sobota, 25 października 2014

Pan Romek i spółka czyli jak podcięliśmy wędzidełko Potomkowi

To lecimy z koksem nadrabiając zaległości :) 

Taka sytuacja:

Siedzi matka z ojcem w poczekalni u laryngologa. Między nimi siedzi 30 miesięczny Potomiasty. Wszyscy przyszli po to, by skonsultować wędzidełko językowe z poleconym panem doktorem. Chociaż , jak mniemam Potomiasty przyszedł po prostu pooglądać książeczkę o Kubusiu Puchatku i raczej nie ma pojęcia, co się będzie działo. 
Matka myśli : trzeba przygotować pacjenta psychicznie do sprawy. 
Opowiada więc Dziecku o tym, że za chwilę pan doktor poprosi go o pokazanie języczka, że wtedy trzeba go ładnie wystawić, tak jak to zazwyczaj robią z mamą przed lustrem. 
Wtedy odzywa się ojciec : "Nie nakręcaj Go! Bo się zablokuje."
Matka myśli: "Nie no jasne, zablokuje się.... sam jesteś zablokowany" i już to miała powiedzieć głośno, gdy nagle z gabinetu nr 3 wypadają zbulwersowani rodzice i płaczące dziecko. Za nimi jakiś pan w kitlu... Czyżby pan doktor? Yyyy o co kaman? Co jest grane? 
Jakieś poruszenie, wszyscy ucichli, oprócz rodziców tego dziecka. Matka z ojcem, jakby na znak sygnał kierują swoje głowy mocno w prawo, a nawet lekko do tyłu , wodząc wzrokiem za biegnącą w krzykach i zdenerwowaniu trójką. Potomek dalej żywo zainteresowany Kubusiem Puchatkiem. 
Państwo w kasie proszą o zwrot kosztów badania, tłumacząc , że pan w kitlu , niejaki pan Romek, nie ma za grosz podejścia do dziecka, badanie zostało nie tylko niepoprawnie wykonane, ono po prostu nie doszło do skutku....Pani w rejestracji uparcie twierdzi, że pan Romek robi to kilka razy dziennie i że ma duże doświadczenie. Państwo Rodzice uważają zgoła inaczej. 

Matka głośno przełyka ślinę. 
.......
Patrzy na ojca....widzi białą z wrażenia plamę, jakiś taki... niewyraźny...jakby nie zażył rutinoskorbinu, czy co....(?)

Pan Tata od biegnącej trójki, jak się potem okazało z Babcią na ogonie, która robiła sztuczny tłum w poczekalni , twierdzi, że panu Romkowi trzęsą się ręce i że nie powinien w ogóle wykonywać badania, a takie rzeczy miła pani rejestratorko , są nie do pomyślenia w prywatnej służbie zdrowia.....pan Tata życzy sobie zwrot pieniędzy już, teraz , natychmiast. 

Matka patrzy w dal, a w jej głowie jak echo odbija się zdanie "panu Romkowi trzęsą się ręce....nie ma podejścia do dzieci......panu Romkowi trzęsą się ręce....Romkowi... ręce... trzęsą się....trzęsą...."

Zawał.
No mam chyba zawał!
Serce się zatrzymało.
Pomocy! 
Resuscytacja krążeniowo-oddechowa....
ktoś!?
coś?!
Oczami wyobraźni widzi zakrwawioną facjatę swojego dziecka, niczym wampira po sutej uczcie. 
Głośno przełyka ślinę..ponownie....
Odzywa się ojciec: "Jak my tu trafiliśmy w ogóle? Kim jest pan doktor? Kto Ci go polecił?"

"Noż..psia mać.... trafiliśmy dzięki GPSowi, a czekamy w kolejce do laryngologa. Teraz się zainteresował....W porę." Jej złość przerywa dalsza część akcji. 

Biegnie pani rejestratorka wołając : "Panie Romku, co to się podziało ? "
Pan Romek, starszy i siwy pan , twierdzi, że dziecko się za bardzo ruszało i nie można było wykonać badania, a tata chyba jest przewrażliwiony. 
Drzwi się zamknęły.

