niedziela, 23 listopada 2014

Pewna bardzo słaba żaba


"Pewna żaba
Była słaba , 
Więc przychodzi do doktora
I powiada, że jest chora. 

Doktor włożył okulary, 
Bo juz był cokolwiek stary,
Potem ją dokładnie zbadał , 
No i wreszcie tak powiada:

'Pani zanadto sie poci, 
Niech pani unika wilgoci, 
Niech pani się czasem nie kąpie,
Niech pani nie siada przy pompie, 
Niech pani deszczu unika,
Niech pani nie pływa w strumykach,
Niech pani wody nie pija, 
Niech pani kałuże omija, 
Niech pani nie myje się z rana, 
Niech pani, pani kochana, 
Na siebie chucha i dmucha, 
Bo pani musi być sucha!'

Wraca żaba od doktora,
Myśli sobie: 'Jestem chora, 
A doktora chora słucha , 
Mam być sucha- będę sucha!'

Leczyła się żaba, leczyła,
Suszyła sie długo, suszyła , 
Aż wyschła tak, że po troszku 
Została z niej garstka proszku. 

A doktor drapie sie w ucho:
'Nie uszło jej to na sucho!' "

Nie wiem dlaczego, ale mam nieodparte wrażenie, że wiersz Brzechwy doskonale opisuje naszą historię. Chociaż mam nadzieję, że Potomek nie skończy jak bohaterka wiersza....

Jestem zmęczona! 

Zmęczona diagnozami.
 Zmęczona badaniami.
 Zmęczona specjalistami. 
Ich teoriami ( każda jest inna) też już jestem zmęczona.

 Apeluję do siebie samej  o zdrowy rozsądek. O coś, co kiedyś posiadałam, a czego teraz mi brakuje. Ale nie umiem inaczej. W końcu od pierwszego tygodnia ciąży, aż do dziś jestem odpowiedzialna nie tylko za swoje życie. 
Chciałabym być głupsza , serio.
 Chciałabym nie rozumieć tych wszystkich zależności. Chciałabym czasami mniej wiedzieć. Czasami zazdroszczę mojej mamie, że w czasach jej młodości nie było obaw o gluten, nie każdy wiedział, że kazeina uczula i szkodzi jelitom drążąc w nich mikro dziurki, że warzywa ze wsi od każdego rolnika były zdrowe i wartościowe. Że prlowskie kury nie żarły psychotropów, że słysząc "kandydoza" myślano o amerykańskich cukierkach, że chleb był prawdziwy, a nie pompowany, że mleko dawano prosto od zdrowej krowy, że ludzie mieli swoich medycznych bogów , że ufali , mieli swoje autorytety ( chociaż żaba zaufała i źle na tym wyszła, ale kto mi da gwarancję , że jeśli zaufam sobie, a nie specjalistom, to Potomek dobrze skończy ? ) , że... 

Tych "że" mogłabym użyć jeszcze ze sto razy. Tylko po co? Przecież to wiecie..... 

Jednego dnia intuicja podpowiada mi, że wszystko jest ok, ale drugiego czasami jest coś nie tak :/. 

Jak odnaleźć równowagę w tym wszystkim? 
Jak znaleźć złoty środek ? 
Jak żyć ze świadomością, że czyjeś zdrowie no i przecież też życie zależy w dużej mierze ode mnie? 
Jak nie dać się zwariować?
Jak żyć ? :) 

Podpowiedzcie, bo oszaleję ! 


Zdjęcia pochodzą z książeczki , która jest naszą biedronkową zdobyczą (8,90 zł z 29 zł) :) 


poniedziałek, 17 listopada 2014

Nowe zdobycze.

Potomek w zeszłym tygodniu dostał kilka książeczek od cioci i wujka. Tym samym dostałam cynk, że jest ich więcej ! A oferta tyczy się sieci Biedronka :) Popędziłam, poleciałam i zdobyłam kilka fajnych rzeczy.

Uzupełniliśmy swoją kolekcję książeczek z wyliczankami Pana Pierdziołki. 
8,90 zł za sztukę ! 


I dodatkowo Borys został uposażony w super książeczki do kreatywnej zabawy: 

Serdecznie polecam! 
Może jeszcze znajdziecie w swoich Biedrach :) 




sobota, 15 listopada 2014

ORM - Postępy vol.1

Jupi, jupi !!! 

