środa, 10 grudnia 2014

Ćwiczymy lewą półkulę :)

Czasami nawet nie zdajemy sobie sprawy,że czynności, które wykonujemy codziennie mogą stanowić całkiem niezłą dawkę terapeutyczną dla tych wybrańców, którzy mają problem z mową :) 

W taki oto bardzo prosty sposób możemy ćwiczyć z dzieckiem , stymulując lewą półkulę jego mózgu [odpowiedzialna za rozwój mowy]. 
Zdjęcie koszmarne, bo robione z telefonu, ale nie o to chodzi. 

Zadanie było następujące: 
Wyjmij sztućce z koszyka i powkładaj do pojemnika. 
(potem jeszcze pokazałam gdzie są duże łyżki)

Potomek układa sztućce, różnicując je na małe i duże oraz na rodzaje. 

Nasza logopeda poleca również segregację skarpetek :) oraz czynności, które wymagają naprzemiennego ruchu rąk lub nóg, ot choćby wchodzenie po schodach. 

Wiedzieliście, że te prozaiczne czynności są bardzo stymulujące dla naszych dzieci i pomagają w mówieniu ? :) 


Kiedyś jeszcze napiszę o "codziennej terapii" SI [ zaburzeń integracji sensorycznej]. Jak się okazuje, na co dzień dzieciaki wykonują mnóstwo czynności, które pomagają im się "dostymulować"- jak mawiają w żargonie terapeutycznym :) 


piątek, 5 grudnia 2014

Kluski [kopytka] z warzywami /bezglutenowe/ wegańskie

Jak przemycić kalafior i fasolkę szparagową dziecku, które nawet na te warzywa nie spojrzy, o skosztowaniu nie wspomnę? 

W KOPYTKACH ! :) 

Potomek jest klasycznym antywarzywniakiem
Toleruje jedynie pomidory i paprykę, z resztą muszę kombinować. 
W plackach jaglanych przemycam pora i zieloną pietruszkę, w zupach warzywnych uciekam się do bardzo drobnego krojenia warzyw i dodawania ryżu lub makaronów, wówczas , niechętnie, ale jednak z sukcesem , porcja warzyw zostaje wtrząśnięta. 
Surówka?? Zapomnij Matko ! 
Jedyne, co udaje się wrzucić na ruszt w postaci surowizny to tarta marchewka z jabłkiem, ale dobre i to :) 

Od kilku miesięcy mam niezły patent na przemycanie tego, czego nie znosi całym sercem, choć nawet nie wie czasami jak to smakuje, bo przecież Książę nawet nie raczy skosztować. 

KOPYTKA
 [choć u mnie zawsze wychodzą niekształtne i nazywam je kluskami :) ] 

Robię je na dwa sposoby. Pierwszy to podpatrzony w serwisie przepisownia.pl sposób na jaglane kopytka ze szpinakiem. Robię je w wersji wegańskiej, bez jajka, które jest alergenem dla Borysa. 
Drugi sposób to ten dzisiejszy. Czyli klasyczne ciasto na kopytka ( z ziemniaków i mąki ziemniaczanej) , które wzbogacam o ugotowane i zmiksowane warzywa takie jak kalafior i fasolka szparagowa. Czasami dodaję marchewkę lub fasolkę azuki jeśli mam akurat ugotowaną.



Składniki dzisiejszej wersji to: 

250g ugotowanych i wystudzonych ziemniaków 
3 łyżki skrobi ziemniaczanej 
1 łyżka oleju [ ja dałam z pestek winogron] 
4 łyżki mąki gryczanej
sól do smaku [ u mnie himalajska] 
kilka różyczek kalafiora 
kilka fasolek szparagowych 

Wykonanie: 
Fasolkę i kalafiora podgotowuję lekko w wodzie [nie solę]. Wrzucam wszystko oprócz skrobi, mąki i oleju do miksera i rozdrabniam. Następnie dodaję mąkę gryczaną, skrobię i olej  i mieszam na niskich obrotach lub włączam opcję wyrabiania ciasta. Można to zrobić klasycznie - czyli ręcznie.
 Mnie się nie chce :)  

Wyjmuję ciasto na blat oprószony mąką gryczaną lub ryżową i formuję podłużne wałeczki. Jeśli ciasto nie będzie zbite [wszystko zależy od tego jaki dodatek zastosujecie i z jakich ziemniaków będą zrobione] dodaję jeszcze mąki gryczanej, tak aby można było uformować wałek. Potem kroję tak, jak kroi się kopytka. Gotuję w osolonej wodzie 3 minuty od wypłynięcia na wierzch. 
Done!

Potomek w tym przypadku jeszcze nigdy nie zorientował się, jak bardzo Matka go przechytrzyła :)

Smacznego ! :) 



wtorek, 2 grudnia 2014

Z serii : Matka pyta


Zastanawiałam się, czy pojechać prosto z grubej rury, czy to jeszcze nie ten moment :) 
Publicznie trochę się wstydzę [noo, taki ze mnie wstydzioch jeden]. 

