Matka opisze dziś co robi ( zresztą nie tylko ona, ale każda inna zapewne też) w ciągu dnia, co by pokazać bezdusznej płci brzydkiej , jak wygląda dzień i dlaczego nie jest tak, że leży do góry brzuchem, w maseczce na twarzy i plastrami ogórka na oczach, a pięknie wyrzeźbiony Adonis o skórze oliwnej nie podaje jej drinków z palemką.
A więc od początku:
5.30-6.00 : Matka rozpoczyna swój dzień i niestety musi otworzyć lewe i prawe oko, bowiem jedno , jak się wydaje przeciętnemu facetowi - nie wystarczy! Następuje karmienie Potomka, daj Boże, jeśli matka karmi nadal piersią i nie musi po omacku zapitalać do kuchni, żeby podgrzać mleko ! Zatem przy dobrych wiatrach ma jeszcze 10 minut na drzemkę z wyciągniętą na wierzch stołówką.
6.10 - 7.00 : Matka próbuje się zwlec z łóżka. Czasami udaje jej się jeszcze ujarzmić Potomka, który wnosi się niekiedy na wyżyny intelektualne i miewa ochotę na poranną prasówkę, czyli "przeczyta" sobie w samotności jakiegoś Brzechwę czy Tuwima. Niekiedy ratują ją bajeczki puszczane w TV Puls od 6 rano ! Niestety bywa i tak, że Potomek postanawia pokazać, gdzie mama ma oczko, przez 10 minut wbijając swoje małe paluszki w jej oczodoły, ewentualnie zainteresuje się zębami , nie swoimi rzecz jasna, fundując matce poranne czyszczenie uzębienia, próbując wepchać całą swoją rączkę , aż po łokieć w paszczę matki ( i jak tu nie kochać ?!) .
7.00-8.00 : Matka zmuszona jest opuścić alkowę. Następuje poranna toaleta Potomka ( przecież nie matki, matka swoją poranną toaletę czyni .. wieczorem), a więc przewijanie, mycie rączek, buzi, ubieranie, smarowanie, niemowlęcy make up. Potem we dwójkę idą do pokoju dziennego , gdzie jest kącik zabawowy i centrum dowodzenia matki. Następuje rozkładanie zabawek, próba zainteresowania Potomka czymkolwiek, aby skorzystać z chwili nieuwagi i skoczyć do toalety lub zrobić sobie kawę. Co robi w tym czasie ojciec Potomka?
..................................
....................................
...................................
...................................
................................... ŚPI !!!
8:00 wstaje ojciec!
8.00-9.00 : Ojciec przeprowadza poranną toaletę. Co robi w tym czasie matka? Ano.. szykuje jedzenie dla Potomka, który zaczyna otwierać szeroko swój dzióbek i krzyczeć "am.... amm.... am.... am...." uderzając rączkami w ławę , podłogę albo w matkę, ponieważ NAGLE stwierdził, że jest najgłodniejszym Potomkiem na ziemi. Matka w pocie czoła przygotowuje więc potomkowe śniadanie. Czy matka jadła śniadanie? Nie! Matka je śniadanie na kolację.
9.00 -10.00 : Ojciec wyszedł do ciężkiej pracy, matka zaś próbuje zwalczyć kryzys niemowlęcy związany ze snem, bowiem jeśli matka zaczyna usypiać Potomka koło 9tej , to ma jak w banku, że czeka ją 40 minut płaczu, wierzgania nóżkami, rzucania się po łóżeczku niczym opętany przez szatana jegomość. Dlatego matka sobie daruje tę wątpliwą przyjemność i postanawia razem z młodocianym terrorystą przeczekać chwilowy kryzys i rozpocząć usypianie w okolicach 10tej, co w gruncie rzeczy nie jest takie straszne, a nagrodą za kilkanaście ciężkich minut jest zasypianie Potomka w 3 minuty! Uf... śpi... Co robi więc matka?
10.00 -11.30 : Matka ogarnia gniazdo. Próbuje odgrzebać je spod lawiny okruszków, kurzu, piasku pospacerowego przyniesionego w dniu poprzednim na kołach wózka. Idzie się opłukać wodą, bo na długą, gorącą kąpiel z bąbelkami ( pisząc to, nie mogę się powstrzymać od głośnego śmiechu) musi jeszcze dłuuuuugo poczekać. Matka stara się dbać o siebie na tyle na ile pozwala jej na to czas, aczkolwiek ma wrażenie, że ojciec jest sto razy bardziej zadbany, w końcu to on poświęca godzinę na poranną toaletę, zaś grafik matki przewiduje na tę czynność tylko 5 minut! Tak więc toaleta poranna zaliczona, gniazdo odgruzowane, zmywarka opróżniona, brudne naczynia zapakowane na kolejną turę mycia, pranie posegregowane na kolory, zimna kawa dopita, dwa chrupki kukurydziane zjedzone, poczta odebrana, lodówka przeglądnięta, plan żywieniowy dla ojca i Potomka na dany dzień ogarnięty, lista zakupów zrobiona. 11:29:30 matka siada.
11:30:00 - Potomek kracze... obudził się !
11:30-12.00 : Schemat bardzo podobny , przewijanie, karmienie, wciskanie klocków. Matka żałuje, że nie ma takiej zabawki, która miałaby 100 dziurek, a nie 5 :( Potomek uwielbia wciskać klocki do "dziurawych" zabawek. Ale nie umie sobie ich sam jeszcze włożyć, więc pomaga mu matka. Gdyby tak włożyć 100 klocków w 100 dziurek Potomek miałby zajęcie na co najmniej 15 minut :) Chyba to opatentuję ! :)
12.00-14.00 : a więc klocki wciśnięte, matka ma więc dwa wyjścia, albo znów zatkać dziurki ( po raz setny) i zachęcić Potomka do zabawy albo włączyć bajkę i zacząć przygotowywać siebie i Potomka do spaceru. Wybiera zazwyczaj rozwiązanie nr 2. Tu musi działać szybko! Potomek niestety jest mało cierpliwy, nie znosi nudy, marazmu, braku zainteresowania, samotności. A więc w 10 minut matka ogarnia się w temacie , wynajduje ciuszki, dobiera je kolorystycznie, zestawia wzorami, markami, rozmiarami. O siebie nie dba. Na siebie ubiera byle co, byle szybko :)
Odzież wierzchnia - najpierw wkłada ją na siebie matka, no bo przecież ona może ugotować się jeszcze przed wyjściem z domu ( dżizzzzzz... jak ja nie znoszę zimy pod tym względem, pod wieloma innymi w sumie też jej nie znoszę), Potomek nie znosi się gotować w zimowych kurteczkach. Od razu zgłasza sprzeciw. A więc gdy matka wylewa siódme poty ,Potomek postanawia popłakać albo pouciekać matce , by ta wylała jeszcze więcej potu , a na końcu założyła Potomkowi buty , czapkę i kurtkę. Uff.. udało się, jesteśmy już prawie na zewnątrz. Matka nawet nie patrzy w lustro, bo gdyby się ujrzała to pewnie by nie wyszła, więc dla dobra Potomka, spuszcza zasłonę na lustro i przechodząc obok , odwraca głowę w drugą stronę. Spacerując modli się , by nikogo znajomego nie spotkać.. nie dzisiaj... może jutro, gdy będzie lepiej wyglądać ( taaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!! jasne!).
Matka na spacerze odwala swoje obowiązki kury domowej, czyli zakupy. Taka refleksją ją zazwyczaj nachodzi, czy gdyby teraz pracowała, to czy też zakupy byłyby na jej głowie? I kim by wtedy była ? Matką? Pracownikiem? Szefem wszystkich szefów? Nie.. otóż moje miłe panie ( i panowie) .. matka byłaby po prostu pracującą kurą domową, robiącą zakupy!
Zakupy : muszą się odbyć szybko, a więc lista zakupowa to bardzo istotny element dnia matki. Bez niej matka się gubi, zapomina, denerwuje się i przeklina wszystko, co spotka na swojej drodze. Potomek nie znosi zakupów, jest prawdziwym mężczyzną. Zasada jest prosta. Sklep trzeba odbębnić na samym początku, gdy Potomek ma większą cierpliwość i pełny brzuszek. Im dalej, tym ciężej :) Tak więc matka sprintem gania po markecie z listą, zabawiając przy tym swe dziecko, opowiadając mu o gruszkach na wierzbie i ptaszkach w zoo. Potem z załadowanym po brzegi wózkiem wybiera się na spacer. Matka nie musi się ciepło ubierać, jest koniem ... hmm... pchającym....więc jest jej zawsze za gorąco. Cóż mogę napisać.. spacer z tak ciężkim wózkiem nie należy do przyjemności i mówię o przyjemności matki, nie księcia Potomka, ani króla ojca. Dlatego odkryłam ostatnio , nie wiem czemu tak późno, świetną alternatywę.. zakupy on-line. Przyznam szczerze, że uwielbiam i korzystam regularnie.