Mamy nowe słowo!! 

Do listy dopisuję 13 i 14 słowo: JAJKO oraz WIO  :P 
I prawie wyszło : BUŁA, chociaż nie do końca :) może niedługo....

Wyrazy dźwiękonaśladowcze: ko ko i zdecydowanie wyraźniej wypowiada pozostałe dźwięki.

Nasza koleżanka ćwiczy z Borysem metodą krakowską. To dopiero 4te zajęcia Borysa i można powiedzieć, że udało się trochę z nim popracować. Pierwsze zajęcia były zapoznawczo-diagnostyczne, drugie w połowie udane, trzecie koszmarne a dziś w zasadzie większość ćwiczeń wykonał. 
We czwartek słuchali też nagrań z serii "Słucham i uczę się mówić" i Borys pięknie powtarzał za lektorką. Do tej pory puszczałam mu tą płytę w odtwarzaczu. Nigdy w słuchawkach, bo wydawało mi się to nie do ogarnięcia. Niestety mój sposób kompletnie go nie interesował, a sposób Ani ze słuchawkami już tak ! Pięknie powtarzał w zasadzie każdą samogłoskę i każde wykrzyknienie, a jeśli nie umiał, to przynajmniej próbował. 

Z tego "jaka" cieszę się chyba tak samo mocno jak ze słowa "mama". Od dłuższego czasu nie było żadnego postępu, dlatego ześwirowaliśmy na punkcie jaj :)
Borys też! Ze szczęścia chodzi i powtarza w kółko:
"Mamooooo??? Jajooo???"

Swoją drogą ciekawe... jest tyle słów, które pojawia się na co dzień i odnoszą się do jego menu, np. jabłko, piciu, zupa, banan, etc. Słów, które my, ci którzy z nim przebywamy używamy kilkadziesiąt razy w ciągu dnia. Jajek nie je, bułek też nie , wiec nie ma z tymi słowami styczności, a tu taka niespodzianka. 

Może coś z tego będzie :) 


piątek, 14 listopada 2014

10 ważnych przedmiotów w naszym codziennym życiu

Każdy ma chyba w życiu gadżety , bez których ciężko byłoby nam wygodnie żyć.
Mam i ja kilka swoich absolutnych must have'ów, bez których  życie moje , ale i Potomka, byłoby marne jak los kredytów we Franku szwajcarskim. 

1. Pierwszy i nieoceniony! 

Urządzenie wysokoobrotowe. 
Moja prawa ręka, mój wybawiciel, moja pomoc domowa. 
Cóż ja bym bez niego poczęła ? 
Ano wpadłabym na pewno w większą depresję kulinarną niż ta, w której trwam obecnie :) Dzięki niemu mogę wyczyniać najróżniejsze cuda w kuchni. Dzięki niemu jest szybko, łatwo i na prawdę przyjemnie. Bardzo żałuję, że nie kupiłam wcześniej. Gdyby był tańszy , na pewno bym się zdecydowała. Dostaliśmy go w prezencie, gdy okazało się, że Borys musi zostać przestawiony na naszą cudowną i restrykcyjną dietę. Używam mojego pomocnika codziennie. Jest moim garnkiem do gotowania, malakserem, blenderem, siekaczem, młynkiem do kawy, ekspresem, maszynką do mleka, lodów, ubijaczem. Na prawdę pałam do niego miłością najszczerszą i wiem, że moje życie bez niego byłoby dużo trudniejsze! 


2. Niania elektroniczna 

Kupiliśmy niedawno :) Potrzebna była nam na wyjazd. I serio nie wiem, dlaczego nie kupiliśmy jej wcześniej. Radziliśmy sobie bardzo dobrze bez niej, ale z nią jest tak wygodnie. Gdy Potomek śpi możemy się zamknąć w innym pokoju, puścić głośniej muzykę, obejrzeć swobodnie film, porozmawiać przez telefon, pohałasować na inne sposoby, a to nasze cudeńko nie tylko poinformuje nas o pobudce Potomka, ale i pokaże co dzieje się w pokoju gdy śpi. Na wyjazdach do babć, ciotek i hoteli - nieoceniony i niezastąpiony sprzęt. 
W przypadku noworodków fajną opcją jest monitoring oddechu. Nasz model tego nie ma, ale też nie był przez nas opcją wymaganą :) 
Muszę też się do czegoś przyznać. 
 Czasami podglądam dzięki temu cudeńku naszą nianię i Borysa, gdy siedzą w pokoju :/ 
Big Brother pełną parą :) 