Matka cichaczem rusza na zwiady. 
Kimże jest pan Romek?
Niby czekamy w kolejce do gabinetu nr 2, cała wspomniana akcja działa się w gabinecie nr 3, ale może to gabinet zabiegowy? Może to tam dokonują tej strasznej rzeźni na którą dobrowolnie przyszliśmy oddać nasze dziecko??
Gabinet nr 3 to, jak się okazuje, gabinet okulistyczny. Widnieją dwa nazwiska, ale żadne nie należy do pana Romka. 
Kim do jasnej ciasnej jest więc Rzeźnik Roman?? 
Na zwiady wyruszył też ojciec. 
"Te... to okulista był! " oznajmił z miną, jakby mu gumka od majtek poszła.
... Sherlock ...normalnie Sherlock się znalazł...... 

Drzwi do gabinetu nr 2 otwierają się, wychodzi uśmiechnięta, niezakrwawiona pacjentka... jest dobrze, znaczy, że rzeźni nie było :) Pan dr zaprasza. Wchodzimy. Panuje miła atmosfera. Nawet bardzo miła. Serio, nie wiem czy to po prostu nad wyraz miły lekarz, czy po wrażeniach z poczekalni  każdy, kto nie ma na imię Romek okazuje się najmilszym lekarzem na ziemi. 
Mówimy o co chodzi, że mu tu od pani Izy ( na oczy kobiety nie widziałam, ale przybieram minę pewniaka i udaję, że doskonale wiem o kogo chodzi), no i że nam polecono i w ogóle, że chodzi o wędzidełko, czy mógłby zerknąć i takie tam. 
Pan dr przystępuje do badania, Potomiasty wykonuje wszystkie jego polecenia bez mrugnięcia okiem i teraz nad głową matki pojawia się znak zapytania.....czemu to dziecko nie wykazuje żadnego sprzeciwu , jak to ma w zwyczaju robić na co dzień? Biedak.. pewnie się tak ucieszył, że to nie pan Romek go bada, że z wrażenia aż ..... zaniemówił - to chyba nie byłoby odpowiednie określenie w jego wypadku :P taki żarcik, więc wrrrrrrrrrrróćć! .......... że aż postanowił posłusznie poddać się badaniu. 
Pan doktor pokazał mi na żywym przykładzie mego dziecka, na czym polega owo krótkie wędzidełko i dlaczego bez dwóch zdań należy je podciąć. Obejrzałam pacjenta, przyznałam lekarzowi rację, no i co teraz...? W głowie tylko krążą myśli: "Bożeeeee...żeby tylko nie kazał iśc do trójki... do pana Romka...". 
"Jeśli Państwo chcą , to podetniemy dzisiaj" mówi pan dr. 
"A przepraszam... gdzie ten zabieg będzie się odbywał?" - mistrz wywiadu Ojciec przeprowadza dochodzenie. HA!! ON TEŻ SIĘ BOI PANA ROMKA!
"No tutaj!" odpowiada pan doktor. 
"Tniemy!" chórem odpowiadamy. 
Mojemu mężowi rozwiązuje się język, jak zwykle idealnie dopasowując moment do swojego wywodu.... :) no tak już ma... taki typ..... ( pamiętacie tekst  "Nie chce się ksiądz wysikać?") Mówi lekarzowi, że to całe szczęście, że tutaj, bo czekając w poczekalni , jacyś rodzice wyszli spod trójki z krzykiem, że panu trzęsą się ręce i że to nie do pomyślenia, głośno oznajmiając swoje niezadowolenie wszystkim oczekującym. I my myśleliśmy, że to tam podcinają wędzidełka i generalnie posraliśmy się w tej poczekalni w gacie, a to się okazuje... nie zgadnie pan doktor, że to... okulista był.
Przerywam ten marny wywód pytaniem prośbą. Wpadłam na pomysł, że zbadamy przy okazji słuch. Badanie to zalecono nam u logopedy, jako rutynowe, ze względu na ORM. Miałam cukrzycę w ciąży, brałam wiadro leków, dzieć nie mówi - kazali sprawdzić. 
Pan doktor na to : 
"Mhm...nie ma sprawy... okulista zbada dziecko"
"Znaczy pan Romek?"
Okazało się, że pan Romek bada słuch. 
AHA! 
Grejt! Bombeczka. 
W pytkę, że tak to ujmę. 
Po co się babo odzywałaś.....