Chociaż .... jak mawiają: temat kupy, to temat życiowy :D , a poruszony w towarzystwie świadczy o pewnego rodzaju bliskości między rozmówcami [doprawdy, interesujące :) ] 
A , że Was traktuję jak rodzinę ....
[pauza,chwila zadumy..]

Zatem

...... skoro już wiecie, o czym chciałabym dziś napisać, to musicie uzbroić się jeszcze w odrobinę cierpliwości....... 

Moje dziecko ma problem ! Dwójkowy, że tak to ujmę delikatnie. 
Już bardzo dawno temu udało nam się opanować trudną sztukę manipulacji zwieraczami układu moczowego.  Tzn Potomkowi !! ......ja - nie chwaląc się oczywiście [ na drugie mam przecież Skromność, a na trzecie Delikatność]  już  dawno to potrafię :) Chyba nie wątpiliście, co ? :) 

[ Że zajadę takim offtopem.... Nie wiem o co cho..., ale wszystkie matki , w tym ja, jak jedna <i nie znam takiej, która choćby raz się tak nie wyraziła!>, mówią o swym dziecku w 1. osobie liczby mnogiej! Co to za cholerna mania dożywotniej symbiozy?  Nie wiem ! Ale wiem, że MUSZĘ popracować nad wyrażaniem się  w 1. lub 3. osobie liczby pojedynczej. JA, nie MY. ON , nie MY. Nasz piękny język ma tyle ciekawych zagadnień gramatycznych, a my ciągle na skróty i na skróty ... :) ]

ALE WRACAJĄC:

O czym to ? 
A.. o kupie.. no to tak... 
Jest problem z dwójką. 
Powiedzmy, że jedna na dziesięć zostaje schwytana, pożegnana i spuszczona do Wisły. 
Pozostałe mają więcej szczęścia - lądują w kuble na śmieci. 

Pomyślałam, że trzeba może doedukować Potomka.....chciałam kupić taką książkę :) 


Czy ktoś ją może ma i mógłby powiedzieć, czy warto ? Bowiem kolega Google przestawia różne treści wewnętrzne i serio , zastanawiam się :) 

Jeśli uważacie, że zgłupiałam do reszty, możecie napisać 
"Matko Polko i Potomku , nie idźcie tą drogą!" - nie obrażę się ! :) 




sobota, 29 listopada 2014

ORM - postępy vol.2 ( 17 słów)

Mamy kolejne słowa!! 

Tym razem "dobrze" i "ciocia"
( To 15 i 16 słowo - za 5 dni Borys skończy 2,5 roku) 
"Dobrze" wymawia bez "ż", a ciocia tak jakby przez "t". Nie ważne, to się poprawi :) 

O "ciocię" walczyłam długo :) Jakieś pół roku. 
Uciekałam się do różnych sposobów. Pokazywałam zdjęcia z ciociami, zaprowadzałam do cioć, dzwoniliśmy do cioć, słowo "ciocia" pojawiało się kilka razy w ciągu dnia, a gdy zaczął rozpoznawać rodzinne auta i dopasowywać je do konkretnych osób, kupiłam nawet miniaturkę autka cioci, by wymusić to słowo. 
Nie sądzę, żeby najbardziej pomogła nam owa miniaturka :) stawiam na poluzowanie wędzidła i terapie płynące z 3 źródeł, ale bardzo się cieszę, że póki co, w każdym tygodniu pojawia się nowe słówko. 

Obecnie walczymy o słowa: jeść (je), pić (pije), chodź. 

Metoda Krakowska idzie nam kiepsko. Borys nie lubi ćwiczyć w ten sposób. Zmieniliśmy lokalizację zajęć , teraz to MY chodzimy do cioci Ani, a nie ona przychodzi do nas. Na obcym terenie zawsze Borysowi ciężej rządzić, chociaż powiem szczerze - specjalnie go to nie krępuje :) 

Ja w domu nie ćwiczę tą metodą. Nie jestem do końca do niej przekonana i nie bardzo mam ochotę "bawić się" z nim w terapię. Wiem, że daje dużo dobrego jeśli jest konsekwentnie stosowana, zarówno przez logopedę jak i rodziców w domu, i że raz w tygodniu to trochę za mało, no ale.. taką sobie drogę obrałam i taką drogą będę szła :) Poza tym do czegoś Wam się przyznam. Bardzo nie lubię tych ćwiczeń. Robię to tylko dlatego , że muszę. Nie mam do tego ani serca ani cierpliwości. Może dlatego też i Borys ma ich dość...?  Kto wie....
Ale na prawdę ciężko pałać do nich sympatią, wierzcie mi :)

Powoli staram się wychodzić z roli rodzica, który musztruje. Za radą pewnego tajemnego zgromadzenia :) zaczynam delikatnie odpuszczać Borysowi, dając mu więcej luzu licząc, że się odblokuje. Sobie też odpuszczam..... z tym chyba najciężej mi idzie. Z Borysem pracują wykwalifikowani specjaliści dwa lub trzy razy w tygodniu, naszej niani pokazałam kilka zabaw, w które mogą się razem bawić, więc dwa razy w tygodniu i ona stymuluje jego rozwój. Wystarczy. Teraz Borys będzie miał mamę, a nie policjanta :) 