3. Huśtawka 

Fisher Price - fiszer srajs, kupa plastiku.. zwał jak zwał, ALE to urządzenie, które pożyczyła mi przyjaciółka było jednym z najlepszych pomocników jakie mogłam otrzymać. Potomek wówczas wydawał się być dzieckiem wiecznie płaczącym. Dopiero po 2 latach dowiedziałam się dlaczego, ale w 2012 roku jeszcze nie byłam na tyle olśniona, żeby do tego dojść :) Huśtawka, która pracowała w dwojaki sposób - huśtała zarówno przód tył jak klasyczny bujak jak i w prawo -lewo , po prostu była naszym NO. ONE do bodajże 10 miesiąca! Czyli dopóki się w nią mieścił. 
Dzięki Aniu ! :) 


4. Smartfon

No cóż.. czasami to moja jedyna łączność zarówno z rzeczywistym jak i wirtualnym światem. Niejeden post został napisany z telefonu, nie jedno zdjęcie nim zrobione, nie jedna lista zakupowa wykonana. To dzięki niemu mogę nadrabiać braki w lekturze albo filmach czy serialach zaraz przed zaśnięciem. W ciągu dnia nie mam kiedy, a czytanie książek przy lampce nocnej nie jest możliwe, bo mam w pokoju LOKATORA ( którego mam szczerą nadzieję niebawem wyeksmitować! - btw. Ojciec Potomka OBIECAŁ opuścić pokój Syna do końca roku. To już druga jego obietnica i mam wrażenie, że chce go przejąć poprzez zasiedlenie, ale O NIE MÓJ DROGI! Od dziś mam ponad 250 świadków, że obiecałeś zabrać graty do końca grudnia 2014 i tym samym dać pole do popisu matce :) i odrobinę prywatności dla dziecka i .. dla nas. 
Żeby się baba musiała prosić o wywalenie dziecka z pokoju.. wiecie co ?! :)  )
W każdym razie, wracając gdyby nie on, mój kochany smartfon <marki nie zdradzę :P>, organizacja mojego życia byłaby znacznie bardziej utrudniona ! 

5. Mikrofala :) 
Rany Julek.... Przez 3 pierwsze miesiące używałam podgrzewaczy, grzało się to i grzało i grzało.... a tu proszę 15 sekund i gotowe :) Do dziś korzystam. I nie....nie obawiam się złowrogich fal! :)

6. Gotowe "mleka" roślinne 
U nas w kuchni w zasadzie nie używamy półproduktów. NO ALE.... czasami nie mam siły robić mleka kokosowego albo nawet ryżowego, przecedzać je kilka razy przez sitko albo gazę ( bo Potomek woli raczej bez farfocli). Wtedy pędzę lecę do Rossmanna, albo nawet do osiedlowego sklepu jak rzucą towar :) i kupuję gotowce. Są smaczne i mają niezły skład. Kupujemy zawsze bezsmakowe i bezcukrowe, często wzbogacone o wapń. 


7. Nebulizator 
Przechodziliśmy przez wszystko. Od fridy i gruszki poprzez Katarek, a skończyliśmy na nebulizatorze i serio....to mój przyjaciel o randze równej co mój TM :) Wyprowadził Potomka ( i mnie ostatnio) z takich infekcji, ale z taaaaaakich infekcji, że no mówię Wam... czapki z głów. 
Szczerze polecam wszystkim, którzy mają problemy z drogami oddechowymi. Przy zapaleniach krtani - niezastąpiony. Stosujemy od momentu, gdy pojawia się katar. Najpierw używamy soli fizjologicznej a potem w razie potrzeby włączamy Pulmicort. Dzięki niemu nic nie muszę odciągać, chociaż Potomek od bardzo dawna potrafi dmuchać nosek, więc może dlatego. Jedyne czym się wspomagamy to krople do nosa lub woda morska. 
Nasz nebulizator to microlife, z pełnym wyposażeniem, tj maseczkami w dwóch rozmiarach i kilkoma innymi końcówkami: no ust i do nosa. 


