niedziela, 19 kwietnia 2015

Matka ogrodnik

Mam taką głupią naturę. Muszę znać się na wszystkim.  A jak się nie znam to działam dotąd, aż się poznam. Czy nie nazywają tego przypadkiem przerostem ambicji? Nevermind ;) to nie istotne. 
W zeszłym roku marzył mi się balkon-ogród. No cóż. To,co z niego wyszło to była jedna wielka porażka. Postanowiłam nie fotografować sterty suchych hebdzi i badyli -wybaczcie. Ale teraz - nowy rok,nowa wiosna,nowe szanse! Tym razem się uda ;)))) na pewno!

W  ogóle się na tym nie znam. W OGÓLE!! U mnie usychają nawet kaktusy.  Jednak do odważnych świat należy. 
A prawda jest taka,że będąc ostatnio w IKEA natrafiłam na super promo dotyczącą doniczek i osłonek i postanowiłam zostać ogrodnikiem. 



Moje osłonki czekają  teraz na krzaczki. Na razie trzeba było zrobić rozsiew. Jak widzicie, nomenklaturę fachową już opanowanowałam ;) 
Najbardziej interesuje mnie co wyrośnie z poziomek i pomidorów. Nie wiem dlaczego mam nieodparte wrażenie,że moje rozsiewy pozostaną w śnie zimowym na zawsze. ;) 

środa, 1 kwietnia 2015

Wegańskie naleśniki z pastą z pieczonych warzyw

Nie wiem od czego zacząć ten post...

Czy od tego, że : 

nie chce mi się robić dobrych zdjęć kulinarnych i czasami mam do siebie pretensje, że nie ustawiam... nie robię tła, nie dbam o czyste naczynia, o jakość podania, itd... No ale tak.. z drugiej strony, to ten blog kulinarnym nie jest, więc to mnie usprawiedliwia. Poza tym , jak na matkę polkę przystało... kiedy to ja mam czas na organizowanie sesji zdjęciowych jakimś groszkom, sałatom i innym chwastom?
To był mój temat nr 1 , który chicałam dziś poruszyć. Bowiem za każdym razem, kiedy strzelam fotkę swoim smartfonem , od biedy czasem obrabiając ją jakimś filtrem albo przepuszczając przez Insta , przez mą głowę przebiega myśl "Oż ja cię chromolę.. u Smakoterapi takie fajne zdjęcia... u Olgi to samo.. na wege blogach aż ślinka leci, szczęśliva jak czasem wrzuci jakieś żarcie to od razu czuję głód.. a ja tu taką miernotę wciskam", ale jak powiadam, a w zasadzie piszę - to nie blog kulinarny, a "ja się panie nie znam, zarobiony jestem" :) i od razu mi lżej . 

Czy od tego, że: 

Zeżarłam naleśniki, które zrobiłam dla dziecka!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!???
Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że były pyszne ! 

Wybieram więc bramkę nr 2. Napiszę o tych naleśnikach. Wam też będą smakować ! 

Naleśniki robię z przepisu Jadłonomii, tak jak opisywałam to w przepisie Naleśniki Zmyła
Dziś zamiast syropu dodałam ksylitol. 

A pastę zrobiłam z .. resztek.. i na prawdę ciężko mi było uwierzyć, że wyszła taka smaczna. 

Obrałam dwie marchewki, połowę dużej cukinii, pół cebuli. Warzywa pokroiłam na kawałki, wrzuciłam do naczynia żaroodpornego, dodałam gotowanej soczewicy, która ostała się z wczorajszego dnia. Wszystko posypałam lekko tymiankiem i polałam płynnym olejem kokosowym. Piekłam 30 minut w 200 stopniach. Marchewka była trochę twardawa, więc myślę, że można było piec albo pod przykryciem albo dłużej :) 
W niczym mi to jednak nie przeszkodziło, w domu panował głód kolacyjny. 
Upieczone warzywa zmiksowałam dodając odrobinę wody. 


Potomek zjadł aż 3 naleśniczki na kolację. 
A ja zeżarłam resztę !! :( Były taaakie dobre! 


Pozbawiłam własne dziecko jutrzejszego drugiego śniadania.... 