14.00-16.00 : Matka wraca ze spaceru i z zakupów. Karmi Pisklę uprzednio ugotowanym posiłkiem lub jeśli jego brak, matka przed wyjściem na spacer kroi warzywa i mięso (trzeba zaznaczyć, że nie kroi ich swobodnie i spokojnie, tylko zazwyczaj z uwieszonym u nogi Potomkiem, który zawsze, gdy czuje jedzenie, dostaje szału, czasami matka mota gościa w chustę, to przynajmniej gwarantuje jej, że nikt jej nie ściągnie gaci, nikt nie rąbnie głową o twardą posadzkę, nikt nie przytrzaśnie sobie paluszków w szufladzie, ani nie ściągnie nieuważnie pozostawionego w ferworze kuchennych rewolucji obiadowych noża na brzegu blatu) , wrzuca do gara i rozpoczyna gotowanie Potomkowi zaraz po powrocie. Ma 30 minut na zajęcie czymś gościa, a więc co nam pozostaje ? Ano.. wciskanie klocków :D Gdy pyszne niemowlęce jedzenie się gotuje, a Potomek wciska klocki , matka korzysta z okazji i ... nie drodzy panowie, nie maluje paznokci... idzie włożyć wasze gacie do pralki, żebyście mieli co ubrać na tyłek pindrząc się rankiem do swojej ciężkiej pracy !
Przychodzi czas na obiad dla Potomka. Matka swój obiad je na kolację.
Po obiadku istnieje wielkie prawdopodobieństwo, że Pisklę pójdzie spać na godzinkę, półtorej. Wówczas matka gotuje obiad dla ojca, jeśli ma go już przygotowanego, to drodzy panowie , nie siada na tyłku z nogami w górze, tylko wiesza pranie, ściąga to, które wisiało do tej pory, niektóre matki prasują.... układają w szafkach lub robią tysiąc innych rzeczy, które są w domu do zrobienia, a o których musi myśleć tylko ona.
16.00-17.30 : Potomek na nogach, matka pada z nóg, co 5 minut spogląda na zegar, za chwilę przyjdzie ojciec... będzie lżej. Jeszcze godzinka, 40 minut, 20, 10, 5... ooo.. słychać klucz w drzwiach, hura! "Kochanie, idź sprawdź kto przyszedł" odzywa się do Potomka. Wchodzi ojciec.. głowa rodziny.... mina matce rzednie, bo nagle przypomina sobie, że do domu właśnie wszedł głodny mąż :/ Fuck! A więc ma do wyboru.. albo stać nad kuchnią i odgrzewać obiad, albo jeszcze chwilę zająć się Pisklęciem i .. powciskać klocki, puścić bączka ( nie tego , o którym faceci pewnie właśnie pomyśleli), pokazać misiowi oczko, poczytać Brzechwę, zbudować wieże z klocków, porzucać piłeczką , pogonić się po gnieździe , wydając z siebie dziwne dźwięki, w tym między innymi "akuku" lub ostatecznie rozbawić niemowlaka zabawą w "jak robi Dżanis? Ooooł maaaaj gaaaad! " ( zawsze działa, polecam! :) ). Wybiera różnie.. w zależności od nastroju.
18:00 - ojciec najedzony, zabiera się więc za zwolnienie matki z roli ... matki .. i kury domowej. Zajmuje się Potomkiem. Tenże niestety, akurat wchodzi w swój najcięższy okres w ciągu dnia.. staje się największym maruderem świata, wydaje dziwne dźwięki, czasem płacze, czasem krzyczy... nie ma takiego miejsca w gnieździe , w którym matka może w tym czasie odpocząć, nie słysząc kwęków i jęków.. nawet łazienka się nie sprawdza. Słuchawki i schowanie w sypialni pod kołdrą też nie, ponieważ ojciec i tak przyjdzie , żeby zapytać : "Co mam zrobić? Czemu on jest taaaaaaaaaaaaaki????" JAKI TAKI ?????? WITAJ OJCZE W MOIM ŚWIECIE...! TAKI WŁAŚNIE JEST TWÓJ SYN !
Z radością witam więc 18.30, kiedy to zaczynamy wieczorne rytuały niemowlęce. Najpierw kaszka, co daje nam chwilę ciszy. Potomek zazwyczaj przy jedzeniu nie brzęczy, aczkolwiek zdarzają się różne dni. Czasem np walczy ze śliniakiem, nie wiem.. może mu się kolor nie podoba.. jeszcze nie doszłam do tego, czemu nie chce go mieć na szyi.
19.00 - kąpiel. Tu stery przejmuje całkowicie ojciec. Matka ma czas na Fakty, czas z Durczokiem czy innym Kamilem stał się dla niej czasem porównywalnym do kawy z przyjaciółką.
19:30 - Matka wkracza do sypialni, widzi wypachnionego, ledwie zipiącego Potomka, i modli się w ciszy, by nagle po włożeniu do łóżeczka nie nabrał ochoty na zabawę, tylko grzecznie usnął.
Ojciec wychodzi, teraz jest czas jego odpoczynku, matka zaś haruje dalej. Pisklę czasem usypia o 19.45, czasem o 20, czasem o 20.30... bywa różnie. Czasem ojciec zauważając, że matka długo nie wychodzi albo traci cierpliwość, przychodzi na pomoc.
21.00 - czas dla matki ? ALEŻ SKĄD! Przecież trzeba sprzątnąć kuchnię, powiesić pranie, przygotować coś na dzień następny... czasem nadrobić zaległości towarzyskie, zadzwonić do własnej matki, żeby się pożalić, odbębnić poranną toaletę :) Żeby nie było, że nie doceniam - Ojciec również kończy swój czas wolny, rozpoczyna pracę po godzinach...
23.00 - matka padła .
02.00 - pierwsza poważna pobudka ( bo oczywiście wcześniej zdarzają się krótkie przerwy w śnie Potomka, ale zazwyczaj wystarcza podanie smoka). Bywa różnie.. albo zje i pójdzie spać, albo nie zje i pojdzie spać, albo nie zje i nie pójdzie spać.. no.. skomplikowane.
4.00 - kolejna poważna pobudka (pójdzie spać od razu po podaniu smoka lub nie)
6.00 - kolejna.. najpoważniejsza z pobudek... bo ostatnia . Co robił ojciec do tej pory ? SPAŁ ? A co robi teraz?? Śpi !
Kochani Panowie!
Absolutnie nie neguję waszej cięzkiej pracy, absolutnie i bez wątpienia ufam, iż wy również jesteście bardzo zmęczeni.... ale błagam! Nigdy, przenigdy, prze - przenigdy , nie umniejszajcie roli kobiety , która pracuje w domu na co najmniej 2 etatach, opiekuje się nim ,wychowuje dzieci, gotuje wam posiłki, pierze, prasuje, załatwia przy okazji sprawy, których wy nie możecie załatwić bo .. pracujecie. Opisuje dzień młodej matki z małym i jednym dzieckiem. Nawet nie chcę myśleć jak wygląda dzień kobiety z dwójką , trójką czy większą ilością dzieci.... Drogie Panie -chapeau bas !
środa, 20 marca 2013
niedziela, 10 marca 2013
Nowe umiejętności
3 miesiące ćwiczeń, tysiąc porażek, robienie z siebie idiotów, obiecywanie różnego rodzaju atrakcji a nawet groźby zacałowania na śmierć i ... UDAŁO SIĘ !!!! POTOMEK ROBI "PAPA" !!! :D Serce matki rozpiera taka duma , że ... echh.. no po prostu fruwam pod sufitem ze szczęścia.
Od dwóch dni Potomek wie o co biega, więc uznaję umiejętność za zdobytą !
Od jutra zaczynamy się uczyć przesyłania całusków :P
Trzymajcie kciuki !
Od dwóch dni Potomek wie o co biega, więc uznaję umiejętność za zdobytą !