8. Bidon Safe Sippy 
Pisałam o nim TU 
Nadal podtrzymuję swój zachwyt tym kubkiem :) 

9. Rowerek i pchacz 
Potomek kocha auta i ruch. Najpierw hitem był plastikowy pchacz, który o dziwo przetrwał próbę czasu i na prawdę dość mocne znęcanie się nad nim. Najbardziej denerwujące w nim są melodyjki, aleeeeeee.... wystarczy wyciągnąć baterie :) Pchacz pomagał nam w nauce chodzenia, a teraz stanowi osobistą, najbardziej plastikową z plastikowych furę Potomiastego. Furę, dzięki której zyskał najlepszych kolegów, bowiem moje dziecko nazywane jest jednym z trzech Muszkieterów na placu zabaw. Trzech chłopców , równolatków, w tym mojego Borysa, połączyła miłość do plastikowych autek. Jeżdżą dookoła placu zabaw, wymyślają zabawy, parkują, wymyślają zadania do wykonania. Bajerują dziewczyny, które bez mrugnięcia okiem zostawiają im swoje wózki - oby w dorosłym życiu tak to się nie kończyło :) 




10. Krzesełko do karmienia 
Nie ważne jaki kształt, nie ważne jaka marka. Ważne, żeby miało blokującą tackę lub pasy. I będę chyba jedyną matką, która wymienia te zabezpieczenia nie tylko w kontekście bezpieczeństwa jej dziecka . Niejednokrotnie pełnił on u nas rolę "kojca" a umieszczenie w nim Potomka dawało mi chwilę oddechu. Mogłam na parę sekund  opuścić pomieszczenie ze świadomością, że Borys nie spadnie, nie wyjdzie samodzielnie, nie rąbnie głową o kant..... Mogłam przenieść do kuchni, zaryglować gościa w środku, dać parę garnków czy makaronów czy zająć jedzeniem, a w tym czasie realizować swoje obowiązki kury domowej. Rozkładany fotelik jest o tyle wygodny, że można dać większemu dziecku butelkę z mlekiem, rozłożyć siedzisko do pozycji pół leżącej i pisklę samo się karmi, a my mamy wolne ręce. 

Rewelacyjnie sprawdza się też do tego celu :)


Na pierwszy rzut , to 10 najważniejszych przedmiotów w naszym wspólnym życiu, moim i Potomka. 

Czy też macie swoje ulubione gadżety i sprzęty , bez których ciężko byłoby Wam żyć ? 










czwartek, 13 listopada 2014

Kokosowa jaglanka



Pyszna, zdrowa i dodająca energii. 

Na porcję widoczną na zdjęciu ( najadłam się i ja i Boro) potrzeba:

100g kaszy jaglanej ( suchej) 
1 łyżka oleju kokosowego 
150ml mleka kokosowego (użyłam gotowego b/c) 
120 ml wody
1 łyżka wiórek kokosowych
szczypta pieprzu
szczypta soli 
laska cynamonu

dekoracja:
miód/syrop klonowy
owoce Goji
orzechy (opcjonalnie, ja nie daję, bo to nasz alergen)
wiórki kokosowe do posypania 
czarny sezam do posypania 

w opcjonalnej wersji dla matki:
kozieradka i czarnuszka do posypania zamiast sezamu i wiórek

Do garnka wkładamy łyżkę oleju kokosowego, podgrzewamy. Wrzucamy suchą kaszę jaglaną i podgrzewamy około 2 min. Następnie zalewamy mlekiem, dodajemy przyprawy, wodę. Przykrywamy garnek pokrywką i gotujemy na małym ogniu około 15-20 min (ja gotowałam 15 w TM), od czasu do czasu mieszając, żeby kasza nie przywarła do garnka - chociaż nie powinna :) 
Na zdjęciu widnieje też woda z cytryną i imbirem, od której zaczynam dzień. Bowiem dopingując jedną z blogerek parentingowych postanowiłam dołączyć do Akcji Detox i oczyścić nieco swój starczy organizm :) 

Wracając: 
Na talerzu dosładzamy kaszę miodem albo syropem klonowym i posypujemy wiórkami kokosowymi, owocami Goji i czarnym sezamem. Ja lubię też dodatek kozieradki i czarnuszki w jaglance, ale niestety Borys nie przepada, więc u nas jaglanka zawsze na słodko, często z sezonowymi owocami, np wczoraj była z gruszką. 