:) 

Nic nie szkodzi.. jutro wymyślę coś innego , a co ! 



niedziela, 29 marca 2015

Domowa granola


Skończyła się zima, dzięki Bogu. Zima, podczas której obudziły się i nie miały szans wymrzeć wszystkie cholery świata. Ale to już za nami, a razem z wiosną przyszła także energia kulinarna. Mam mnóstwo fajnych przepisów, które wypróbowałam ostatnio, zatem bądźcie uważni, bo na bieżąco będę je Wam podrzucać w ramach inspiracji. 


Na pierwszy ogień idzie 


DOMOWA GRANOLA 

1 szkl płatków owsianych 
( ja dałam zwykłe, ale można dać bg)
1/2 szklanki pokrojonych daktyli 
1/2 szklanki rodzynek
 (kupuję w Rossmannie niesiarkowane) 
1/2 szklanki jagód Goji
1/2 szklanki suszonej żurawiny niesiarkowanej 
garść płatków kokosowych 
kilka suszonych moreli 
kilka suszonych fig 
4 łyżki miodu
cynamon 


Piekarnik rozgrzewam do 170 stopni ( termoobieg + grzanie góra), wszystkie składniki oprócz rodzynek mieszam ze sobą, wrzucam na blachę wyłożoną papierem do pieczenia lub matą do pieczenia, np z ostatniej akcji w dyskoncie na L :) , i zostawiam na 20-25 minut sprawdzając co jakiś czas, czy górna warstwa się nie przypala. Trzeba przemieszać parokrotnie podczas pieczenia. Po wyjęciu z piekarnika dodaję rodzynki. 


Potomkowi granolę podaję z mlekiem roślinnym, sobie serwuję z jogurtem lub mlekiem krowim. Robiliśmy próbę z odrobiną koziego jogurtu o dobrym składzie, ale nadal po podaniu białka mleka zwierzęcego pojawia się wysypka.....eh.. 
Orzechów nie włączam w skład granoli również ze względu na nietolerancje. 

Smacznego :) 






piątek, 20 marca 2015

Jadłospis małego alergika przy kandydozie

Jak na autorkę piszącą blog żyjący swoim własnym życiem, kompletnie niekomercyjny, w zasadzie ani  parentingowy, ani kulinarny.....takie "niewiadomoco"... dostaję okrutnie dużo maili z prośbą o przypomnienie historii choroby Potomka, pytania dotyczące objawów i leczenia, prośby o jadłospis i tym podobne. 
Kochani! najwięcej informacji odnajdziecie na blogu, który pisałam na bieżąco. Teraz naprawdę nie pamiętam wielu szczegółów, szczególnie, że grzyba jako tako nie leczymy. Ta historia jest już naszą przeszłością. Dziś po prostu trzymam rękę na pulsie i tyle. Bardzo wiele produktów wprowadziłam ponownie do diety, w tym cukier. Wiadomo, bez przesady, zawsze rozsądnie i z głową - ale raz na jakiś czas pojawia się w menu. 

Jeśli zaś chodzi o jadłospis. 
Od naszej pani dietetyk nie otrzymałam gotowego jadłospisu. Pani przygotowała zestaw przepisów dopasowanych do diety Potomka ( alergeny ), do jego wieku, biorąc pod uwagę naturalną suplementację w odpowiednie witaminy i mikroelementy. Są to przepisy dopasowane indywidualnie do danego pacjenta, którym w tym przypadku był Potomek. Nie czuję się upoważniona do udostępniania tych przepisów publicznie lub przekazywania ich dalej.  Przepraszam, jeśli ktoś w tym momencie poczuje się urażony. 
Z całego serca zachęcam Was do poszukania w swojej okolicy osób, które zajmują się leczeniem takich schorzeń jak nietolerancje pokarmowe, czy grzybica. Szczególnie dietetyków lub lekarzy leczących naturalnymi metodami, sprawdziłam na skórze swojego dziecka i obecnie sprawdzam na sobie, że ma to sens i jest skuteczne! 
Polecam Wam też blogi takie jak Smakoterapia czy Biblia Smaków. Przepisy, które są tam prezentowane przeważnie nadają się do włączenia do diety p/grzybiczej. 
Polecam Wam taż blog pysznadieta, autorka - Joanna - również prezentuje na jego łamach sporo przepisów dotyczących diety przy kandydozie. 
Nasza pani dietetyk podała nam kilka propozycji przepisów, niewiele w sumie, chodziło o to, żeby sprawdzić, na co Borys pójdzie, a co będzie raczej nie do przejścia w kwestii menu.  Żeby nie było monotonnie grzebałam w necie poszukując jakichś inspiracji. Do tej pory grzebię. 