Ustaliliśmy, że najpierw zbadamy słuch, a potem podetniemy wędzidełko. 
Pan dr zapukał do pana Romka i poprosił go o wykonanie badania na Potomku. 
Jako, że pan Romek długo nie wychodził z gabinetu okulistycznego, w którym badał słuch, uznaliśmy, że może jednak słuch zbadamy innym razem ( taaaakkk.... to na pewno był ten właśnie powód) i póki Potomek ma dobry humor, zajmiemy się wędzidełkiem. Weszliśmy do gabinetu nr 2 ponownie i powiedzieliśmy o swoich planach. 
Pan doktor posadził męża na fotelu, na mężu posadził Potomka, założył swój kask ze światełkiem, ja asystowałam za plecami lekarza wspierając go myślami. 
Najpierw znieczulenie. Miejscowe. O smaku truskawkowym. Potomkowi posmakowało. Nie dziwię się.... wyposzczone dziecko, jemu wszystko smakuje. Ale dzięki temu pozwolił sobie bez problemu wsadzić wacik do buzi i znieczulić miejsce pod językiem. Szczerze powiedziawszy myślałam, że problemy natury "nie ogarnę kuwety" zaczną się właśnie na tym etapie. Ale nie! Wszystko jak na razie przebiega zgodnie z planem. 
Jakie szczęście, że to nie pan Romek tnie wędzidła......- myśli matka :) 
Ale w tym momencie przypomniała sobie  wybrane opowieści o podcinaniu tegoż elementu jamy ustnej: 
"Będą musieli pewnie przytrzymać dziecko, jedna osoba za głowę, druga za ręce, a trzecia musi odchylać język, tak żeby lekarz dobrze widział, co tnie."
Nie pamiętała już o tym, że kilkoro znajomych miało nieco inne wspomnienia. Najbardziej w głowie utkwiło jej właśnie to. Zaczęła się więc zastanawiać, za co za chwilę będzie musiała trzymać? Co wybrać? Głowę czy ręce? Cholera, ciężki wybór.....
I podczas tych rozmyślań nawet się nie zorientowała,  kiedy było już po .....
.....
Potomek też. 
O ojcu nie mówiąc, bo od początku był na straconej pozycji.
Nikt nawet nie jęknął, krew nie bryzgała litrami... dziwne... zupełnie inaczej sobie to wyobrażałam.
:)
Wyjęcie nożyczek, odsunięcie patyczkiem języka i podcięcie kawałka Potomkowego ciała trwało 3 sekundy. NA PRAWDĘ! I to bez trzymania i krępowania! Bez krwi! Bez łez! Bez krzyku ! Uwierzycie? :D 

Mokre od potu ubranie, unosząca się woń spoconych ciał, kilka godzin stresu, kilka miesięcy wahania się, co do słuszności zabiegu....200zł, parę sekund, i po krzyku !!!!!!!
I wszyscy szczęśliwi! 

Stwierdziliśmy , że idziemy za ciosem i zbadamy słuch w gabinecie u pana Romka :)

Badanie wypadło pozytywnie. Kolejny sukces. 
Potomek nie płakał, nie kręcił się, pozwolił się zbadać, pan Romek okazał się być przyjemnym starszym panem, aczkolwiek chyba faktycznie lekko zestresowanym sytuacją i faktycznie z trzęsącymi się dłońmi, ale akurat w tym badaniu kompletnie nam to nie przeszkadzało. 

Jesteśmy szczęśliwi okrutnie ! 
I filozof ojciec, i panikara matka, i niczego nieświadomy Potomek. 