Od jutra zaczynamy się uczyć przesyłania całusków :P
Trzymajcie kciuki !
sobota, 2 marca 2013
zła matka :)
Matka ma coraz mniej czasu dla przemierzającego gniazdo o własnych siłach Potomka. Z wielu względów... najpierw trafiła się mała fucha, przed którą matka trochę się broniła, ale w rezultacie wzięła na klatę. Z pomocą przyszły babcie. Najpierw rodzona matka matki :) a potem ta nabyta , czyli w wolnym tłumaczeniu Teściowa. Nie wiem kim bardziej jestem zmęczona , babciami czy ząbkującym dzieckiem. Najgorsze, że obydwie nabrały chęci częstszych przyjazdów ... :) Oczywiście babcie są pomocne, nawet bardzo. Potomek je kocha po równo , do każdej wyciąga rączki, uśmiecha się od ucha do ucha. Niestety babcie rozpieszczają Potomka do granic możliwości. Nagle okazało się, że mamy w domu piszczącego niemowlaka, który jest najszczęśliwszym dzieckiem na świecie , ale tylko wtedy gdy jest na rączkach ! Matka ma chory kręgosłup, matka nie nosiła od urodzenia i nie zamierzała nosić Pisklęcia. Matka walczy o to, aby jej dziecko się naprawiło ! Jest ciężko ! Ale pocieszającym staje się fakt, iż Potomek chyba nie jest tak całkiem niekumaty jakby otoczeniu mogło się wydawać. W lot pojął jak cudownie jest być na rączkach, ale daje się zaobserwować , iż zaczyna powoli pojmować , że nie z matką te numery. Matka nosić nie będzie ! Postanowiła i będzie konsekwentnie trwała w swym postanowieniu !
Jak postanowiła, tak zrobiła. No i co z tego wynikło? Ano.. parenaście guzów i siniaków, ryk , piski, kompletne nie zrozumienie tematu, przynajmniej na początku :) Potomek po prostu podchodzi (raczkując) do matki, chwyta się jej nóg , i daj Boże jeśli matka nie ma dresów czy piżamy, bo wtedy Pisklę nie spada z kretesem i nie uderza głową w podłogę , ściągając jednocześnie matce gacie i pozostawiając ją w samych majtach na środku mieszkania. W wersji optymistycznej Potomek chwyta się spodni z paskiem, wstaje i próbuje dosięgnąć wyżej i wyżej, wydając przy tym niezidentyfikowane bliżej dźwięki.
Cóż matce pozostaje ? Ha!! Nie , nie ! Matka nie bierze wówczas na rączki, a przykuca i tłumaczy spokojnie swemu pierworodnemu, że mamusia kocha, że szanuje , ale głupia nie jest i Potomek musi to wreszcie zrozumieć ( mam nadzieję, że do 18tki zdąży) . Dostaje więc całusa, kiziu miziu i takie tam, i zostaje posadzony na ziemi , a za chwilę w jego rączkach ląduje jakaś zabawka, którą matka dziwnym trafem ma zawsze przy sobie. Alleluja! 5 sekund spokoju i zabawa zaczyna się od początku. Powtórka z rozrywki razy 50 tysięcy razy. Tak się dzieję tylko wtedy, gdy matka musi coś zrobić, np ugotować obiad , uporządkować gniazdo, itp. W pozostałych momentach przytulamy się, bawimy, pokazujemy oczko misiowi, naśladujemy "ihahaha" konika, jednym słowem wykonujemy kawał porządnej roboty :) To może matka jednak nie jest taka zła ?
Ostatnio będąc u pani doktor od rehabilitacji, dowiedziałam się, że muszę dać Potomkowi więcej swobody... Żesz psia kostka...8 miesięcznemu wówczas niemowlakowi swoboda?? Już ? W tym wieku ? A chodziło o to, żeby zaprzestać asekurowania gościa. Teoria pani dr mówi o tym, by nie asekurować zbyt przesadnie niemowlęcia, ponieważ nie nauczy się trzymania równowagi i klops będzie z jego chodzenia, co w naszym przypadku jest bardzo istotne. No to matka chyba za bardzo wzięła sobie to do serca, ponieważ dzisiaj zdała sobie sprawę, że Potomek codziennie grzmoci o podłogę tak, że mury się trzęsą :( codziennie zaryje buźką o panele :( na koncie mamy już trzy upadki z łóżka. Pierwszy z winy matki, która pozostawiła biedne dziecko na łóżku nie zdając sobie sprawy z jego nagle objawionej umiejętności turlania się. Drugi również z winy matki , która wzięła tak mobilne dziecko do łózka i nie obudziła się, gdy podpełzło do krawędzi .. no i spadło. Trzeci raz - wina ojca ( chociaż raz), który usnął z Potomkiem w łóżku nad ranem i nie zapobiegł zwiedzaniu przez młodzieńca okolic tzw. "nóg". Potomek leci na oślep.. nie patrzy na nic.. niczym opętany ! Czasem ciężko za nim nadążyć mimo zachowania przytomności umysłu, a co dopiero na śpiocha. Tak wiem, tłumaczę nas, ale to na prawdę ogromny Wiercipiętek.
Do wora z nieprzyjemnymi wypadkami w domu możemy także wrzucić przytrzaśnięcie paluszków w drzwiach szafy przesuwnej oraz włożenie rączki przez Potomka pod drzwi, które sam sobie potem zaczął otwierać. Ale palce całe ! Twarda sztuka. Trochę strachu, mnóstwo płaczu, ale wszyscy żyją. Jednego dnia matka odkurzając zapomniała po skończonej czynności zabezpieczyć gniazdka. Dobrze, że znajdowała się w bardzo bliskiej odległości, dlatego, że Potomek chciał pokazać paluszkiem czarne oczko w kontakcie.
Z kolei dzisiejszy dzień też zapisze się jako jeden z tych nieszczęśliwych. Mianowicie Potomek zaliczył dziś aż trzy mocne upadki do tyłu, z czego jeden razem z krzesłem. No bo stoi sobie matka w pokoju, ojciec siedzi na kanapie, a młodociany przestępca buszuje po areale. Nagle dochodzi do szafki rtv , ojciec zabiera głos "Nie wolno ! ", Potomek niewiele sobie z tego robiąc, stoi dalej i obija łapkami wyłączony telewizor. Ojciec więc , próbują nie stracić na honorze po raz kolejny wygłasza swoją dezaprobatę wobec zachowania swego syna. Chyba dotarło. Jednak nasze dziecko wychodzi z założenia, że dopóki czegoś nie sknoci to misja zalicza się do straconych. Tak więc udaje się w stronę krzeseł. Matka to widzi i okazuje niezadowolenie. Kiedy Potomek wspina się po oparciu coraz wyżej i wyżej matka jak mantrę wspomina słowa pani doktor "nie asekurować", a ojciec pyta matki "a w zasadzie, to dlaczego mu nie wolno?". I nagle łuuuuuup, Potomek leci i teraz następuje slow motion : po kolei , najpierw matka, której woda wypada z rąk, rzuca się na pomoc dziecku, zaraz za nią w slooooooowwwww moooooootioooon ojciec łaskawie podnosi się z kanapy, no a potem w bardzo szybkim tempie upada krzesło.. "No właśnie dlatego!" ..... Matka nie zdąża na czas :( Potomek oczywiście spada na cztery łapy, nic mu nie jest pod względem fizycznym, ale psychicznie wymiękł. Krzesło, które z lekka go przygniotło spowodowało salwę łez , kupę krzyku, pisku i generalnie same nieszczęścia i to na godzinę przed snem... Co oznacza, że nocka nie nasza. Nasze Pisklę to strasznie wrażliwa jednostka. Goście, przejazd mpk, upadek - to wszystko wpływa u nas dość jednoznacznie (negatywnie) na sen. Tak więc wypada mi już kończyć zwierzenia, gdyż czuję, iż moja kolejna doba za chwile się zacznie :) W gruncie rzeczy matce bardzo przykro, że nie panuje nad sytuacją na tyle, żeby obronić swojego Pisklaka. Oczywiście zdaje sobie sprawę z tego, że jeszcze przed nimi dziury w głowie po klockach drewnianych ( matka takową posiada do tej pory :) <jest się czym chwalić ...> ) , blizny po spotkaniu z huśtawką, otarcia , siniaki, rany otwarte ( Jezusie Świebodziński) , ale wiadomo, że wolałaby tego uniknąć. Teraz oczekujemy na ściągnięcie przez Potomka karnisza ... nie to, żeby specjalnie. ale... Parę lat temu, kiedy ojciec Potomka był jeszcze niedoświadczonym inżynierem postanowił jako pan domu zawiesić karnisz. Rozrysował sobie wszystko w autocadzie, wymierzył ;-) narysował kropeczki, wywiercił dziury ryzykując przy tym życiem ( teść, mój rodzony ojciec, podarował mu wiertarkę, która niestety kopie prądem :) czy to na pewno przypadek ?? ) , wbił kołki, zawiesił karnisz. Tylko, że po paru latach i po kilku pociągnięciach przez Potomka zasłony okazało się, że chyba nam to cudo odpada. I dobrze z jednej strony, ponieważ matka przestała lubić tą rzecz :) Chętnie wymieniłaby na nowy. Suszy głowę ojcu Potomka, że to niebezpieczne, że trzeba coś z tym zrobić, nie wiem, dokręcić, przykleić.. matka się nie zna :) Póki co - nadal karnisz pozostaje w gnieździe. Oby matka nie wykrakała!