Notatek z przeprowadzonej diety i gotowych jadłospisów, zatwierdzonych przez specjalistę nie posiadam. Prowadziłam na własne potrzeby zeszyt, w którym zapisywałam, co Borys jadł danego dnia, jakie leki przyjmował, jak się wypróżniał, zachowywał, jak reagowała skóra. Przepiszę za chwilę menu z kilku dni, jednak zastrzegam, że są to tylko i wyłącznie moje notatki prywatne. Nie czuję się , gdyż absolutnie nie jestem, żadnym autorytetem w kwestii leczenia kandydozy, zatem nie traktujcie tego, co za chwilę napiszę jako zalecenia dietetyczne i prawidłowy przykład diety p/grzybiczej, która pewnie zawiera jakieś błędy, ale może stanie się dla kogoś punktem zaczepienia, by móc dalej sprawniej działać. 
Notatki były robione w październiku 2014 roku, jest to okres po wyleczeniu przerostu grzyba, stąd wprowadzone słodkie owoce jak suszone daktyle czy banany, ale jeszcze wtedy była to dieta bezglutenowa, bezmleczna, bezjajeczna ( bez białka), bezdrożdżowa, bezcukrowa, bez orzechów i cytrusów. Borys nie przepada za warzywami, zatem w naszym menu nie ma ich za wiele. Serdecznie zachęcam do podawania tychże! Ja przemycałam je głównie w zupach i surówkach czy sałatkach obiadowych. 

Dzień 1 

Śniadanie: garść domowego musli z domowym mlekiem ryżowym,posypane cynamonem 
II śniadanie: baton daktylowy, sok jabłkowy bez cukru (b/c)  domowy 
Obiad: kluski z kaszy kukurydzianej z sosem pomidorowym i burgerem mięsno warzywnym 
Podwieczorek : mała gruszka 
Kolacja: 3 placki jaglane z papryką i porem , smażone na maśle klarowanym 

Dzień 2 

Śniadanie: kasza jaglana z domowym mlekiem ryżowym, gruszką, cynamonem, 2 łyżki wiórków kokosowych, łyżka rodzynek. 
II śniadanie: płatki kukurydziano ryżowe bezglutenowe z jedną łyżką konfitury domowej b/c 
Obiad: zupa krupnik z ziemniakami i kaszą jaglaną ( zupa bezglutenowa) 
Spacer : baton daktylowy 
II danie:ryba z sosem pomidorowym 
Kolacja : placki jaglane na maśle klarowanym 

Dzień 3 

Ś: płatki kukurydziano ryzowe bg, b/c, z mlekiem ryżowym i konfiturą b/c, cynamon 
II śn. : kiełbaska bg, bezmleczna, bez konserwantów, wędzona 
Obiad: krupnik z kaszą jaglaną i ziemniakami , kawałek pieczonej polędwicy, ryż, salatka z pomidorów, oliwek, ogórków kiszonych i zieleniny 
Podw.: baton daktylowy, 2 kubki mleka ryżowego 
Kolacja: budyń z kaszy jaglanej , mleka ryżowego, masła klarowanego, wiórek kokosowych, ksylitolu, jabłka, cynamonu, jagód goji 
[ generalnie zasada powinna być taka, że kolacje są warzywne z dodatkiem kasz najlepiej bg, u nas to nie przechodziło, zatem częściej robiłam kasze na słodko niż na wytrawnie] 

Dzień 4

Śn.: chleb gryczany na zakwasie ( Rossmann) , z olejem kokosowym, pieczoną polędwicą domową . Mleko ryżowe 
II śn . : 3 wafle ryżowe posmarowane cienką warstwą miodu domowego, pół małego banana 
Obiad: zupa pomidorowa z makaronem bg, polędwica z warzywami 
Podw.: domowa babeczka kokosowa 
Kolacja: kiełbaska bm, bg, herbata ziołowa 