W nagrodę Potomek został obdarowany domowymi lodami (oczywiście lodami NIC, czyli bez cukru, mleka , jajek ), zachomikowanymi w zamrażalniku,  które w tym wypadku były świetnym placebo, łagodzącym objawy delikatnie przez Potomka odczuwalnego dyskomfortu. Tak sądzę ja .. matka... bo przecież pacjent nie powie, co czuje. Ruszał do samego wieczora językiem w buzi na prawo i lewo, do góry i w dół, jakby chciał sobie wygrzebać kawałek żarcia z zębów. Ale nie płakał. Nie pokazywał, że boli. W każdym razie swoim zachowaniem zasłużył na nagrodę i medal dzielnego pacjenta! 

Nie wiem, czy zawsze, u każdego laryngologa, tak to wygląda ,  ale jeśli ktoś chciałby dostać namiar na "naszego", już sprawdzonego, z którego jesteśmy bardzo zadowoleni, śmiało piszcie. Podam namiary :) 
Gdyby ktoś chciał skorzystać z usług pana Romka, to również służę :) :) 

No to teraz czekam już tylko na rozwiązanie języka u mego Syna. Jeśli jutro powie "Gibraltar", to się nie zdziwię. Wcale, a wcale ! 

Miłego weekendu !!! 



poniedziałek, 20 października 2014

Ćwiczenia poprzez zabawę cz.4


Mamy do pokazania kolejną fajną zabawę z cyklu domowe Montessori. 
To część domowej terapii logopedycznej dla dzieci z opóźnionym rozwojem mowy. 

Potrzebne będą : 

kolorowy papier 
kilka kolorowych pojemników, pudełeczek
penseta 

Z kolorowego papieru wycinamy paseczki i składamy je w harmonijkę. 
Dobieramy kubeczki takich w takich samych kolorach jak harmonijki ( lub odwrotnie :) ). 
Pożyczamy dziecku swoją pensetkę. 


Zadanie jest proste. Należy włożyć harmonijkę do kubeczka o tym samym kolorze posługując się pensetą. Dla Potomka było to za trudne. Póki co pomagał sobie drugą rączką. 


 A potem preferował wkładanie tylko paluszkami. 

Zabawę można skończyć zdmuchiwaniem papierków ze stołu ustami lub przez słomkę. 
Niestety model zwiał i nie mogłam cyknąć fotek :) 

Ćwiczenie stanowi część terapii SI, stymuluje lewą półkulę mózgu ( odpowiedzialną za mowę), poprawia sprawność paluszków, uczy klasyfikowania przedmiotów wg cech ( w tym wypadku kolory). 









piątek, 17 października 2014

Ciasto jabłkowo bananowe ( wegańskie i bezglutenowe )

Z profilu fejsbukowego dowiedzieliście się o kryzysie na placu zabaw, który polegał na tym, że akurat danego dnia nie przygotowałam na przekąskę niczego, co zastąpiłoby drożdżówki, które jadły dzieci.
O ile czasami posiłki innych dzieci wcale Potomka nie interesują, tak owego dnia dramat polegał na integracji wszystkich dzieci, której powodem było wspólne jedzenie i dzielenie się swoimi drożdżówkami.  Wszystkie jadły to samo, on biedak stał i patrzył, a potem nawet płakał. Na różne rzeczy i pokarmy mogłabym przymknąć oko... niestety drożdżówka należy do produktów, których bezwzględnie nie może spożywać. Każdy jej składnik jest dla Potomka szkodliwy. Nawet nie mogę jej zrobić w domu samodzielnie używając zamienników, bo czym zastąpić drożdże w DROŻDŻÓWCE? 