Dobranoc i spokojnego weekendu !
Jak postanowiła, tak zrobiła. No i co z tego wynikło? Ano.. parenaście guzów i siniaków, ryk , piski, kompletne nie zrozumienie tematu, przynajmniej na początku :) Potomek po prostu podchodzi (raczkując) do matki, chwyta się jej nóg , i daj Boże jeśli matka nie ma dresów czy piżamy, bo wtedy Pisklę nie spada z kretesem i nie uderza głową w podłogę , ściągając jednocześnie matce gacie i pozostawiając ją w samych majtach na środku mieszkania. W wersji optymistycznej Potomek chwyta się spodni z paskiem, wstaje i próbuje dosięgnąć wyżej i wyżej, wydając przy tym niezidentyfikowane bliżej dźwięki.
Cóż matce pozostaje ? Ha!! Nie , nie ! Matka nie bierze wówczas na rączki, a przykuca i tłumaczy spokojnie swemu pierworodnemu, że mamusia kocha, że szanuje , ale głupia nie jest i Potomek musi to wreszcie zrozumieć ( mam nadzieję, że do 18tki zdąży) . Dostaje więc całusa, kiziu miziu i takie tam, i zostaje posadzony na ziemi , a za chwilę w jego rączkach ląduje jakaś zabawka, którą matka dziwnym trafem ma zawsze przy sobie. Alleluja! 5 sekund spokoju i zabawa zaczyna się od początku. Powtórka z rozrywki razy 50 tysięcy razy. Tak się dzieję tylko wtedy, gdy matka musi coś zrobić, np ugotować obiad , uporządkować gniazdo, itp. W pozostałych momentach przytulamy się, bawimy, pokazujemy oczko misiowi, naśladujemy "ihahaha" konika, jednym słowem wykonujemy kawał porządnej roboty :) To może matka jednak nie jest taka zła ?
Ostatnio będąc u pani doktor od rehabilitacji, dowiedziałam się, że muszę dać Potomkowi więcej swobody... Żesz psia kostka...8 miesięcznemu wówczas niemowlakowi swoboda?? Już ? W tym wieku ? A chodziło o to, żeby zaprzestać asekurowania gościa. Teoria pani dr mówi o tym, by nie asekurować zbyt przesadnie niemowlęcia, ponieważ nie nauczy się trzymania równowagi i klops będzie z jego chodzenia, co w naszym przypadku jest bardzo istotne. No to matka chyba za bardzo wzięła sobie to do serca, ponieważ dzisiaj zdała sobie sprawę, że Potomek codziennie grzmoci o podłogę tak, że mury się trzęsą :( codziennie zaryje buźką o panele :( na koncie mamy już trzy upadki z łóżka. Pierwszy z winy matki, która pozostawiła biedne dziecko na łóżku nie zdając sobie sprawy z jego nagle objawionej umiejętności turlania się. Drugi również z winy matki , która wzięła tak mobilne dziecko do łózka i nie obudziła się, gdy podpełzło do krawędzi .. no i spadło. Trzeci raz - wina ojca ( chociaż raz), który usnął z Potomkiem w łóżku nad ranem i nie zapobiegł zwiedzaniu przez młodzieńca okolic tzw. "nóg". Potomek leci na oślep.. nie patrzy na nic.. niczym opętany ! Czasem ciężko za nim nadążyć mimo zachowania przytomności umysłu, a co dopiero na śpiocha. Tak wiem, tłumaczę nas, ale to na prawdę ogromny Wiercipiętek.
Do wora z nieprzyjemnymi wypadkami w domu możemy także wrzucić przytrzaśnięcie paluszków w drzwiach szafy przesuwnej oraz włożenie rączki przez Potomka pod drzwi, które sam sobie potem zaczął otwierać. Ale palce całe ! Twarda sztuka. Trochę strachu, mnóstwo płaczu, ale wszyscy żyją. Jednego dnia matka odkurzając zapomniała po skończonej czynności zabezpieczyć gniazdka. Dobrze, że znajdowała się w bardzo bliskiej odległości, dlatego, że Potomek chciał pokazać paluszkiem czarne oczko w kontakcie.
Z kolei dzisiejszy dzień też zapisze się jako jeden z tych nieszczęśliwych. Mianowicie Potomek zaliczył dziś aż trzy mocne upadki do tyłu, z czego jeden razem z krzesłem. No bo stoi sobie matka w pokoju, ojciec siedzi na kanapie, a młodociany przestępca buszuje po areale. Nagle dochodzi do szafki rtv , ojciec zabiera głos "Nie wolno ! ", Potomek niewiele sobie z tego robiąc, stoi dalej i obija łapkami wyłączony telewizor. Ojciec więc , próbują nie stracić na honorze po raz kolejny wygłasza swoją dezaprobatę wobec zachowania swego syna. Chyba dotarło. Jednak nasze dziecko wychodzi z założenia, że dopóki czegoś nie sknoci to misja zalicza się do straconych. Tak więc udaje się w stronę krzeseł. Matka to widzi i okazuje niezadowolenie. Kiedy Potomek wspina się po oparciu coraz wyżej i wyżej matka jak mantrę wspomina słowa pani doktor "nie asekurować", a ojciec pyta matki "a w zasadzie, to dlaczego mu nie wolno?". I nagle łuuuuuup, Potomek leci i teraz następuje slow motion : po kolei , najpierw matka, której woda wypada z rąk, rzuca się na pomoc dziecku, zaraz za nią w slooooooowwwww moooooootioooon ojciec łaskawie podnosi się z kanapy, no a potem w bardzo szybkim tempie upada krzesło.. "No właśnie dlatego!" ..... Matka nie zdąża na czas :( Potomek oczywiście spada na cztery łapy, nic mu nie jest pod względem fizycznym, ale psychicznie wymiękł. Krzesło, które z lekka go przygniotło spowodowało salwę łez , kupę krzyku, pisku i generalnie same nieszczęścia i to na godzinę przed snem... Co oznacza, że nocka nie nasza. Nasze Pisklę to strasznie wrażliwa jednostka. Goście, przejazd mpk, upadek - to wszystko wpływa u nas dość jednoznacznie (negatywnie) na sen. Tak więc wypada mi już kończyć zwierzenia, gdyż czuję, iż moja kolejna doba za chwile się zacznie :) W gruncie rzeczy matce bardzo przykro, że nie panuje nad sytuacją na tyle, żeby obronić swojego Pisklaka. Oczywiście zdaje sobie sprawę z tego, że jeszcze przed nimi dziury w głowie po klockach drewnianych ( matka takową posiada do tej pory :) <jest się czym chwalić ...> ) , blizny po spotkaniu z huśtawką, otarcia , siniaki, rany otwarte ( Jezusie Świebodziński) , ale wiadomo, że wolałaby tego uniknąć. Teraz oczekujemy na ściągnięcie przez Potomka karnisza ... nie to, żeby specjalnie. ale... Parę lat temu, kiedy ojciec Potomka był jeszcze niedoświadczonym inżynierem postanowił jako pan domu zawiesić karnisz. Rozrysował sobie wszystko w autocadzie, wymierzył ;-) narysował kropeczki, wywiercił dziury ryzykując przy tym życiem ( teść, mój rodzony ojciec, podarował mu wiertarkę, która niestety kopie prądem :) czy to na pewno przypadek ?? ) , wbił kołki, zawiesił karnisz. Tylko, że po paru latach i po kilku pociągnięciach przez Potomka zasłony okazało się, że chyba nam to cudo odpada. I dobrze z jednej strony, ponieważ matka przestała lubić tą rzecz :) Chętnie wymieniłaby na nowy. Suszy głowę ojcu Potomka, że to niebezpieczne, że trzeba coś z tym zrobić, nie wiem, dokręcić, przykleić.. matka się nie zna :) Póki co - nadal karnisz pozostaje w gnieździe. Oby matka nie wykrakała!
Dobranoc i spokojnego weekendu !
piątek, 15 lutego 2013
Hop Hop !
Nadrabiamy zaległości blogowe.