Dzień 5

Śn: owsianka z płatków bg z mlekiem kokosowym, suszonymi jabłkami, łyżką miodu, cynamonem 
II śn: zupa pomidorowa z makaronem bg 
Obiad: indyk pieczony , kasza gryczana biała, warzywa surowe 
Podw.: kompot malinowy b/c  , maliny z kompotu 
Kolacja: 2 parówki bg i bm ( jak na prawdziwego parówkożercę przystało ) 

Dzień 6

Śn: jaglankana wodzie, z gruszką, awokado i ksylitolem 
II śn. : wafel ryżowy z miodem  
Obiad: kapuśniak bez ziemniaków, ryż z potrawką mięsną z kurczaka 
Podw. : domowa babeczka kokosowa, jabłko
Kol: cukinia nadziewana kaszą jaglaną, sosem pomidorowym, ziołami 

Dzień 7 

Śn: chleb gryczany na zakwasie (Rossmann) z olejem kokosowym, pomidor, plaster polędwicy pieczonej, mleko ryżowe z cynamonem 
II śn: kapuśniak bez ziemniaków 
Obiad: mięso gotowane z indyka, surówka z jabłka i marchwi
Podw: wafle ryżowe z roztartym awokado
Kolacja: "chleb" z wegańskiego ciasta na gofry, z pastą z awokado i żółtka jaja wiejskiego, z pomidorem. 

Dzień 8 

Śn: jaglanka na wodzie z dodatkami ( jagody goji , gruszka, cynamon, olej kokosowy) 
II śn:  nalesniki gryczane z dżemem bc 
Obiad: zupa pomidorowa z makaronem bg , mięso z indyka + surówka 
Podw. pieczywo chrupkie ryżowe i kukurydziane
Kolacja: placki jaglane 

Dzień 9 

Śn: owsianka z płatków owsianych bg z dodatkami 
II śn: sałatka: jabłko, awokado, słonecznik, zmielone siemię 
Obiad: krupnik, mięso gotowane z kaszą gryczaną, sałatka z pomidora, oliwek i ogórka kiszonego 
Podw: kisiel domowy 
Kolacja : chleb gryczany na zakwasie z pastą z ciecierzycy ( dziecięcy hummus z sezamem i pietruszką zieloną) 

Dzień 10

Śn: chleb gryczany na zakwasie bg z pastą z ciecierzycy 
II śn: deser owocowy ( domowy mus) 
Obiad: gotowany królik+ surowka z jabłka i marchwi 
Podw. wafle ryżowe z cienką warstwą pasty z ciecierzycy 
Kol: chleb bg z olejem kokosowym, pomidorem, ogórkiem kiszonym, zioła 

Dzień 11

Śn: jaglanka 
II śn: mleko ryżowe z karobem, pieczywo chrupkie 
Obiad: rosół z makaronem bg, mięso gotowane
Podw. owoce z połową jogurtu sojowego i cynamonem 
Kolacja: racuchy gryczane bg z jabłkami i resztą jogurtu sojowego 

Dzień 12

Śn. racuchy z jabłkami 
II śn: rosół z makaronem 
Obiad: mięso gotowane z kaszą jaglaną i surowką 
Podw. ciastko gryczane 
Kolacja: kotlety brokułowe 

Dzień 13

Śn: kiełbaska wędzona bg i bm 
II śn: naleśnik gryczany z musem z malin 
Obiad : zupa ogórkowa, kotlety brokułowe
Podw. pieczywo chrupkie 
Kol: naleśnik gryczany z pastą warzywną 

Dzień 14

Śn. placki ryżowe śniadaniowe z polędwicą pieczoną i pomidorem 
II śn:  placki ryżowe z musem gruszkowym 
Obiad : zupa ogórkowa, polędwica z ziemniakami, pieczone buraki 
Podw. pieczywo chrupkie z miodem 
Kol. naleśnik gryczany z musem owocowym 

