boczki wiedziałam już od czasów podstawówki, ale dopiero na przykładzie własnego dziecka zobaczyłam, jaki ma kiepski wpływ na zdrowie i rozwój.

Samo odzwyczajanie Potomka od nałogu słodkiego smaku było koszmarem i horrorem jakiego nigdy więcej nie chce przeżyć ! Przez co najmniej 3 miesiące za banana czy biszkopcika dałby się pokroić. Rzucanie na ziemię, krzyki wniebogłosy, tupanie nogami o podłogę, uderzanie rączkami o szafki i szuflady.... to wszystko miało miejsce całkiem niedawno, a powodem była chęć spożycia czegoś słodkiego. Czegoś - co zaspokoiłoby jego cukrowe pragnienie. Jak na 20miesięczne wowczas dziecko, to chyba lekka przesada, czyż nie?
Już po tygodniu cukrowego detoksu, który był jednym z najcięższych okresów w życiu naszej rodziny, widziałam znaczną poprawę !! Potomek był dużo spokojniejszy, bardziej skoncentrowany, nie nakręcał się jak Duracell. Po miesiącu potrafił się zająć sam sobą na chwilę dłuższą niż 2 sekundy, lepiej sypiał! Lepiej jadł !

Nie karmiłam Potomka bezpośrednio kostkami cukru :) Ale codziennie w jego menu pojawiał się biszkopcik, herbatnik, ciasteczko słodzone brązowym cukrem, serek homogenizowany z cukrem w składzie na pierwszym miejscu, mleko modyfikowane słodzone słodzikami, które niewiele mają wspólnego z naturalnymi słodami ( ktoś kiedyś sprawdzał etykietę ogólnodostępnych mlek modyfikowanych ?? Nie? Polecam się więc przyjrzeć :) ), kaszki sklepowe, wiadro bananów ...itd.

Obecnie nie je cukru z powodów zdrowotnych. Rozpoczynając naszą dietę, byłam na tyle zdesperowana i nakręcona na fakt zrobienia wszystkiego, by tylko ustrzec go przed najgorszym, że nawet nie miałam czasu zastanowić się , jak tego dokonam. To nie było wówczas istotne! Miałam jeden cel - uzdrowić syna ! :) Szłam jak burza. Po prostu.
Teraz, gdy stan emocjonalny jest już w miarę constans i gdy wspominam nie tak całkiem odległe chwile,  zastanawiam się, jak ja to zrobiłam. Bez kitu :)

Nie zniechęcajcie się jednak! 
Tego można dokonać ! Nie musicie tak radykalnie tego robić jak my, jeśli wasze dzieci są zdrowe i nic im nie dolega. Ale spróbujcie ! Gorąco zachęcam ! Bardzo szybko docenicie dobre strony takiej diety ! Możecie spróbować wprowadzić np jeden dzień w tygodniu, kiedy wasze dzieci ( i wszyscy domownicy) jedzą słodkości, rzecz jasna należy zachować umiar w ilości :) . Najfajniej jakbyście sami je przygotowywali, zawsze wtedy można zmniejszyć ilość cukru w proporcjach lub posłodzić czymś zdrowszym!

Stosujcie zdrowe zastępniki ! 
Świetnie sprawdzają się w tej kwestii suszone owoce, np daktyle, czy rodzynki suszone na słońcu <bez dodatku cukru , o konserwantach nie wspomnę> .
Potrawę pomoże "dosłodzić" laska wanilii, cynamon, domowy sok owocowy, świeże owoce, miód, naturalne słody roślinne, ksylitol, stewia, lukrecja, syropy np. z daktyli. Nie tylko nie szkodzą, ale są źródłem wielu witamin i mikroelementów ! 

Polecam zastosować taki sposób odżywiania szczególnie u dzieci nadpobudliwych, z problemami w koncentracji, dzieci zwanych potocznie "niejadkami", dzieci zbyt często frustrujących się <niech was nie zwiodą wszelkie tłumaczenia buntów 2-3-4-5latków! :) . Odkąd nie ma cukru w diecie Potomka jego frustracje bardzo zmalały. Mimo ORM i innych dolegliwości!>



Mało słodkiego życia Wam życzę !  I zdrowego weekendu ! :) 



wtorek, 23 września 2014

Śniadanie na sposób włoski.