Matka jest zarobiona po pachy i ciężko jej sklecić nawet parę zdań , żeby wrzucić na bloga. Ale Potomek wynagradza jej wszystkie trudy i znoje. Wreszcie ! :)
Wróciliśmy też do karmienia naturalnego... wszystko dzięki kochanej Pani Iwonie Koprowskiej. To doradca laktacyjny, którego gorąco i szczerze polecam. Przy okazji spotkania można dowiedzieć się wielu interesujących rzeczy na temat żywienia dzieciaków.
Potomek został także zwolniony z rehabilitacji i ćwiczeń zwalczających napięcie mięśniowe! Byliśmy w tym tygodniu u pani doktor, która orzekła, iż dziecię rozwija się prawidłowo, w ekspresowym tempie, Potomek pokazał wszystkie swoje umiejętności i dostaliśmy zielone światło. Mamy się pojawić , gdy Pisklę zacznie poruszać się samodzielnie na własnych kończynach, czyli jak prognozuje pani doktor , za jakieś... 2-3 miesiące :)
Tydzień temu mieliśmy wizytę u terapeutki w tymże ośrodku i za Chiny Ludowe nie dało się przekonać Potomka do pokazania jak pięknie raczkuje. No po prostu NIE i już..I do tego mina z cyklu : "Co mi tu będą mówić, co mam robić! Tak będę siedział! Albo stał! O! No.. albo jak już chcecie, to sobie popełzam!". Ale w dzień kontroli u pani doktor odbyliśmy rano z Potomkiem pogadankę i zadziałało. Zaprezentował się od najlepszej strony :) Ufff.
Oprócz świetnego postępu w rozwoju motorycznym Potomek wykazał się niemałym intelektem...mimo, że od dwóch miesięcy uczymy go robić "papa" , a on nadal zamiast odmachać to patrzy na nas jak na idiotów... ALE oczko misia pokazuje ! :) Strasznie mnie to rozczula, ten mały paluszek , który na pytanie "Gdzie miś ma oczko?" nieudolnie, ale z pełną świadomością wędruje w okolice czarnych kropeczek w książeczce albo koralików na pluszowych niedźwiadkach :)
Ale wracając....przy okazji pani doktor orzekła, że Potomek jest nieco zbytnio zażółcony w stosunku do mojej alabastrowej cery ( a to mnie pani doktor zaskoczyła, inny pan doktor - ten babski - twierdzi, że matka po prostu jest źle odżywiona i blada, ale wersja pani doktor bardziej mi odpowiada :) ) i poradziła, żeby odstawić marchew i dynię na jakiś czas... wszystko świetnie, tylko że każdy cholerny słoik z "dzieciowym" jedzeniem jest na bazie marchwi... a to oznacza , że nastała era gotowania przez matkę dla Potomka jej własnych specyjałów. Hmmm.. nie byłoby to nawet tak bardzo tragiczne, gdyby nie to, że francuskie podniebienie Potomka ( to jak sądzę zasługa jego tatusia) nie za bardzo toleruje te "smakołyki", dlatego dzisiejszą zupkę w głównej mierze zjadła matka :D resztki wymieszała z jabłuszkiem dla lepszego smaku i oszukując dziecię podała prosto do paszczy ... dał się nabrać :D Looooser ! :)
Czy wspominałam, że me dziecię posiada już 7 zębów ? Górne i dolne jedynki, dwie górne dwójki i lewą dolną dwójeczkę. Coś mi się wydaje, że właśnie wychodzą kolejne... Niestety paszcza Potomka jest nadal obszarem, do którego nie daje sobie zajrzeć, więc nie mam pojęcia, który z "parszywej trzynastki" jest winowajcą i sprawcą kolejnych nieprzespanych nocy.
Jeszcze nadmienię, że od ponad tygodnia jestem na diecie bezmlecznej ponieważ zaistniało podejrzenie alergii Potomka na mleko krowie. Ta monotonia żywieniowa mnie lekko przytłacza, aczkolwiek póki co dziękuję losowi, że nie uczula nas gluten i jajka kurze ! To byłby dopiero hardcore....
Apropos diety... Matka wyleczyła się z fobii dużych kawałków podawanych młodemu Pisklakowi. Bo umówmy się, to matka miała problem a nie dziecko :) To ta filcowa podkładka zjedzona przez Potomka parę tygodni temu najwięcej namieszała. Ale już jest dobrze! Matka nie przechodzi zawałów raz po raz. Zaciska zęby i oczekuje na rozwój sytuacji, który zawsze jest optymistyczny i kończy się pozytywnie.
Spróbowaliśmy także żywienia Bobas Lubi Wybór i bardzo nam się to podoba, mimo tego, że posiłki trwają dość dłuuuuugo i ciągną się w nieskończoność ( ale komu tu się spieszy ?! :) ) do tego sfera estetyczna leży i kwiczy... ciężko mówić o jakimkolwiek savoir-vivre lub czystej podłodze ... jednak zabawa jest przy tym nieziemska to raz, a dwa - matka ma dłuższą chwilę dla siebie , gdy jej Potomek przez 5 minut usilnie próbuje złapać uciekającego brokułka z talerza :P ( a takich brokułków , bananków i innych niesfornych produktów jest kilkanaście .... pomnożyć przez 5 minut na każą sztukę.. fiu fiu.. toż to prawie godzina wolnego :) ).
Matka jest zarobiona po pachy i ciężko jej sklecić nawet parę zdań , żeby wrzucić na bloga. Ale Potomek wynagradza jej wszystkie trudy i znoje. Wreszcie ! :)
Wróciliśmy też do karmienia naturalnego... wszystko dzięki kochanej Pani Iwonie Koprowskiej. To doradca laktacyjny, którego gorąco i szczerze polecam. Przy okazji spotkania można dowiedzieć się wielu interesujących rzeczy na temat żywienia dzieciaków.
Potomek został także zwolniony z rehabilitacji i ćwiczeń zwalczających napięcie mięśniowe! Byliśmy w tym tygodniu u pani doktor, która orzekła, iż dziecię rozwija się prawidłowo, w ekspresowym tempie, Potomek pokazał wszystkie swoje umiejętności i dostaliśmy zielone światło. Mamy się pojawić , gdy Pisklę zacznie poruszać się samodzielnie na własnych kończynach, czyli jak prognozuje pani doktor , za jakieś... 2-3 miesiące :)
Tydzień temu mieliśmy wizytę u terapeutki w tymże ośrodku i za Chiny Ludowe nie dało się przekonać Potomka do pokazania jak pięknie raczkuje. No po prostu NIE i już..I do tego mina z cyklu : "Co mi tu będą mówić, co mam robić! Tak będę siedział! Albo stał! O! No.. albo jak już chcecie, to sobie popełzam!". Ale w dzień kontroli u pani doktor odbyliśmy rano z Potomkiem pogadankę i zadziałało. Zaprezentował się od najlepszej strony :) Ufff.
Oprócz świetnego postępu w rozwoju motorycznym Potomek wykazał się niemałym intelektem...mimo, że od dwóch miesięcy uczymy go robić "papa" , a on nadal zamiast odmachać to patrzy na nas jak na idiotów... ALE oczko misia pokazuje ! :) Strasznie mnie to rozczula, ten mały paluszek , który na pytanie "Gdzie miś ma oczko?" nieudolnie, ale z pełną świadomością wędruje w okolice czarnych kropeczek w książeczce albo koralików na pluszowych niedźwiadkach :)
Ale wracając....przy okazji pani doktor orzekła, że Potomek jest nieco zbytnio zażółcony w stosunku do mojej alabastrowej cery ( a to mnie pani doktor zaskoczyła, inny pan doktor - ten babski - twierdzi, że matka po prostu jest źle odżywiona i blada, ale wersja pani doktor bardziej mi odpowiada :) ) i poradziła, żeby odstawić marchew i dynię na jakiś czas... wszystko świetnie, tylko że każdy cholerny słoik z "dzieciowym" jedzeniem jest na bazie marchwi... a to oznacza , że nastała era gotowania przez matkę dla Potomka jej własnych specyjałów. Hmmm.. nie byłoby to nawet tak bardzo tragiczne, gdyby nie to, że francuskie podniebienie Potomka ( to jak sądzę zasługa jego tatusia) nie za bardzo toleruje te "smakołyki", dlatego dzisiejszą zupkę w głównej mierze zjadła matka :D resztki wymieszała z jabłuszkiem dla lepszego smaku i oszukując dziecię podała prosto do paszczy ... dał się nabrać :D Looooser ! :)
Czy wspominałam, że me dziecię posiada już 7 zębów ? Górne i dolne jedynki, dwie górne dwójki i lewą dolną dwójeczkę. Coś mi się wydaje, że właśnie wychodzą kolejne... Niestety paszcza Potomka jest nadal obszarem, do którego nie daje sobie zajrzeć, więc nie mam pojęcia, który z "parszywej trzynastki" jest winowajcą i sprawcą kolejnych nieprzespanych nocy.