Tak jadał Borys - alergik na diecie p/grzybiczej. 
Menu mieliśmy bardzo proste i  monotonne. Gdy jednego dnia zrobiłam naleśniki to hurtowo - na dwa dni do kilku posiłków dziennie :) przy tak okrojonej diecie i specyficznych smakach małego dziecka, któremu trzeba poświęcać sporo czasu nie sposób stać przy garach cały dzień. Trzeba sobie radzić. Eksperymentowałam tylko na początku, szukałam zamienników, zastępników, próbowałam zastąpić każdą potrawę, którą jadł do tej pory tym samym, ale z użyciem produktów dozwolonych. Cóż.. to była walka z wiatrakami. Czasem się nie da, czasem nie wyjdzie, czasem mnie smakowało, a Borysowi nie... poddałam się, a w zasadzie odpuściłam. Postawiłam na prostotę, przynajmniej do czasu gdy nie wprowadzimy drożdży lub glutenu. Wówczas można już coś zdziałać i tak właśnie jest teraz, gdy w diecie Potomka są już obydwa produkty. Teraz mam większe pole manewru i mogę poszaleć w kuchni i co ważne - prawie wszystko się udaje :) 

Tym optymistycznym akcentem - żegnam na chwilę i życzę 
Smacznego ! :) 







sobota, 31 stycznia 2015

Naleśniki "Zmyła" z pastą warzywną (wegańskie)

Najpierw trochę faktów.
Przynoszę dobre informacje dotyczące kwestii rozwoju Potomka. Mowa ruszyła, zaczyna powtarzać nowe dla niego słowa, więc to dla nas ogromny skok. Przyzwyczaił się już do swoich zajęć logopedycznych, na zajęciach grupowych nie rozbija grupy, na zajęciach z metody krakowskiej radzi sobie coraz lepiej, ostatnio wykonał wszystkie zaplanowane przez logopedę ćwiczenia.  
Poza tym rozwija się bardzo dobrze, jest najmądrzejszym Potomkiem na świecie i daje nam tyle radości, jak stąd na księżyc i z powrotem :) 
Przed nami diagnoza SI. Jesteśmy umówieni do pewnej pani dr na 5 marca, może uda się pójść wcześniej, jeśli ktoś inny odwoła wizytę. Pani dr zadecyduje, czy nas wysłać na diagnozę czy nie. Ale spróuję ją przekonać :)  Zależy mi, żeby iść w ramach NFZ, stąd taki długi termin oczekiwania na wizytę. 

A teraz bohaterowie tematu posta , czyli wegańskie 

NALEŚNIKI "ZMYŁA" ze słodką pastą warzywną

"Zmyła", bo idealnie nimi oszukuję mojego antywarzywniaka :) 
W smaku są słodkie, a przemycam przy okazji  fasolkę mung ( źródło wapnia i fosforu), dla mnie więc są idealne.




Składniki:

Naleśniki
(glutenowe, wegańskie)

Robię je wg przepisu z bloga jadłonomia [TU] , ale trochę modyfikuję skład:

30g masła klarowanego
1 szklanka mąki
1/3 szklanki zmielonych płatków owsianych
1 i 3/4 szklanki mleka roślinnego ( u nas zazwyczaj ryżowe)
około pół szklanki wody gazowanej
szczypta soli
pół łyżeczki syropu klonowego

Wykonanie naleśników:
Masło rozpuszczam. Płatki mielę. Łączę składniki, wodę dolewam na samym końcu, tak aby ciasto miało idealną konsystencję. Smażę na patelni wysmarowanej cienką warstwą oleju lub masła klarowanego.
[Wersja na TM: płatki zmielić 10 sek, obr. 10), przełożyć do innego naczynia. Masło rozpuścić 2 min 30 sek , 60 stopni, obr. 3, dodać pozostałe składniki , wymieszać 20 sek, obr. 5 dodając około 100g wody w trakcie mieszania. Jeśli ciasto będzie zbyt gęste dodać resztę wody i wymieszać 10 sek, obr.4)


Pasta:

2 marchewki 
szklanka fasoli mung (surowej)
kurkuma
tymianek
oliwa
sól

(olej kokosowy i woda, jeśli pasta jest zbyt sucha)


Wykonanie pasty:
Marchewki obieram, kroję w cienkie słupki ( jak frytki) , układam w natłuszczonym oliwą naczyniu żaroodpornym, posypuję tymiankiem i kurkumą ( do smaku), polewam oliwą, przykrywam pokrywką od naczynia lub folią aluminiową i piekę w piekarniku w 200 stopniach przez około 30 minut. W tym czasie gotuję namoczoną wcześniej fasolę. Staram się strączki moczyć długo, prawie dobę, ale gdy zapomnę, moczenie skraca się do godziny, dwóch. Fasolę gotuję około 40 minut, solę na samym końcu, odcedzam, zostawiam w garnku na jakieś 15-20 minut pod kocem lub na ciepłej płycie indykcyjnej.