No i tyle!
Smacznego :) 

Co włożyliśmy do gara?

kasza jaglana
witaminy z grupy B1, B2, B6,
witamina E
lecytyna
żelazo
miedź
krzem ( świetny na wypadające włosy! ponadto odgrywa kawał dobrej roboty w procesie mineralizacji kości) 
ma właściwości antywirusowe, zmniejsza stan zapalny błon śluzowych, reguluje poziom cholesterolu we krwi 

olej kokosowy 
ma właściwości antywirusowe, antybakteryjne, przeciwgrzybicze, przeciwzapalne, poprawia zdrowie kości, działa przeciwwrzodowo, ma właściwości przeciwbólowe
chroni nas przed infekcjami 
około 50% tego tłuszczu stanowi kwas laurynowy - obecny również w mleku matki 

owoce Goji
witamina C
witaminy z grupy B 
żelazo, wapń, cynk, selen, potas
nienasycone kwasy tłuszczowe
flawonoidy 
antyoksydant
wspomagają układ odpornościowy 
regulują pracę serca i ciśnienie krwi 
hamują procesy starzenia :) 

cynamon
źródło błonnika, żelaza, wapnia, manganu 
antyoksydant 
wspomaga zwalczanie wolnych rodników , czyli opóźnia proces starzenia komórek, zapobiega nowotworom i chorobom układu krwionośnego 
posiada właściwości antybakteryjne i przeciwgrzybicze 
wspomaga trawienie 
wzmacnia odporność 
reguluje pracę nerek 
dla niejadków - olejek eteryczny cynamonu wzmaga apetyt i zwiększa łaknienie :) 

czarny sezam 
właściwości detoksykacyjne, oksydacyjne 
świetnie działa na wzmocnienie paznokci i włosów 
zwalcza wolne rodniki 
obniża ciśnienie krwi 
źródło manganu ( kości + mózg), miedzi ( właściwości przeciwzapalne), magnezu ( układ naczyniowy, oddechowy i nerwowy), cynku ( zdrowe kości, odporność), witamin z grupy B (układ nerwowy), kwasu foliowego ( czynnik wzrostu i rozwoju), błonnika ( praca jelit), 
reguluje poziom cukru i cholesterolu  we krwi 
wpływa korzystnie na stawy i naczynia krwionośne
niezbędny do produkcji hormonów tarczycy 

Sezam zawiera także dużo wapnia, jednak w większej części występuje on w postaci szczawianu wapnia - formie nieprzyswajalnej dla organizmu. Aby zwiększyć absorpcję wapnia z sezamu najlepiej jest spożywać ziarno zmielone lub sproszkowane. W ogóle ziarno sezamu (albo maku) należy moczyć przez 2-4 godzin przed podaniem. Wówczas jego spożycie jest dla nas najbardziej korzystne. 
Ja tego nie robię, bo zapominam :) Choć czasami mi się zdarzy zapamiętać. 

Jadacie jaglanki ?? 
Boro uwielbia! W każdej postaci. Co mnie bardzo cieszy ! Dzięki temu i ja polubiłam. Jadamy ją prawie codziennie na śniadania, modyfikując skład, żeby nikomu się nie znudziła. 

wtorek, 11 listopada 2014

5 sposobów na domową nudę !


Dziś piękny dzień! Słoneczny listopad od kilku dni nadaje memu życiu sens :) 
Ale wiem, że niebawem to się skończy :( 
Nastaną szarobure, zasmożone dni, które przyprawiają mnie o mdłości . 
 Dni, gdy co godzinę spoglądam pod siebie sprawdzając, czy już zniosłam jajko, czy jeszcze nie. 
Dni, kiedy nie chce się lub nie ma takiej możliwości, by wystawić nos za mury domu. 
Dni, gdy ciśnienie spada, a w domu zaczyna powiewać nudą. 

Nie ma to jak ciepłe lato, złota polska jesień czy wczesna, pogodna wiosna! 
Nawet jak nie wiesz, co robić z dzieckiem, to podwórkowi koledzy Ci podpowiedzą. Ubierasz swe pisklę i sruuuuu na pół dnia wychodzisz z domu. 
A co , jeśli dzień już jest krótki?
 A co jeśli za oknem deszcz, słota, burza śnieżna? 

Już dziś możesz się na te dni razem ze mną przygotować ! 