Jeszcze nadmienię, że od ponad tygodnia jestem na diecie bezmlecznej ponieważ zaistniało podejrzenie alergii Potomka na mleko krowie. Ta monotonia żywieniowa mnie lekko przytłacza, aczkolwiek póki co dziękuję losowi, że nie uczula nas gluten i jajka kurze ! To byłby dopiero hardcore....
Apropos diety... Matka wyleczyła się z fobii dużych kawałków podawanych młodemu Pisklakowi. Bo umówmy się, to matka miała problem a nie dziecko :) To ta filcowa podkładka zjedzona przez Potomka parę tygodni temu najwięcej namieszała. Ale już jest dobrze! Matka nie przechodzi zawałów raz po raz. Zaciska zęby i oczekuje na rozwój sytuacji, który zawsze jest optymistyczny i kończy się pozytywnie.
Spróbowaliśmy także żywienia Bobas Lubi Wybór i bardzo nam się to podoba, mimo tego, że posiłki trwają dość dłuuuuugo i ciągną się w nieskończoność ( ale komu tu się spieszy ?! :) ) do tego sfera estetyczna leży i kwiczy... ciężko mówić o jakimkolwiek savoir-vivre lub czystej podłodze ... jednak zabawa jest przy tym nieziemska to raz, a dwa - matka ma dłuższą chwilę dla siebie , gdy jej Potomek przez 5 minut usilnie próbuje złapać uciekającego brokułka z talerza :P ( a takich brokułków , bananków i innych niesfornych produktów jest kilkanaście .... pomnożyć przez 5 minut na każą sztukę.. fiu fiu.. toż to prawie godzina wolnego :) ).
środa, 30 stycznia 2013
Nowe umiejętności
Potomek niebawem skończy 8 miesięcy! Chciałoby się rzec : "Kiedy to , do licha, minęło ?". Ja nie wiem :) Wciąż mam w pamięci drogę do szpitala, pobyt w izbie przyjęć, gdzie wydawało mi się, że mam do czynienia z niepełnosprawnym panem doktorem, a tak na prawdę chyba on uznał mnie za niepełną sprytu, a może i nawet rozumu ( zabawna historia, muszę kiedyś opisać), chwile spędzone na sali przed i porodowej, kilka godzin bólu, ukojenie w osobie anestezjologa stojącego w drzwiach sali i małego , fioletowego kosmitę w białej mazi, którego dane mi było wyprzeć. Kolejny obraz jaki mi się przypomina, to mały człowiek w niebieskim body, białej czapeczce i jasnych skarpetkach, wyglądający niczym smerf, którego przywieźliśmy do domu przygotowanego przez naszych przyjaciół na przyjęcie nowego członka rodziny i cudowny transparent "Witaj w domu Potomku" wiszący nad oknem w pokoju dziennym. I to by było na tyle miłych wspomnień :) Potem sielanka się skończyła, a zaczęło prawdziwe życie . Po trzech tygodniach "uciekłam" do Mamy, gdzie spędziliśmy z Potomkiem kilka miesięcy. W międzyczasie było jednak kilka miłych i wzruszających momentów, takich jak pierwszy świadomy uśmiech, pierwszy , świadomy chwyt grzechotki, itp. Pierwszego zęba niestety nie wspominam sympatycznie, głównie przez nieprzespane noce i ogólnorodzinne rozdrażnienie, aczkolwiek było chwilowe wzruszenie, nie będę kłamać :) Zaraz po nim nastąpił taniec radości, że wreszcie ( być może) te wszystkie cierpienia pójdą chwilowo w niepamięć i Potomek pozwoli matce odpocząć i odreagować ząbkowanie. Jakże się myliłam .... Ząbkujemy do dziś ( nawet matka ząbkuje, ponieważ ostatnia z jej ósemek postanowiła dotrzymać kroku dwójkom Pisklęcia i wyżynać się długo i boleśnie). Ale wracając... czas płynie szybko, bardzo szybko. Potomek rozwija się w tempie , którego matka nie daje rady chyba ogarnąć. Jednego dnia Potomek leży nieruchomo, a drugiego już fika koziołki. Tak było w minioną sobotę. Wyjeżdżając rano z domu (matka zostawiła Pisklę pod opieką ojca i babci) Potomek miał 4 zęby i potrafił pełzać , a także przyjmował od kilku tygodni pozycję czworaczą , jednak nie poruszał się na kolankach. Jakież było jej zdziwienie, kiedy po powrocie , wieczorem tego samego dnia, usłyszała, że jej dziecko ma już 5 zębów i potrafi raczkować!! Matka pomyślała "Świetnie, zapewne jutro wstanie i pójdzie, a w poniedziałek będzie można już założyć mu mundurek i posłać do zerówki!!". Hm.. jest wtorek wieczór, ale Potomek "tylko" raczkuje :) A więc wszystko w porządku i znów idziemy znanym nam tempem.
Mamy jednak mały problem, chociaż myślę, że to bardziej problem matki niż Potomka. Otóż, naszemu bohaterowi chyba znudziło się karmienie mieszane i postanowił rzucić cycowy nałóg... buuuu.... a matka tak to lubiła... Lubiła te malutkie rączki, którymi Potomek się przytulał albo smyrał jej boczki, lubiła patrzeć jak Potomek otwiera swoją małą paszczę szukając jedzenia, lubiła obserwować jak mruży oczy , uspokaja się i zaczyna miarowo oddychać podczas jedzenia i jaką mu to sprawia przyjemność... No cóż .. kiedyś musiało to nastąpić.. szkoda! Chociaż w sumie, dobrze, że Potomek sam zadecydował w tej kwestii, bo gdyby miało to zależeć od jego matki, to pewnie karmiła by do 18tki :) (18tki Potomka, nie matki , bo jak wiadomo z matki już stara dupa jest i jej 18tka była dawno dawno temu, w małej, zadymionej spelunie o wdzięcznej nazwie VIVA! :) ).
Mamy jednak mały problem, chociaż myślę, że to bardziej problem matki niż Potomka. Otóż, naszemu bohaterowi chyba znudziło się karmienie mieszane i postanowił rzucić cycowy nałóg... buuuu.... a matka tak to lubiła... Lubiła te malutkie rączki, którymi Potomek się przytulał albo smyrał jej boczki, lubiła patrzeć jak Potomek otwiera swoją małą paszczę szukając jedzenia, lubiła obserwować jak mruży oczy , uspokaja się i zaczyna miarowo oddychać podczas jedzenia i jaką mu to sprawia przyjemność... No cóż .. kiedyś musiało to nastąpić.. szkoda! Chociaż w sumie, dobrze, że Potomek sam zadecydował w tej kwestii, bo gdyby miało to zależeć od jego matki, to pewnie karmiła by do 18tki :) (18tki Potomka, nie matki , bo jak wiadomo z matki już stara dupa jest i jej 18tka była dawno dawno temu, w małej, zadymionej spelunie o wdzięcznej nazwie VIVA! :) ).
środa, 23 stycznia 2013
Zmyła
A jednak Potomek nie bawił się z nami w kalambury. Potomek po prostu ma zapalenie gardła jako powikłanie po grypie. Do tego szmery w oskrzelach...Ekstra!