Gdy wszystko gotowe , łączę składniki, blenduję je w TM "na raty". Na początku 20 sekund, obr.10, potem zbieram pastę ze ścianek naczynia i znów 10 sek. obr10. Jeśli jest zbyt sucha, łyżką zgarniam pastę ze ścianek naczynia i dodaję oleju kokosowego - około pół łyżki i wody, na oko :) I znów blenduję około 10 sek , obr. 10. U nas chodzi o to, żeby uzyskać konsystencję smarowidła,  fasola nie może być wyczuwalne w paście. W przeciwnym razie pasta jest , cytuję : "Mamo, ble" :)

Gotową pastą smaruję cienko naleśniki ( sobie zdecydowanie grubiej) i podaję. Pozostałą część chowam do szklanego pojemnika i przechowuję w lodówce do 3 dni max. Tym razem spróbuję zamrozić. Zdam relację :)

Podaję je na kolację lub obiad, a czasami nawet na śniadanie następnego dnia.

Smacznego !








niedziela, 18 stycznia 2015

Bezmleczne i bezjajeczne pancake'sy bez cukru, czyli śniadanie w nurcie PYCHA! :)

Dieta eliminacyjna dedykowana dzieciom charakteryzuje się sporą monotonnością. Zwłaszcza, gdy dziecko nie jest wszystkożerne w ramach dozwolonych produktów. 
Tradycyjne bezmleczne, bezjajeczne i bezcukrowe śniadania wychodzą Potomkowi już bokiem. Dlatego dziś przypomniałam sobie o czymś, co wszyscy w domu uwielbiają, łącznie z Potomkiem. 



Składniki: 

*miarka ( szklanka) mąki pszennej 
*1 łyżka mąki ziemniaczanej 
*miarka (szklanka) mleka sojowego 
*łyżeczka octu jabłkowego 
*1 łyżeczka kamienia winnego 
*1 łyżeczka syropu z agawy/klonowego/ksylitolu 
( ja dałam syrop klonowy)
*1 łyżka oleju 
(dałam rzepakowy) 
*masło klarowane do smażenia 

do dekoracji:
*słód lub miód 
*kakao/cynamon
*owoce lub konfitura


Składniki suche mieszamy, dodajemy mleko, ocet i słód. Miksujemy na gładką masę dodając podczas miksowania olej. Smażymy na rozgrzanej, natłuszczonej patelni na złoty kolor. Ja smażyłam na maśle klarowanym. Podałam posypane cynamonem z łyżką domowej konfitury z jagód. 

Smacznego :) 



Oryginalny przepis pochodzi STĄD

niedziela, 28 grudnia 2014

Podsumowanie roku 2014

To był ciężki rok. Na prawdę. Mam nadzieję, że już nigdy się te emocje nie powtórzą i że 2015  będzie dużo bardziej obfity w pozytywne wydarzenia. 

Nasze problemy były widoczne już w styczniu w postaci poszpitalnej czkawki. Punkt kulminacyjny to marzec, i myślę, że śmiało mogę powiedzieć, że grudzień to szczęśliwe zakończenie. 
Wiemy już bowiem, że Potomkowi nic poza faktycznym opóźnieniem w mowie nie dolega. On czuje się świetnie, elegancko reaguje na gluten ;-) , nie ma objawów kandydozy, powoli, bardzo powoli zaczyna też mówić. Nie liczę już słów. Ciężko się doliczyć. Bardzo ładnie ruszył i myślę, że duża zasługa w tym wszystkim naszych pań logopedek i zajęć, które odbywają się 3x w tygodniu. 
Pojawia się coraz więcej zdań dwuwyrazowych, coraz więcej słów, które może nie do końca są wyraźnie wymawiane, ale zawsze znaczą to samo. Komunikacja i rozumienie mowy na prawdę znacznie się polepszyło. W końcu on też dorasta i dojrzewa, więc to chyba naturalna kolej rzeczy. Jego rówieśnicy, co prawda recytują wierszyki ;-) ale i my się doczekamy. 
Z fajnych rzeczy, które akurat traktuję jako efekt uboczny zajęć logopedycznych jest to, że gość czyta :) Ale tak to właśnie ma być, musimy go nauczyć czytać zanim zrobią to w szkole czy przedszkolu. Ponoć minimalizuje to ryzyko dysleksji. Dzieci z ORM, które i tak są mocno dysleksją zagrożone, w dużej mierze nie potrafią przełożyć sobie sposobu klasycznego nauczania czytania w szkole na własne warunki i umiejętności. Objawia się to tym, że mają trudności nie tylko z czytaniem ale i rozumieniem tekstu. Jeśli tak się dzieje, pojawiają się problemy np z pisaniem testów. Mamy taki przypadek w rodzinie, dziewczynka dyslektyczna ustnie odpowie na każde z pytań, natomiast jeśli ma zakreślić odpowiedź w 90% zakreśli ją błędnie.
Potomek uczy się czytać metodą sylabową. Dzięki temu ma nie mieć problemu z czytaniem :) Ale to okaże się dopiero za parę lat. Zobaczymy. Na pewno o tym napiszę :) 