P.S. Wprowadzanie glutenu idzie nam bez zastrzeżeń. :) 


***
P.S. 2 . Dziś kolejne słówko, mianowicie "Baz" czyli Buzz Astral :P (zaliczam jako nr 17) 



piątek, 28 listopada 2014

Bierzemy udział w konkursie ! :)

Czas pędzi niczym Robert Kubica, a deadline do kiedy mój Słodki Mąż ma opuścić pokój Borysa zbliża się nieubłaganie :) 
Zatem Matka bierze udział w konkursie , w którym nagrodą są dekoracje świetnie pasujące do nowego pokoju Potomka :) 

Zachęcam i Was !!! 

Zasady:

Powodzenia ! :) 


niedziela, 23 listopada 2014

Pewna bardzo słaba żaba


"Pewna żaba
Była słaba , 
Więc przychodzi do doktora
I powiada, że jest chora. 

Doktor włożył okulary, 
Bo juz był cokolwiek stary,
Potem ją dokładnie zbadał , 
No i wreszcie tak powiada:

'Pani zanadto sie poci, 
Niech pani unika wilgoci, 
Niech pani się czasem nie kąpie,
Niech pani nie siada przy pompie, 
Niech pani deszczu unika,
Niech pani nie pływa w strumykach,
Niech pani wody nie pija, 
Niech pani kałuże omija, 
Niech pani nie myje się z rana, 
Niech pani, pani kochana, 
Na siebie chucha i dmucha, 
Bo pani musi być sucha!'

Wraca żaba od doktora,
Myśli sobie: 'Jestem chora, 
A doktora chora słucha , 
Mam być sucha- będę sucha!'

Leczyła się żaba, leczyła,
Suszyła sie długo, suszyła , 
Aż wyschła tak, że po troszku 
Została z niej garstka proszku. 

A doktor drapie sie w ucho:
'Nie uszło jej to na sucho!' "

Nie wiem dlaczego, ale mam nieodparte wrażenie, że wiersz Brzechwy doskonale opisuje naszą historię. Chociaż mam nadzieję, że Potomek nie skończy jak bohaterka wiersza....

Jestem zmęczona! 

Zmęczona diagnozami.
 Zmęczona badaniami.
 Zmęczona specjalistami. 
Ich teoriami ( każda jest inna) też już jestem zmęczona.

 Apeluję do siebie samej  o zdrowy rozsądek. O coś, co kiedyś posiadałam, a czego teraz mi brakuje. Ale nie umiem inaczej. W końcu od pierwszego tygodnia ciąży, aż do dziś jestem odpowiedzialna nie tylko za swoje życie. 
Chciałabym być głupsza , serio.
 Chciałabym nie rozumieć tych wszystkich zależności. Chciałabym czasami mniej wiedzieć. Czasami zazdroszczę mojej mamie, że w czasach jej młodości nie było obaw o gluten, nie każdy wiedział, że kazeina uczula i szkodzi jelitom drążąc w nich mikro dziurki, że warzywa ze wsi od każdego rolnika były zdrowe i wartościowe. Że prlowskie kury nie żarły psychotropów, że słysząc "kandydoza" myślano o amerykańskich cukierkach, że chleb był prawdziwy, a nie pompowany, że mleko dawano prosto od zdrowej krowy, że ludzie mieli swoich medycznych bogów , że ufali , mieli swoje autorytety ( chociaż żaba zaufała i źle na tym wyszła, ale kto mi da gwarancję , że jeśli zaufam sobie, a nie specjalistom, to Potomek dobrze skończy ? ) , że... 

Tych "że" mogłabym użyć jeszcze ze sto razy. Tylko po co? Przecież to wiecie..... 

Jednego dnia intuicja podpowiada mi, że wszystko jest ok, ale drugiego czasami jest coś nie tak :/. 

Jak odnaleźć równowagę w tym wszystkim? 
Jak znaleźć złoty środek ? 
Jak żyć ze świadomością, że czyjeś zdrowie no i przecież też życie zależy w dużej mierze ode mnie? 
Jak nie dać się zwariować?
Jak żyć ? :) 

Podpowiedzcie, bo oszaleję ! 


Zdjęcia pochodzą z książeczki , która jest naszą biedronkową zdobyczą (8,90 zł z 29 zł) :) 


poniedziałek, 17 listopada 2014

Nowe zdobycze.

Potomek w zeszłym tygodniu dostał kilka książeczek od cioci i wujka. Tym samym dostałam cynk, że jest ich więcej ! A oferta tyczy się sieci Biedronka :) Popędziłam, poleciałam i zdobyłam kilka fajnych rzeczy.

Uzupełniliśmy swoją kolekcję książeczek z wyliczankami Pana Pierdziołki. 
8,90 zł za sztukę ! 


I dodatkowo Borys został uposażony w super książeczki do kreatywnej zabawy: 

Serdecznie polecam! 
Może jeszcze znajdziecie w swoich Biedrach :)