W każdym razie ,jesteśmy już po wizycie u naszej ulubionej pani doktor i wygląda na to, że powinno być już tylko lepiej. Dla matki ważne jest też to, że już nie stęka i nie jęczy :)
Wczoraj mieliśmy wizytę Babci i Dziadka , niby przypadkiem, ale akurat wizyta świetnie zbiegła się z ich świętem. Wręczyliśmy laurki, wszyscy szczęśliwi, ach i och ! :)
Laurki robiła matka własnoręcznie, miała fajniejszą koncepcję, ale czasu zabrakło ( w końcu kiedyś trzeba spać albo czytać "Greya" :) ). A te które wręczyliśmy wyglądały tak :
W każdym razie ,jesteśmy już po wizycie u naszej ulubionej pani doktor i wygląda na to, że powinno być już tylko lepiej. Dla matki ważne jest też to, że już nie stęka i nie jęczy :)
Wczoraj mieliśmy wizytę Babci i Dziadka , niby przypadkiem, ale akurat wizyta świetnie zbiegła się z ich świętem. Wręczyliśmy laurki, wszyscy szczęśliwi, ach i och ! :)
Laurki robiła matka własnoręcznie, miała fajniejszą koncepcję, ale czasu zabrakło ( w końcu kiedyś trzeba spać albo czytać "Greya" :) ). A te które wręczyliśmy wyglądały tak :
sobota, 19 stycznia 2013
Trochę poza tematem aczkolwiek w okolicach
Matka nie pisze, ponieważ zatraciła się kompletnie w lekturze..soft porno.. Phi... tyle hałasu , a takie rozczarowanie :) Dla mnie to zwykłe romansidło. Nooo dobra.. może trochę śmielsze niż stare Harlquin'y. Mowa oczywiście o trylogii "Pięćdziesiąt odcieni" E.L. James. Mimo szczerej niechęci, bo tak kompletnie nie mam ostatnio czasu na nic, stwierdziłam, że trzeba wiedzieć o czym mówi pół kuli ziemskiej , no i niestety mnie wciągnęło. Tak wiec wracam do lektury.
Z ciekawostek - Potomek nas dzisiaj pięknie urządził. Chyba nie mamy gdzie spać i czeka nas albo kanapa w salonie albo podłoga .... Sama nie wiem co wybrać ?! Otóż , postanowił się pobawić z nami w kalambury... Po kąpieli i kolacji pięknie zasnął, po godzinie zaczął się wiercić... Tak źle, tak nie dobrze.. matka wpadła na pomysł, że może te jęki i stęki to znak sygnał, że coś boli Potomka. No to hop po nurofenik, raz dwa, podano. Tulenie, buziak , a teraz idziemy spać Potomku ! A gdzie tam... Wezwano więc Ojca na ratunek. Potomek coś zrzędzi, jęczy, znów stęka.. Rodzice siedzą i dumają... Niestety wszelkie dotychczasowe domysły kończyły się porażką. Pić nie, jeść nie, leżeć nie, siedzieć nie, spać.. zgadnijmy?.. nie! W końcu Potomek pokazał hasło! Po wszystkim Ojciec pokusił się na komentarz :"Synek, wiem! <Egzorcysta>!!" Tadam!! Brawo Tato ! I nie ! Nie chodziło wcale o kręcenie głową dookoła ( to robi mamusia, gdy się zdenerwuje.. oj tam :) ). Załatwił nas na cacy ... pokazał hasło, zrobił demolkę, pozostawił zapaszek i na szczęście poszedł spać.. O tso chodziii???? Nadal jestem w szoku... :/
Cholera.. a jak ja wysuszę materac????? W zimie.. ? Gdzie będę spać ? To głęboko niesprawiedliwe! Potomek śpi sobie w swoim świeżym i pachnącym łóżeczku , a my będziemy się gnieść w mokrym i zarzyganym łożu małżeńskim.. super!
W sumie to ciężki tydzień za nami. Grypsko pojawiło się w naszym gnieździe. Najpierw Stare Ptaszysko przywlokło nie wiadomo skąd zarazki, za chwile zaraziło się Młode Piskle no i masz... Najtwardsza sztuka zdrowa, wiadomo - prawdziwa Matka Polka , cyborg, którego nawet ptasia grypa się nie ima :) Ale przysięgam, że już ledwie to znosiłam, dwóch chorych mężczyzn pod mym dachem to stanowczo o 2 za dużo. Najpierw jeden chodził i skomlał , że umiera, że ledwie żyje, że już nie może i bardzo cierpi ( żesz jasna cholera...!!! zawsze działa to na mnie jak płachta na byka!!). No to potem drugi... jako , że mówić jeszcze nie potrafi to postanowił wystękać i wyjęczeć manifest, jak to bardzo cierpi i umiera.... I tak przez tydzień miała matka na głowie dwóch stękających. Pragnę odpoczynku! Ich choroby mnie wykańczają :) ( a tak poważnie, to tego młodego Pisklaka, to matce było tak szkoda.. udawała nawet, że cierpi razem z nim, żeby mu było raźniej :) chyba pomagało, bo się uśmiechał.. nie ma to jak współdzielenie bólu.. ehh.. mężczyźni....) . Strach się bać, co to będzie za parę lat!
Z ciekawostek - Potomek nas dzisiaj pięknie urządził. Chyba nie mamy gdzie spać i czeka nas albo kanapa w salonie albo podłoga .... Sama nie wiem co wybrać ?! Otóż , postanowił się pobawić z nami w kalambury... Po kąpieli i kolacji pięknie zasnął, po godzinie zaczął się wiercić... Tak źle, tak nie dobrze.. matka wpadła na pomysł, że może te jęki i stęki to znak sygnał, że coś boli Potomka. No to hop po nurofenik, raz dwa, podano. Tulenie, buziak , a teraz idziemy spać Potomku ! A gdzie tam... Wezwano więc Ojca na ratunek. Potomek coś zrzędzi, jęczy, znów stęka.. Rodzice siedzą i dumają... Niestety wszelkie dotychczasowe domysły kończyły się porażką. Pić nie, jeść nie, leżeć nie, siedzieć nie, spać.. zgadnijmy?.. nie! W końcu Potomek pokazał hasło! Po wszystkim Ojciec pokusił się na komentarz :"Synek, wiem! <Egzorcysta>!!" Tadam!! Brawo Tato ! I nie ! Nie chodziło wcale o kręcenie głową dookoła ( to robi mamusia, gdy się zdenerwuje.. oj tam :) ). Załatwił nas na cacy ... pokazał hasło, zrobił demolkę, pozostawił zapaszek i na szczęście poszedł spać.. O tso chodziii???? Nadal jestem w szoku... :/
Cholera.. a jak ja wysuszę materac????? W zimie.. ? Gdzie będę spać ? To głęboko niesprawiedliwe! Potomek śpi sobie w swoim świeżym i pachnącym łóżeczku , a my będziemy się gnieść w mokrym i zarzyganym łożu małżeńskim.. super!
W sumie to ciężki tydzień za nami. Grypsko pojawiło się w naszym gnieździe. Najpierw Stare Ptaszysko przywlokło nie wiadomo skąd zarazki, za chwile zaraziło się Młode Piskle no i masz... Najtwardsza sztuka zdrowa, wiadomo - prawdziwa Matka Polka , cyborg, którego nawet ptasia grypa się nie ima :) Ale przysięgam, że już ledwie to znosiłam, dwóch chorych mężczyzn pod mym dachem to stanowczo o 2 za dużo. Najpierw jeden chodził i skomlał , że umiera, że ledwie żyje, że już nie może i bardzo cierpi ( żesz jasna cholera...!!! zawsze działa to na mnie jak płachta na byka!!). No to potem drugi... jako , że mówić jeszcze nie potrafi to postanowił wystękać i wyjęczeć manifest, jak to bardzo cierpi i umiera.... I tak przez tydzień miała matka na głowie dwóch stękających. Pragnę odpoczynku! Ich choroby mnie wykańczają :) ( a tak poważnie, to tego młodego Pisklaka, to matce było tak szkoda.. udawała nawet, że cierpi razem z nim, żeby mu było raźniej :) chyba pomagało, bo się uśmiechał.. nie ma to jak współdzielenie bólu.. ehh.. mężczyźni....) . Strach się bać, co to będzie za parę lat!
piątek, 11 stycznia 2013
Tydzień "atrakcji"
Myślę, że ostatni tydzień głęboko zapadnie w moją (naszą) pamięć. Może nie chodzi o konkretne daty, ale o konkretne wydarzenia.