Mamy kilka opcji: 

1. Zabawa w telefon. 
Tak wiem, najprościej dać smartfona. Ale wiecie, jak to się może skończyć [KLIK], więc nieszczególnie polecam. 

W telefon można pobawić się inaczej, tak jak bawiły się nasze matki, a może i my sami :)

Potrzebujemy: 
dwa opakowania po jogurcie
długi sznurek lub wełna 
dziecko + 1os.(drugie dziecko, matka, babcia, ojciec.... czyli ten , który pozostał na placu boju)

opcjonalnie do dekoracji telefonu: 
farbki do malowania plastiku
magnesy

I teraz tak: jeśli dekorujemy farbkami nasze słuchawki od telefonu, należy do kubka wcisnąć rożne kolory farbek, wrzucić magnes, najlepiej o kształcie kuli. Drugi magnes przykładamy do zewnętrznej ścianki kubka i przesuwamy w ten sposób nasz wynalazek po ściankach kubka, malując i dekorując naszą słuchawkę. To samo można zrobić samymi paluchami, nie używając magnesów. Będzie jeszcze bardziej wystrzałowo, bo powstanie większy bałagan :) 
A czy nie o to chodzi w zabawie ? :D 
Gdy farbki wyschną, w dnie kubeczka robimy dziurkę, przeciągamy sznurek lub wełnę, zawiązujemy supełek od wewnętrznej strony kubeczka. To samo robimy z drugim kubkiem i tym samym sznurkiem. Uczestników zabawy rozstawiamy po dwóch kątach , naciągając mocno sznurek - nasz kabel telefoniczny. I teraz czas na naszą inwencję. Jedna osoba szepcze do swojej słuchawki, a druga nasłuchuje. Lub odwrotnie. Możemy recytować wierszyki, śpiewać piosenki, opowiadać różne historie, odgrywać scenki. 

2. Zabawne kamyczkowe historie. 
Mój Potomek z każdego spaceru musi przytargać jakiś kamień. Taki zbieracz mi się trafił. Kolekcjoner kamiorów! Najpierw wyrzucałam, teraz postanowiłam zbierać. W zimie kamyczków nie znajdziemy, a przecież mogą się idealnie sprawdzić w zabawie w kamyczkowe historie. 

Jak się bawić? 
Malujemy kamyki farbami, możemy tworzyć dowolne postaci, używać dowolnych kolorów, malować palcami lub pędzelkiem. Następnie tworzymy swoją własną historię, bajkę, opowiastkę używając do tego celu naszych nowo powstałych postaci. Czyż to nie wspaniały pomysł na pobudzanie wyobraźni u naszych maluchów ?

via pinterest 

 
via pinterest
via pinterest
A wiecie, co może stanowić wspaniały domek dla naszych nowych ludzików ?! Nie zgadniecie ! :) 
Łubianki po jajkach :) 


3. Skarpetkowe zwierzątka. 
Robiłam je jako dziecko z moją Babcią ! :) Ona też, nauczyła mnie, w jaki sposób można sobie zrobić w domu swoją własną lalkę. Pierwsza, którą zrobiłam nazywała się Tekla. Niestety już jej nie posiadam, ale pamiętam do tej pory , jak z Babcią siedziałyśmy i każdą część robiłyśmy razem. Co najlepsze... nie musiałyśmy wychodzić z domu, żeby kupić materiały na nią. Babcia wszystkie potrzebne elementy wygrzebała z własnej szafy :) Ale o tym innym razem. Dziś o skarpetach. 
Ile macie skarpet nie do pary? Ileż to skarpeciątek błąka się samotnie po domowych kątach czy szufladach poszukując swojej drugiej połówki? Znacie to ? JA TAK! Wszyscy cierpimy na permanentnie ginące skarpetki. Słowo daję, do tej pory niektórych nie odnalazłam. Gdzie odeszły? Dlaczego uciekły? Nikt tego nie wie ! 
Sposobem na tego typu skarpetkowe psikusy jest kupowanie zestawu takich samych, jednokolorowych skarpetek :) Wówczas każda dla siebie stanowi parę , nie ważne czy jest od kompletu czy nie. A te, które wciąż szukają swojej pary można wykorzystać w zabawie z dzieckiem, w bardzo szybki sposób tworząc skarpetkowych przyjaciół. Najłatwiej projektuje się zwierzątka :) 
pinterest

pinterest

pinterest
A tu zobaczycie , w jaki sposób wykonać skarpe-luda bez szycia: http://playtivities.com/easy-sock-puppets/

4. Domowe inspiracje. 
Użyj domowych przedmiotów lub jedzenia, by pobudzić wyobraźnię dzieciaka. Zapytaj go , z czym dany przedmiot czy pokarm mu się kojarzy i razem spróbujcie znaleźć dla niego alternatywne rozwiązanie. 