prof. Jagoda Cieszyńska o metodzie sylabowej pisze tak: 
"Pierwszym poważnym błędem, będącym przyczyną późniejszych trudności szkolnych uczniów, jest podawanie dzieciom nazw lister. Rodzice ( czasem, niestety, także nauczyciele) mówią dzieciom: 'to litera em, a to litera ce'. Operowanie nazwami liter wymaga wiedzy metajęzykowej, której dzieci jeszcze nie posiadają i nie jest im ona konieczna na tym etapie nauki. Nazywanie liter przez dzieci podczas czytania powoduje powstawanie 'wyrazów', których dziecko nigdy w rzeczywistości nie słyszało. I tak, kiedy uczennica klasy zerowej czyta 'jotajotkao' trudno , nawet dorosłemu, usłyszeć w tym wyrazie słowo jajko. Drugi błąd to głoskowanie wyrazów powodujące, iż podczas wymowy spółgłosek pojawia się element wokaliczny, np dom- dy o my, dziecko zapisuje 'dyomy', tak powiem słyszy głoskowane wyrazy." 
Nie mam doświadczenia w tym temacie, jedyne czym mogę się sugerować to własne wspomnienia. Nie przypominam sobie zatem, abym jako dziecko miała problem z zapisywaniem głoskowanych wyrazów. ALE ... ja już umiałam czytać zanim poszłam do przedszkola. Nauczyłam się u dziadków, podczas czytania bajek. Wątpię, żeby dziadek uczył mnie czytać metodą krakowska :) czyli sylabami. W każdym razie problemów z czytaniem nigdy nie miałam. Ani ja, ani moje rodzeństwo. Niestety enigmatyczna postać mojego męża powoduje to, że nie dowiem się jak to było u niego :) Na starość czyta całkiem dobrze :) na dodatek rozumie tekst , ale testów z nim nie przeprowadzam :)
Z opowieści specjalistów wywnioskowałam jednak, że dzieci, które zagrożone są dysleksją  po prostu nie bardzo potrafią przełożyć sobie głoskowanie na pisanie i czytanie. Do tego dzieci ze skrzyżowaną lateralizacją ( a ponoć Potomek takową może mieć- okaże się po 6tym roku życia, obecnie ma pewne symptomy) to już w ogóle jest kosmos. Nie ekscytuję się jednak tym, że czyta i składa pisane sylaby w wyrazy. Uważam, że 2,5 latek ma jeszcze czas na czytanie, więc gdyby nie jego problemy pewnie nigdy nie wpadłabym na to, by uczyć go czytać.
Rok 2014 uważam za beznadziejny ! :)
Choć chyba w żadnym innym roku nie 'naumiałam' się tak bardzo jak w tym. W żadnym poprzednim nie zdobyłam takiej wiedzy z dziedziny, która do tej pory była mi kompletnie obca. Myślę sobie "Matko, to ci nie zginie..." co pomaga mi uwierzyć, że jeszcze nie zwariowałam do końca.
Wszystkim Wam życzę udanego 2015! Aby spełniły się wszystkie Wasze marzenia i plany.
I sobie też tego życzę! I mocno wierzę w to, że tak będzie !
Buziaki ! i do zobaczenia w Nowym Roku !