W naszym domu nie je się klasycznego chleba. 
Nie z jakichś konkretnych pobudek ideologicznych. 
Nie jemy - bo po prostu go nie mamy i nie kupujemy :)  
Odkąd Potomek jest na diecie, trzeba było zrewolucjonizować i własne preferencje żywieniowe.
Póki co, znów jest na klasycznym bezglucie, zatem prawdziwego chleba, nawet tego w zdrowej odsłonie, BRAK. 

Ale są sposoby na to, żeby sobie poradzić z tym niewątpliwie przykrym brakiem :) 
Wielokrotnie pisałam już o tym, że piekę płaski chlebek, tzw chleb z blachy. Przepis podesłała nam nasza dietetyczka jakiś czas temu, ale podobny chlebek pokazywała kiedyś np. Smakoterapia. 

Dziś zapragnęłam odmiany i zrobiłam chleb na sposób włoski, z oliwkami i ziołami.
MIAAAAMI !! 
Polecam serdecznie ! 

Do tego pasta z awokado i jajka ( u nas samo żółtko), 
pomidor i majonez wegański ( też z jaglanki :P ). 

Użyłam składników :
kasza jaglana
mąka gryczana
skrobia kukurydziana
woda ( zamiast soku)
olej kokosowy
sól himalajska różowa
papryka słodka
bazylia
oregano
oliwki zielone
kurkuma
odrobinę ksylitolu

Zmieliłam na total miazgę :)
Piekłam 35 minut w 180 st. z termoobiegiem.

Smaczystego ! 



sobota, 12 lipca 2014

"Polenta Fries" czyli frytki z polenty :)

Jak wiecie, Potomkowi nie wolno spożywać ziemniaków. Mają dużo skrobi, którą karmi się grzyb i to warzywo akurat w menu Potomka gości bardzo rzadko. 2 tygodnie temu dostaliśmy pozwolenie na wprowadzenie ziemniaka, mając obserwować jednocześnie , czy nie będzie się działo nic złego w związku z rozszerzeniem diety. 
 Jako, że leczenie ( przynajmniej po objawach) przynosi efekty, nie stosujemy już tak restrykcyjnej diety. 
Ale nie szarżuję z żadnym z nowych produktów, które możemy wprowadzać do diety. Nauczyłam się bez nich gotować i żyć, i włączam je stosunkowo rzadko do menu mojego Syna. Dotyczy to owoców, glutenu i chociażby ziemniaka. Chociaż jeśli chodzi o owoce, to zarówno pani dietetyk, jak i lekarka, która z nią współpracuje uważają, że dzieciom nie powinno się drastycznie ograniczać owoców, szczególnie tym, które jedzą mało warzyw lub ich nie lubią, zatem i ja postanowiłam ich nie ograniczać. Jedyne czego pilnuję, to aby były świeże, sezonowe , staram się kupować je ze sprawdzonych źródeł, jako że ogródka własnego nie posiadamy no i jednak patrzę na ich ilość spożytą w ciągu dnia. Większość poradników żywieniowych traktuje o tym, że owoce powinny być spożywane przy każdym posiłku. Potomek spożywa je 2-3 razy dziennie. Jeśli je owsiankę rano, to dostaje do niej porcję owoców, drugim posiłkiem z owocami jest zazwyczaj drugie śniadanie i ewentualnie dostanie owoc o niskim IG na podwieczorek z prostej przyczyny - najłatwiej mi to zabrać na spacer :) Mnie-matce, która wiecznie stoi w garach :)
Wciąż zakazane są alergeny (mleko odzwierzęce, białko jajka, orzechy, migdały, cytrusy) oraz grzyby, drożdże, biała mąka, cukier, słodycze, generalnie  produkty o wysokim IG ( wyjątkiem od tej reguły są kasze: jaglana, gryczana, które podaję bez ograniczeń mimo wysokiego IG. Kasza jaglana ma najmniej skrobi ze wszystkich zbóż i uznałyśmy wspólnie z lekarką i dietetyczką, że jej wlaściwości pro zdrowotne są na tyle duże , iż przewyższają jej jedyną wadę - wysoki IG :) ). Czasami taki wyjątek robię też dla daktyli suszonych, które Potomek dostaje w niewielkich ilościach i stosunkowo rzadko. 