5. Domowe sznurki i dziurki ! :) - mój faworyt 
Nawet nie wiesz, jak bardzo możesz zająć swoje dziecko dając mu do zabawy durszlak, pojemnik na sztućce i słomki lub sznurek !
Sorter ma zazwyczaj kilka dziurek i klocków, zabawa trwa więc kilka sekund. A tu .. proszę ! 
Sprawdź, na jak długo Twoje dziecko zatraci się w tej zabawie ! :) Gwarantuje Ci, że dasz radę na spokojnie wypić kubek kawy i doczytać kilka stron ulubionej lektury ! 
http://www.mericherry.com



A Wy ?
 Jakie macie sposoby na takie dni? 






poniedziałek, 10 listopada 2014

Matki Polki rozważania (ORM)

Od marca wariujemy z powodu zdiagnozowanego opóźnienia rozwoju mowy u Potomka. Ok! Wariuję ja. Reszta tylko bacznie się przygląda. Doszło do tego, że w obecnej chwili Potomkiem zajmuje się trójka logopedów ! Gdy patrzę na to z boku , myślę tak samo jak wszyscy, którzy oglądają ten obrazek z tej samej perspektywy: 

"WARIATKO! Daj dziecku być dzieckiem! 
Daj dziecku żyć!"

Może i jest w tym wszystkim jakaś krzta prawdy? 
Może przesadzam, może za bardzo się napinam, może zbyt wiele wymagam? 
A może nie umiem zaakceptować sytuacji taką, jaka jest?
Na te pytania odpowiedziałby chyba tylko psycholog :) Póki co, jeszcze do niego nie dotarłam, choć zamierzam, bo to wszystko mnie przerasta, więc są one na dzień dzisiejszy jedynie retoryczne. 
To nie jest tak, że żyję sobie w spokoju, prowadzając swoje dziecko od specjalisty do specjalisty, albo nie prowadzając, czy nie zwracając uwagi na jego problem. Nie jest też tak, że radośnie , z usmiechem na twarzy , skocznym krokiem codziennie ruszamy do ćwiczeń i zabaw. 
Przyznam się :) 
Cierpię psychicznie i strasznie ciężko mi z tym żyć :( 
Ciężko mi obserwować dzieci w wieku Potomka, które już mówią, lepiej czy gorzej, ale mówią. Moje dziecko porozumiewa się, ale głównie gestami. Bardzo mnie to martwi i smuci jednocześnie. 
Wiem, że dzieci do siebie się nie porównuje. Wiem, że każde ma swoją odpowiednią prędkość rozwoju. Jedne są lepsze w tym, drugie w czymś innym. Wiem. Teorię znam. 
Ale jestem matką...Nic na to nie poradzę. 
Martwię się o niego gorzej niż o siebie. 
Nie chcę niczego przegapić. 
Nie chcę kiedyś żałować, że czegoś nie zrobiłam i z premedytacją zlekceważyłam.
To normalne?

Od kwietnia br Potomek uczęszcza do państwowej poradni logopedycznej. 
Poszłam tam skonsultować pewne niepokojące objawy, które ujawniły się krótko po oparzeniu. No i tak zostaliśmy w tej placówce do dziś. Do czerwca br. pojawialiśmy się tam raz w tygodniu, zahaczyliśmy nawet o wizytę u psychologa dziecięcego, ale na tej wizycie byłam tylko ja, ponieważ była pierwszą i ostatnią wizytą tego typu. 

W wieku 22 miesięcy naśladował jedynie krowę, mówił tak, nie i powtarzał ( nie nazywał) : mama, tata. 
Tyle. 