Sięgnęłam więc do swojego archiwum i wygrzebałam przepis na ciasto NIC. 
Jest smaczne. Powiem Wam szczerze - z perspektywy kogoś kto może jeść wszystko mogłabym napisać, że jadłam smaczniejsze ciasta :) ale serio.... jak na ciasto które jest zdrowe, bezcukrowe, beznabiałowe, bezjajeczne, bez proszku do pieczenia, drożdży i konserwantów - 
PO PROSTU NIEBO W GĘBIE ! :) 



Oryginalny przepis pochodzi stąd : 
http://mniammniamvege.blogspot.com/2014/09/jaglanaszarlotka.html

U mnie to wyglądało tak : 

Składniki: 
ok.300g kaszy jaglanej suchej
5 średnich jabłek 
3/4 szklanki suszonych daktyli 
1 średni banan 
4 łyżki mąki gryczanej 
1 łyżka cynamonu 
pół szklanki wody 

Wykonanie: 
Banana zmieniłam z jabłkami, daktylami i wodą. Nie moczyłam ich wcześniej, bo jeśli robisz ciasto w urządzeniu wysokoobrotowym, to nie trzeba tego robić. Wsypałam podprażoną kaszę jaglaną ( można przelać wrzątkiem i wypłukać), mąkę gryczaną i cynamon. Wymieszałam w urządzeniu na małych obrotach. Tortownicę wyłożyłam papierem do pieczenia i wylałam  ciasto :) Moja tortownica ma średnicę 24 cm. Piekłam jak w przepisie oryginalnym : 200 stopni, 65 min. Nie robiłam masy daktylowej na wierzch. 
Następnym razem przykryję ciasto na początku pieczenia folią aluminiową, ponieważ na wierzchu zrobiła się chrupiąca warstwa kaszy jaglanej, która się lekko przypaliła i nie upiekła. Więc trochę ją czuć między zębami. :) Ale ujdzie :) 

Ciasto dla kogoś, kto nie przepada za słodkim smakiem będzie w sam raz ! Dla smakoszy słodkości wypadałoby go jeszcze moim zdaniem dosłodzić. Ja tego robić nie będę, bo nam pasuje właśnie takie, jakie wyszło.

Dzieciakom smakowało !!!! 
Znaczy, że dobre :) 

Tak sobie myślę, że to jeden z lepszych sposobów na przemycenie owoców, daktyli i kaszy jaglanej dla wszystkich niejadków, a jednocześnie fajny deser dla alergików. 


Smacznego ! 





wtorek, 7 października 2014

Taka sytuacja !

Wyobraźcie sobie, że dzisiaj do Potomka, kiedy byliśmy na spacerze, przyszła Myszka i ugryzła jego smoczek !!!! Wyobrażacie sobie ???? Co za wstrętna Myszka :) ??

Początkowo nikt nie zauważył różnicy. 
Wszystko było w porządku. 
Ale po minucie ssania przedrzemkowego okazało się, że coś jest nie tak
Potomek uważnie obejrzał swojego przyjaciela, i okazało się, że w gumie jest dziurka po ząbkach Myszki ! 

NIE DO WIARY! 
CO ZA PSIKUS! 

Dzwoniliśmy już do Pana Józka, który naprawia nasze sprzęty, gdy się popsują, np telewizor, komputer, telefon.... Ale nie odebrał telefonu.
 Jak pech to pech ! 

Dzwoniliśmy też do babci Basi, opowiedzieć jej, jaki numer wykręciła Potomkowi Myszka. 

Na początku było zdziwienie. I brak wiary w to, co się aktualnie dzieje. 
Następnie okazało się, że Potomek nagle przestał jednak być śpiący. 
Po 40 minutach senność powróciła, ale niestety razem ze złością. 
Przyznam, że moja cierpliwość dobiegała ku końcowi, mimo , że psychicznie przygotowywałam się na ten moment parę dni. Jestem jednak dumna zarówno z siebie, że się nie złamałam jak i z Potomka, że w końcu przytulił się do poduszki i zdecydował się jednak usnąć bez swojego przyjaciela, którego odłożył na szafkę nocną.

Pierwsza świadoma , bezsmoczkowa drzemka za nami. Ciekawa jestem jak pójdzie wieczorem. 

Idę zaparzyć sobie wiadro meliski :) 


piątek, 3 października 2014

Miodzio !

Dzięki jednej Dobrej Duszy zostaliśmy obdarowani wspaniałym, domowym miodem. Cudownym w smaku, fajnie opakowanym, ciekawie spakowanym i zabezpieczonym :) ( przesłany był pocztą i dotarł w jednym kawałku ! ) .