Polenta ma również wysoki indeks glikemiczny, bo aż 70. Jednak zdecydowałam się spróbować tych frytek i zastosować jedną z rad pani dietetyk - mianowicie połączyć produkt o wysokim IG z produktem o niskim IG, wówczas indeks jest uśredniony i nie powoduje takiego wzrostu glukozy we krwi. Podałam je Potomkowi z grillowaną cukinią licząc na to, że zachłyśnie się jej smakiem. Jakże się myliłam. :) Zjadł tylko kawałek, ale dobre i to. 

Powiem szczerze ! Frytki z polenty są ok, ale nic chyba nie dorówna tym ziemniaczanym. Myślę, że gdybym nie mogła spożywać ziemniaków, to byłyby one fajnym zamiennikiem. Potomkowi smakowały, aczkolwiek ma chyba podobne zdanie do mojego - nie wiem, nic nie powiedział :) mogę się tylko domyślać. 
Na zagranicznych stronach, skąd zaczerpnęłam przepis, czytałam, że często mamy robią te "frytki" na przyjęcia dla dzieci, a nawet dorosłych. Jedzą je jako zamiennik glutenowych czipsów - wówczas robią je niższe. Poza tym są pieczone, a nie smażone, zatem - zdrowsze. 

 Podam przepis , może ktoś z Was jest w podobnej sytuacji jak Potomiasty i chętnie zasmakuje nieziemniaczanych frytek. 

Składniki : 
3 gałązki rozmarynu 
1 litr bulionu ( obojętnie jakiego) 
450g kaszki kukurydzianej 
olej do wysmarowania blachy 
olej do posmarowania "frytek" - ja dałam kokosowy
sól (niekoniecznie) 


Wykonanie: 
Rozdrabniamy rozmaryn (TM  3sek/obr.8).  Do naczynia wlewamy bulion (w wersji standardowej wrzucamy rozmaryn do bulionu) i zagotowujemy ( TM 10min/100C/obr.3.) 
 Robiąc polentę w Thermomixie, po 9 minutach wyłączamy sprzęt, odmierzamy 450g kaszki, włączamy ponownie na takie same parametry i wsypujemy powoli kaszkę przez otwór w pokrywie. Jeśli robimy standardowo, trzeba zmniejszyć ogień po zagotowaniu bulionu i powoli wsypywać odmierzoną kaszkę do garnka jednocześnie mieszając, żeby nie przywarła. 
Gotujemy na wolnym ogniu, dopóki polenta nie wchłonie bulionu i nie stanie się gęstym ciastem, podobnym do naleśnikowego.
 ( TM: gotujemy 10min/80C/obr.soft). 
W tym czasie przygotowujemy sobie płaskie naczynie - formę do pieczenia. Pędzelkiem pokrywamy naczynie olejem. Gdy polenta jest ugotowana wylewamy ją do naczynia i odstawiamy do całkowitego wystygnięcia ( wysokość ciasta po wylaniu nie powinna przekraczać 0,5cm). 
Gdy ostygła w temperaturze pokojowej wstawiłam ją do lodówki na godzinę. Jeśli po tym czasie swobodnie odchodzi od boków i spodu naczynia, oznacza to, że można już ją zacząć kroić :) 
Przykładamy na wierzch naczynia dużą deskę do krojenia, odwracamy formę do góry nogami. Polenta powinna spocząć na desce :) Jeśli tak się nie dzieje, można sobie pomóc rękoma, lekko ją podbierając palcami. Następnie wykrawamy kształt. Ja chciałam frytki, więc kroiłam nożem. Ale można użyć foremek do ciastek. Wykrojone części polenty układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia, górę smarujemy lekko olejem ( ja posmarowałam kokosowym), lekko solimy  i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni , grzanie góra-dół na 20-30 min do momentu , gdy zaczną przypiekać się z góry i robić złoto brązowe. Ja nie mam takiej opcji w moim fantastycznym piekarniku, aby grzała jednocześnie górna i dolna grzałka, zatem włączyłam funkcję... grilla :) I też wyszły. 