Od lipca do września Potomek do logopedy nie uczęszczał, co z perspektywy czasu, oraz po rozmowach z innymi specjalistami uważam za błąd i nie wynikało to z naszej decyzji tylko z decyzji ośrodka i moim zdaniem pewnego zaniechania. Ponoć dwa miesiące w życiu tak małego dziecka to bardzo dużo i tak na prawdę terapia poszła trochę na marne. We wrześniu zaczynaliśmy niejako od początku. 
W nowym "turnusie" okazało się, że możemy się spotykać raz na dwa tygodnie, a czasami nawet raz w miesiącu. Musiałam poszukać kogoś innego, już niestety prywatnie. Znalazłam. Okazało się, że nasza sąsiadka z bloku jest logopedą. Spotykałyśmy się na placu zabaw, ale nigdy nie poruszałyśmy tego tematu, więc nie miałam wcześniej o tym pojęcia. 
Postanowiłyśmy razem popracować. Tak oto Potomek zyskał drugiego logopedę. 

Trzecim logopedą jest Justyna, która prowadzi warsztaty Logo-Motywka, na które za radą pani logopedy zapisałam Potomka. Jest to cykl 15 spotkań, raz w tygodniu, w 3 osobowych grupach, dla niemówiących dzieci w wieku 2-2,5 lat. 

Nie wiem na ile to pomoże i w jakim czasie Borys zacznie dorównywać do swoich rówieśników z mową. Obecnie jest na poziomie 12 miesiecznego dziecka, jesli chodzi o mowę. Pozostałe kwestie rozwojowe oraz rozumienie mowy są w normie, a nawet ponad normę. To opinia specjalistów. 

Obstawiłam siebie i jego z każdej strony. 
Nie wiem czy słusznie? 
Ale pojawiły się pewne opinie, że nie musi to być opoźniony rozwój mowy, ale np alalia i chyba to zmotywowało mnie do takiego obwarowania gościa specjalistami w dziedzinie logopedii. Do tego wszystkiego pracuje ze mną w domu, ale nie na zasadzie godzinnych ćwiczeń przy stoliku. Pracujemy poprzez zabawę, do niczego go nie zmuszam, nie pilnuję czasu, po prostu bawię się z nim tak, by jednocześnie wspierać jego rozwój. Jeśli szukamy nowych zabawek, to raczej nie są one przypadkowe, 30 razy przemyślę zanim kupię, chociaż zdarzają się wpadki i spontaniczne zakupy (np maskotka strażaka Sama :P czy inne bzdety). Chociaż ta maskotka wcale nie jest jednak takim niewypałem. Borys świetnie potrafi się nią bawić, ratować z opresji inne zabawki, a nawet siebie :)

Obecnie Borys potrafi powiedzieć :

słowa:
mama, tata, baba, dziadziu, jejo ( wujek), jaja(k) (strażak), Mimi ( Michał), Bo (Borys), tak, nie , nie chce, da(j), brum brum, dzieci, księżyc, mini mini (określenie bajki), mniam mniam ( jeść), lwa (nie mówi lew, tylko lwa, a w zasadzie łwa), papa ( ale p zamienia na t), o-o (piosenki), ej, nie ma, miau(kot)

12 słów !!! 2,5 roku!
 pod opieką logopedyczną od kwietnia br, z przerwami :/ 
 chyba nic nie zapomniałam wpisać  
<miazga> 

wyrazy dźwiękonaśladowcze: 
mu, be, iha, ihi (pociąg), brum brum, aaa ( spać), łaaa (lew, dinozaur), iii (świnka), eheee (płacz dziecka), ijo ijo (pojazdy na sygnale), uuu ( samolot), miau (kot), pies: cmokanie lub czasami powie hau hau


samogłoski : 
wszystkie oprócz y
raczej pojedynczo, nie w sekwencjach. 

sylaby: 
za pierwszą logopedą potrafi dużo powtórzyć, szczególnie dźwięcznych ( ba, be, bu itd) , w domu nie chce. 

czyta: 
wszystkie samogłoski, sylaby mu, be, kilka spółgłosek (B, S, H, C, D) nikt go tego nie uczył. 

Buduje zdania dwu lub trzywyrazowe, używając znanych sobie słów lub słowa i gestu(ów). 

Pokazuje wszystko: przedmioty i czynności. 
Dużo "opowiada" po swojemu, brak echolalii, podcięcie wędzidełka 24.10.2014r. 

Ten post piszę głównie dla siebie, abym mogła po jakimś czasie zerknąć i spojrzeć jaki jest postęp i czy moje szaleństwo ma sens. I przede wszystkim, żeby móc wreszcie spokojnie spać po jakimś czasie , widząc jego postępy :/