Jednym słowem : OGROMNIASTE DZIĘKUJĘ !!! 
Niech Ci los Dobra Duszo w dzieciach wynagrodzi ! :) 

Ponieważ miód jest z pewnego źródła zachowamy go na "special occasion", przyda się podczas zimowej infekcji, przeziębienia, itp.

Jakie są właściwości miodu oprócz smakowego orgazmu podczas picia posłodzonej nim herbaty po długim spacerze zimowym ? 

1. ma właściwości antybakteryjne

Zwalcza np gronkowca złocistego , ale też pryszcze, wypryski i skazy :) Ponadto z badań wynika, że nie tylko nie sprzyja powstawaniu próchnicy, ale poprzez zawartość nadtlenku wodoru w swoim składzie zwalcza wzrost paciorkowców, które odpowiedzialne są za powstawanie ubytków w zębach.

2. wzmacnia serce

Zawiera acetylocholinę oraz potas, które bardzo korzystnie wpływają na nasz mięsień sercowy.

3. koi nerwy
4. ma właściwości gojące
5. wzmacnia apetyt, wzmaga odporność

Polecany szczególnie w okresie rekonwalescencji pochorobowej, w stanach wyczerpania, niedoborze związków mineralnych i pierwiastków śladowych ,   w okresie osłabionej odporności ( wczesną wiosną, jesienią - czyli jak znalazł - DZIŚ. A jak wzmocnić odporność swoją i dziecka jesienią i wczesną wiosną możecie poczytać TUTAJ)

6. Podobno zmniejsza ryzyko powstawania bliznowców, a więc jest idealny na rany pooparzeniowe.
7. obniża ciśnienie krwi
8. leczy schorzenia wątroby i dróg żółciowych
9. pobudza do pracy mózg .
Zawiera glukozę - no cóż....to jego minus, ale inaczej się nie da :) Glukoza więc jest tym paliwem. Ale glukoza to także cukier prosty, więc uważajcie z ilością , żeby nie przedobrzyć. O szkodliwości białego cukru w diecie poczytacie TUTAJ.

Na co dzień w diecie Potomka, ze względu na kandydozę nie jest zalecany. Używamy bardzo sporadycznie. Ale dobrze mieć takie zdrowe i sprawdzone CUDO w domu, pod ręką !



czwartek, 2 października 2014

Tipy Matki Polki :) vol.1

Jak na parentingowy blog przystało, oprócz rozważań na temat wychowania dzieci, przepisów na smaczne posiłki, maniakalnych wpisów dotyczących diety, muszą pojawić się też magiczne TIPY, na zasadzie Do It Yourself  :) Jednym słowem, jesteście na mnie skazani !!!! Cieszycie się ? 

Dzisiaj Matka Polka vel Perfekcyjna Pani Domu pokaże Wam jak szybko, sprawnie i skutecznie nadać nowe życie macie łazienkowej. Nasza jest wyjątkowo trudna do czyszczenia. Posiada przyssawki i zakamarki , które bardzo trudno doczyścić. Szorując szczotką fundujecie sobie prysznic twarzy z wody i środka czyszczącego, który rozbryzguje się w cały świat przy tejże czynności. Mało fajnie, nie ? Spróbowałam więc czegoś innego.  

Uwaga! 

Potrzebne będą : 
1. brudna ( koniecznie, bo inaczej się nie uda :) ) mata łazienkowa 

2. soda oczyszczona 

3. ręczniki (duże ścierki, etc)  2-3 szt. 

4. olejek z drzewa herbacianego 

5. detergent do prania 
6. pralka automatyczna - bez niej też będzie trudno :) 


Przepis na sukces: 

Do pralki wkładamy brudną matę łazienkową wraz z ręcznikami ( najlepiej jasnymi) lub miękkim dywanikiem łazienkowym, pieluchami tetrowymi, etc. Pomoże nam to w dokładnym czyszczeniu maty podczas procesu prania, szczególnie takiej jak moja, z przyssawkami. Wsypujemy proszek ( płyn) do prania do pojemnika na proszek w pralce. Dodajemy do proszku parę kropel olejku herbacianego - jest świetnym zabójcą grzybów i wszelkich bakterii, pomaga usuwać pleśń. Do bębna wrzucamy pojemność 2 filiżanek sody oczyszczonej. Soda świetnie dezynfekuje, ściera ( np zalegający na macie naskórek), usuwa nieprzyjemne zapachy,itd. 
Zamykamy sprzęt, ustawiamy pranie w temp 60 stopni, opcja zwykłe pranie, np. "codzienne", delikatne wirowanie, czas ... ja ustawiam na 50 min, bo taką mam właśnie opcję codziennego prania. 