Smacznego ! :) 






piątek, 27 czerwca 2014

Ładnie żarło i .. zdechło.

Zachowanie Potomka z dnia na dzień było coraz lepsze, piszę tutaj o zachowaniu dziecka, które jest chore na kandydozę. Mam na myśli takie kwestie jak nadmierne pobudzenie, rozdrażnienie, ciąg do słodkiego, białego pieczywa, mleka. Powoli, powoli zaczęło to wszystko zanikać i matka aż klaskała uszami ze szczęścia. Tak ładnie żarło, no i zdechło....Bowiem w piątek wieczorem u Potomiastego pojawiła się temperatura. Jaka? Nie wiem. Byliśmy u Babci i nie mieli odpowiedniego termometru. Nie miałam też leków, więc zbijałam w nocy gorączkę okładami i mokrymi skarpetami zakładanymi na nóżki. Swoją drogą polecam. Rewelka, nigdy nie próbowałam, bo zawsze miałam pod ręką Nurofen :) Jest to uciążliwe, bo nocka z głowy, ale wystarczyła godzina i temperatura poszła w siną dal.
W sobotę Ojciec Potomka przywiózł termometr, ja zakupiłam też leki. Niby te wszystkie nurofeno-ibumy nie mają czystego cukru w składzie, ale były tam takie składniki o których nie miałam pojęcia - i pani w aptece chyba też nie , bo gdy pytałam "A to co znaczy?" odpowiadała :"hmm.. to chyba nie cukier" :)

W każdym razie, gdy temperatura przekroczyła 38 stopni lub gdy przy stanie podgorączkowym Potomek był dętką podawałam lek. Mogłam zbijać skarpetami, no mogłam. Ale uznałam, że ibuprofen jest przeciwzapalny, zatem w naszym przypadku z pewnością nie zaszkodzi. W sumie podałam dwie dawki. Niedziela była już dla nas i poza wisielczym humorem i brakiem apetytu nic Potomkowi nie dolegało. Od poniedziałku, gdy apetyt był większy , futrowałam go kaszą jaglaną, cynamonem, olejem kokosowym, cebulą i czosnkiem plus ksylitol i olejek z oregano dla zabicia ewentualnego wzrostu grzyba, co przy lekach z niewiadomym składem i marnym jedzeniu było raczej pewne, że nastąpi.

Tak ładnie żarło i.... no zdechło. Zdechło jak cholera, bo w środę po południu zaczął koleś pokasływać. <mur> <mur> <mur>, a w nocy pokazywał, że go boli gardło.... 3 dni przerwy, ciszy przed burzą, nie wiadomo skąd przyszło, niby szybko poszło, i na jasną cholerę zawróciło ? Najgorsze w tym wszystkim jest to, że gdyby zapadł wyrok podania antybiotyku, to cała nasza 6 tygodniowa praca poszłaby w błoto.
Zatem w te pędy najpierw do dietetyczki, potem do lekarki. Koniec końców okazało się, że na leczenie zupełnie naturalne jest już lekko za późno i trzeba było zacząć to wtedy, gdy spadła odporność, czyli przy pierwszych objawach z temperaturą na czele. Ale nie jest źle, bo w sumie osłuchowo jest gites, wszystko siedzi "u góry", jest infekcja gardła, krtani, nochala, generalnie górnych dróg oddechowych. Zalecono kontynuowanie nebulizacji ( zaczęłam sama , gdy zobaczyłam co się kroi) i syrop dla diabetyków + dieta. Z syropu zrezygnowałam, zrobiłam gościowi syrop homemade z cebuli, goździków i ksylitolu, z odrobiną miodu ( po czym przypomniałam sobie, że miodu nie może :) ). Do tego zgodnie z zaleceniami dietetyczki ograniczyłam ponownie owoce, poza sokiem 100% z malin  i z dzikiej róży, wzbogacony dodatkowo witaminą C, na bezglucie i bezcukrze już jesteśmy, więc nie ma co ograniczać. Bezmleczna dieta również panuje, więc to też mamy z głowy. Potomek codziennie popija zioło :) ( miks prawoślazu, bzu i lipy) i na razie na czas infekcji zostajemy przy olejku z oregano i żywności przeciwzapalnej i przeciwbakteryjnej.
Sama zadecydowałam, że zasuplementuję acerolę.
Probiotyk oczywiście idzie pełną parą, co najlepsze.. okazało się, że ten, który brał do tej pory zawiera składniki mleczne !! Nie zauważyłam drobnego druczku czytając skład - klasyk. Wymieniliśmy go na Solgar.
Ale nic to.. z dnia na dzień jest coraz lepiej. Może nie zdechnie do końca :) Trzymajcie kciuki !!

Następnym razem od razu przy pierwszych objawach będę jechać z koksem ( naturalnym) bez zastanawiania się czy to już ten moment, czy może jeszcze poczekać - nie wiem na co zresztą :)
No i koniecznie muszę się zaopatrzyć , szczególnie na zimę, w domowe przetwory z malin. Matką wariatką jestem dopiero od 6 tygodni, więc malin bez cukru u mnie w spiżarce nie znajdziecie. Ale własnie rozpoczynam produkcję konfitur truskawkowych, naturalnych, bez cukru i żelfiksów, więc przyjdzie i czas na maliny , potem borówki, jabłka... Będzie się działo !
Żałuję, że przegapiłam etap chwastów ;-) Mogłabym wykorzystać jeszcze mniszek czy bez. Trudno. Next time! <tylko w sumie, nie wiem czy krakowskie , smożaste bzy, mniszki i inne kleszcze, są najodpowiedniejszym chwastem leczniczym :) >

Robicie własne przetwory ?? Ja nigdy nie czułam takiej potrzeby. Szczytem szczytów było dla mnie zrobienie własnej mąki z kasz, ryżu czy innych ziaren/nasion. Dopiero 2 tygodnie temu dowiedziałam się jak się kisi domowe ogórki. Czasem pomagałam mamie, ale raczej moja pomoc ograniczała się do wpychania tego i owego tu i ówdzie :) Wstyd i hańba NIE GODNA prawdziwej matki polki . Czas się biczować, nie ma co :)
Może zarzucicie jakimiś swoimi pomysłami, co by matka po nocach w necie nie ślęczała szukając tych najbardziej odpowiednich :)



niedziela, 25 maja 2014

Matka walczy !

Matka Polka się nie poddaje! Nigdy! ( no prawie :) ). Jest wredną i upartą ( chociaż niektórzy nazywają to ambicją :P ) babą.
Dlatego też taaaa dammmm...... po 2 tygodniach analiz i  poszukiwań, udało się zrobić chleb dla Potomka, bez mąki, drożdży, jajek, proszków do pieczenia i mleka i orzechów  :)
Nie wygląda najgorzej, w smaku też jest ok.

Przed upieczeniem


Po upieczeniu 


We czwartek otrzymaliśmy wreszcie długo wyczekiwane wyniki badań na nietolerancje pokarmowe. Potomek jedzie po bandzie i jak klasyczny facet jest zerojedynkowy, czyli albo wszystko albo nic :) Zatem wyniki wyglądają w ten sposób, że albo czegoś nie toleruje na maksa, albo toleruje w pełni. Nie ma półśrodków. Wg wyników musimy wykluczyć mleko krowie ( co mnie nie zdziwiło), migdały + orzechy nerkowca + orzechy ziemne + orzechy laskowe ( podejrzewałam), cytrusy ( w sumie też mnie nie zdziwiło), i..... bohater tygodnia - białko jajka . Tu przyznam, że oniemiałam :) 



Zatem z naszej cudownej diety NIC musimy też wykluczyć ulubione mleka migdałowe, mąkę migdałową, no i jajka, które dodawałam w dość sporych ilościach do różnych potraw. 

Ale co to dla Matki Wariatki ?! Phi.. też mi wyzwanie :D 

Co więc jada Potomek? Żyje powietrzem? Nieeee... Potomek jada na bogato , sami zobaczcie. Poniżej jego menu z zeszłego tygodnia. Nie jest idealne, a do czwartku z jajkiem i migdałami w roli głównej, ale .... dopiero się uczymy, no i wiedza była niepełna przez pierwszą połowę tygodnia. 