Czekamy, aż pralka skończy prać, w tym czasie robimy dowolną czynność: malujemy się, robimy manicure, pedicure, prostujemy włosy, wykonujemy domowe SPA. W najgorszym przypadku wracamy do sprzątania, gotowania, karmienia, idziemy na spacer, myjemy podłogi. 
No róbta co chceta po prostu ! 


Po kilkudziesięciu minutach sukces gwarantowany !
 Voila !



Polecam prać w ten sposób maty łazienkowe ale i np. plastikowe zasłonki prysznicowe ( akurat nie posiadam) kilka razy do roku. Dzięki temu będziemy mogli poszczycić się czystą i pozbawioną żyjątek łazienką! A co ! :) 

Macie jakieś swoje magiczne sposoby na tego typu problemy ? Pochwalcie się ! 



wtorek, 30 września 2014

Kilka naszych zdobyczy :) czyli ulubione książki Potomka i Matki :)

Chciałam się z Wami podzielić bardzo fajnymi pozycjami, które wykopałam z myślą o Potomku , z całego gąszcza różnych ciekawych publikacji.
Są to książeczki, które fajnie sprawdzają się u nas jako wieczorna lektura. Borys nie jest fascynatem czytania. Nie każda książka mu podejdzie. Dlatego tym bardziej cieszę się, że w końcu znalazł swoje ulubione pozycje :)

1. "Pan Kuleczka" 
To jedna z kilku części całej serii książeczek dla dzieci, traktująca o tytułowym Panu Kuleczce i jego przyjaciołach : Kaczce Katastrofie, psie Pypciu i musze Bzyk Bzyk.



Mam wrażenie, że to książka dla starszych dzieci niż Potomek, ale on ją bardzo lubi. Ja również bardzo lubię jej treść.  Bo jest urocza. Od razu przenosi mnie w taki ciepły i sympatyczny nastrój. Opowieści są bardzo pouczające i pomysłowe. No fajne ! :) Polecam ! 

2. "Cynamon i Trusia. Wierszyki od stóp do głów" 
Super ! Ta książka sprawdza nam się idealnie. Moim zdaniem dostosowana do wieku Potomka i na prawdę urocza. Ma świetne ilustracje. Bardzo mnie urzekają. Borys też jest niezłomnie nimi zainteresowany. Zabawne rymy i treść, świetnie wpasowuje się w część terapii logopedycznej Potomka, bo uczy się on przy tejże lekturze podstawowych części ciała. Pokazuje je, a mam nadzieję, że już za chwilę będzie umiał samodzielnie je nazwać. 


3. "Lala Lolka" 
Kontrowersyjna książeczka, wpasowująca się w obecne klimaty dżender :) W zabawny sposób przedstawia historię Lolka i jego lalki Wioli. Traktuje o .. no właśnie...  :) O czym ona jest ? Sami to musicie zobaczyć. Nazwałabym ją "taką życiową lekturą" :)  Ja za każdym razem , praktycznie przy każdej stronie, uśmiecham się do siebie, czasem cicho , czasem głośno - co dziwne, Potomek też, chociaż wydaje  mi się , że niewiele z tego rozumie jeszcze :) Niejednokrotnie mam ochotę wcisnąć tą książkę babciom, które zabraniają się bawić chłopcom zabawkami koleżanek :P 



A Wy i Wasze dzieci ? 
Jakie macie ulubione książeczki ? 
Śmiało komentujcie i polecajcie  co czytacie ! 

Tymczasem miłej lektury !