Poniedziałek : 
1. owsianka z płatków owsianych bezglutenowych na mleku kokosowym z cynamonem. (Zeżarł swoją i MOJĄ porcję, a Matka nie dzieli się jedzeniem, więc złość była okrutna :) ). 
2. kopytka bezglutenowe ze szpinakiem ( z kaszy jaglanej) 
3. zupa jarzynowa z indykiem i ryżem 
4. deser z kaszy jaglanej, ( coś jak budyń) na mleku kokosowym 
5. parówki bezglutenowe i bezmleczne ( 100% mięsa z kurczaka, całkiem smaczne, firmy KONSPOL)

Wtorek: 
1. Owsianka z płatków gryczanych, jaglanych, z cynamonem, na mleku ryżowym domowym. 
2. Chleb z blachy ( całkiem niezły btw) z pastą z makreli - w sobotę dowiedziałam się, że przy kandydozie makrela jest zakazana :) 
3. klopsiki z indyka w sosie koperkowym - wszystko bezglutenowo bezmleczne. 
4. kopytka z kaszy jaglanej i szpinaku 
5. zupa krem warzywny z boczkiem i fasolą czerwoną 

Środa: 
1. jajecznica z 2 jaj, z kurkumą, pietruszką, na oleju kokosowym ( no cóż.. to było ostatnie jajko Potomka) 
2. zupa krem warzywna z wtorku 
3. wątróbka drobiowa z cebulą + surówka z ogórka 
4. bg i bm placki naleśnikowe ( z jajcem - czyli wygląda na to, że TO jajko było ostatnie ) :) 
5. gołąbki ryżowo mięsne we włoskiej kapuście z sosem pomidorowym 

Czwartek: 
1. Owsianka z platków owsianych bg na mleku jaglanym 
2. zupa krem z warzyw 
3. gołąbki 
4. napój z zielonej pietruszki + domowe żelki z mleka kokosowego 
5. i znowu gołąbki, bo zrobiłam za dużo. 

Piątek : 
1. owsianka 
2. zupa krem z brokułów z kaszą jaglaną 
3. kotelciki "frykadelki" z ogórkiem 
4. woda - serwowałam coś lepszego, ale nie reflektował :) 
5. kiełbasa wiejska, od baby ( znaczy , że bez glutenu) 

Sobota: 
1. zgadniecie??? :D owsianka 
2. zupa krem z brokułów z chrupkami kukurydzianymi zamiast grzanek 
3. naleśniki gryczane z humusem z fasoli ( wzgardził aż miło, zjadłam sama, a on dostał zupę krem z pomidorów bez śmietany i kurczaka grillowanego - jako że byliśmy "na mieście") 
4. zapchał się i nic nie chciał
5. kiełbasa bg i bm 

Niedziela: 
1. owsianka z płatków ryżowych i otrębów gryczanych na mleku kokosowym 
2. chleb "a'la życia" z humusem z białej fasoli 
przygotowane mam: 
3. krupnik z kaszą jaglaną + indyk z grilla 
4. zrobię kuleczki coś a';a trufle 
5. szukam inspiracji :) za to wiem, że jak pójdzie spać, to my zjemy pizzę , a co ! 

Teraz , gdy już problem z chlebem mamy rozwiązany ( pod warunkiem, że wolno nam pestki z dyni przy kandydozie, a tego nie jestem pewna jeszcze), moim kolejnym celem są lody i jakieś ciasto, które będzie mogło robić za tort urodzinowy. Planuję zamówić tort dla gości, w zasadzie dziadek Potomka zaoferował się to załatwić, więc w tym roku nie będzie postu z tematem przewodnim "Dlaczego k... ja zawsze muszę się wpakować w takie bagno!" :) Chociaż w sumie upiec ciasto bez mleka,glutenu, drożdży, cukru, jajek i orzechów i bez owoców, to chyba też nie taka prosta sprawa ... także .. oczekujcie !! 

Miłej niedzieli ! :) 

P.S. Swoje inspiracje czerpię z wielu blogów wegańskich, wegetariańskich, mam alergików, sama jeszcze nie wymyśliłam żadnej potrawy, wszystko robię z karteluszek :)