Niedziela - dzień Pański - mimo to matka postanawia zrobić porządek z kablami, uprzątnać mieszkanie, szczególną uwagę zwracając na przedmioty, które mogłyby stwarzać zagrożenie dla Potomka. Wydawało jej się, że wszystko ogarnęła...wydawało jej się ! :)
Poniedziałek - kocyk rozłożony, poduszki pod ławę wsadzone (zabezpieczenie hand made , które ma na celu zablokowanie wpełzania Potomka pod tenże mebel , czego konsekwencją jest uderzanie główką o spód ławy, cyklicznie i boleśnie, w rytmie disco. Czy moje dziecko chce mi coś powiedzieć???). Bujaczek, blokujący przesmyk między ławą i ścianą, przez który Potomek mógłby zwiać do przedpokoju, postawiony! Mata blokująca dojście do kwiatka - jest! Fotel blokujący przejście do kuchni i dojcie do kabli - na posterunku !Na pierwszy rzut oka, teren czysty i bezpieczny. Zatem Potomek ląduje na kocyku, dostaje zabawki, matka wygłasza prośbę, aby bawił się grzecznie i zabiera się za ogarnianie gniazda. Zbiera butelki z ławy, zmierza ku kuchni, aby dokonać dezynfekcji naczyń służących do karmienia. Czyniąc ten obowiązek zerka co chwilę jednym okiem na podłogę w pokoju dziennym. Sukces! Potomek posłuchał matki i grzecznie obczaja jednego z misiów, odkrywając z wielkim zaangażowaniem, że zabawka posiada metkę . Nagle matka słyszy dziwne harczenie. Zerka w stronę podłogi - Potomka brak, szybko wodzi oczami po pokoju szukając zguby. JEST! Ale co widzi? Jezusie Świebodziński - Potomek leży przy fotelu i ewidentnie czymś się dławi! Pęd ! Krzyk! Wszystko co stało na drodze matki do Potomka nagle się rozstępuje albo przewraca się uderzając w podłogę. Matka pędzi ratować dziecko! Wkłada palec do buzi Pisklęcia, żeby ocenić sytuację, niestety wpycha "to coś" jeszcze głębiej, Potomek ewidentnie sobie przestaje radzić z sytuacją. No to bach! Matka szybko odwraca gościa do góry nogami, klepiąc po pleckach. Niestety, to co pokazywano na szkole rodzenia w ramach kursu pierwszej pomocy , również nie przynosi pożądanych efektów! Niewiele myśląc, a może wlaśnie trzeźwo myśląc, matka chwyta dziecko za uda , trzymając Potomka głową w dół i próbuje wytrzepać przedmiot z niego , niczym ziemniaki z wora.... Trzy sekundy! Na ziemię wypada przedmiot oprawca! Potomek oddycha !! Żyje! Matka zapomina o zawale! Ufff... I co matka widzi ? Jej oczom ukazuje się kwadratowa, czarna podkładka filcowa ... Skąd na miłość boską??? Ano.... spod nogi fotela , jak się potem okazuje! Jak Potomek tego dokonał? Jak zdołał wygrzebać swoimi malutkimi paluszkami spod nogi ciężkiego fotela podkładkę? Zagadka tygodnia....do tej pory nie do końca ogarnięta przez matkę. Teraz łatwo mi o tym pisać, ale potrzebowałam tygodnia, żeby na spokojnie móc to przetrawić. Wniosek ? Trzeba przygotować teren bardziej precyzyjnie. Co też zostało wykonane. Przyznam, że zaskoczył mnie zbyt szybki jak dla mnie rozwój motoryczny mojego dziecka. Po ochłonięciu, otarciu łez i wytarciu czoła z potu, matka zebrala Potomka i udała się do najbliższego sklepu w celu zakupienia zabezpieczeń, a tak na prawdę chyba poczuła potrzebę pooddychania świeżym powietrzem po tym traumatycznym wydarzeniu. Teren znów będzie bezpieczny. Gniazdka zaślepione, narożniki opatrzone nakładkami, fotel i krzesła poza zasięgiem młodego członka rodziny.
Wtorek - badanie zagrożeń ze strony mieszkania - ciąg dalszy. Baczna obserwacja zachowań młodocianego terrorysty. Znów wszystko wygląda doskonale. Matka opanowała sytuację, czuje się dumna. Potomek zapomniał też traumę dnia wczorajszego. Udajemy się więc na rehabilitację, gdzie słyszymy ochy i achy na temat tego, w jak fantastycznie szybki sposób znika nam wzmożone napięcie i jaki cudowny wplyw mają wykonywane ćwiczenia! Wszystko pięknie.. tylko matka musi przyznać, że ostatnio w ogóle z Potomkiem nie ćwiczyła, zaniedbała się strasznie, ale to dlatego, że mały terrorysta podczas tychże ćwiczeń wydawał z siebie dźwięki tak bardzo drażniące ucho matki, że ta po prostu traciła cierpliwość. Aby uniknąć rękoczynów postanowiła , że zrobi sobie i Potomkowi urlop od ćwiczeń. Taki króciutki..kilkudniowy. Ekhm..no dobra - miesięczny.... :) Rano postanowiła jednak przećwiczyć młodego Pisklaka, żeby sobie i jemu przypomnieć , o co w tym wszystkim chodziło. Włożyła stopery do uszu i dawaj. Ryk, krzyk, darcie w niebogłosy. Ale trudno, nie ma zmiłuj, jak trzeba to trzeba. Wchodząc na rehabillitacje od razu uprzedziła panią terapeutkę, że dzisiaj Potomek ma ewidentnie zły humor i na pewno będzie bardzo prostestował podczas ćwiczeń. Jasne... Potomek przy pani rehabilitantce nawet nie pisnął!!! Był potulny jak baranek. Nie wiem, może rozpierała go duma po zasłyszanych pochwałach :) No w każdym razie, znów odpadło nam jedno ćwiczenie, akurat to, którego Potomek i matka najbadziej nie lubili, za to zostaly nam same miłe czynności jak masaże, miziania, smyrania i takie tam :) Tak więc matka powraca znów na dobrą drogę i postanawia poprawę.
Środa - wszystko wskazuje na to, że teren znów można nazwać bezpiecznym. Potomek, co prawda odkrył, że istnieją poziomy wyższe niż czubek jego głowy , a co najfajniejsze, na tych poziomach znajdują się rzeczy, które można ściągać. A jaki przy tym ubaw, gdy coś spada i dudni o podłogę !! Hmm... Matka znów ma znak zapytania nad głową. Trochę wysiłku włożyła w przeorganizowanie przestrzeni, nie mało wysiłku włożyła także w aranżację gniazda, szkoda byłoby to zmieniać, decyzja zatem zostaje podjęta prawie natychmiastowo. Czas rozpocząć tresurę :) Nadszedł moment, aby Potomek zrozumiał, co oznacza formuła "nie wolno" wyartykułowana przez matkę dość stanowcznym głosem. Daję słowo ... mój pies był mądrzejszy od mojego dziecka. Po czterech powtórzeniach komendy załapał czego jego pani od niego wymaga. Natomiast Potomek, na wspomnianą sekwencję , odwraca głowę w stronę matki i rzuca złowieszczym uśmieszkiem powracając do wykonywania zakazanej czynności. Nieeeee! To nie na moją cierpliwość... to nie na moje zszargane nerwy!
Ale ok.. co nas nie zabije to nas wzmocni, matka nie lubi, gdy coś jej nie wychodzi, jest też bardzo ambitna, a więc postanawia wziąć się w garsteczkę, wrzucić luz w ramionka i przejąć kontrolę nad sytuacją. Spędza dużo czasu, przygotowując Potomka do życia i przeprowadzając ćwiczenia z komendą "nie wolno" :) Jedyny koszt jaki ponosi, to syf w mieszkaniu, którego nie ma czasu ogarnąć i lekko przypalony obiad. Sukces jest jednak coraz bardziej zauważalny, co dopinguje trenerkę do dalszych działań. Niestety.. wieczorem czar pryska. Po uśpieniu Pisklęcia, matka udaje się na relaks w łazience. W ciągu 30 minut Pisklę się budzi , interweniuje Ojciec Potomka. Matka słyszy , że chyba nie może sobie poradzić, początkowo zastanawia się, czy nie opuścić swojego azylu, jednak na zastanawianiu się kończy :) Po kolejnych 5 minutach sytuacja wygląda na opanowaną. W gnieździe znów nastaje błoga cisza. Po dokonaniu wszystkich czynności , mających na celu zachowanie przemijających już zresztą oznak młodości matka wyłania się z łazienki, niczym rusałka z wody, uśmiechnięta, zadowolona, zrelaksowana, można powiedzieć - wypoczęta. Zadaje pytanie Ojcu , spokojnie spoczywającemu na kanapie, co też takiego uczynił, że Potomek zamknął jadaczkę. Ojciec odpowiada, że podał mu resztkę mleka. Matka przyjmuje do wiadomości. Mija minuta. Matka ma przebłysk...zaraz... które mleko... którą resztkę ? Przecież dzisiejszego wieczoru nie została żadna resztka, gdyż Potomek najpierw wydoił stołówkę naturalną, a potem opróżnił stołówkę modyfikowaną do samiutkiego końca. Dopytuje więc Ojca o szczegóły. Ojciec odpowiada, że przecież matka przygotowała mleko i postawiła na komodzie koło łózeczka. Matka jeszcze chwilę myśli, a potem nagle wrzeszczy.... "TAK, ALE WCZORAJ !!!"......a wieczór zapowiadał się tak cudownie.....Tego , co się działo potem, nie będę opisywać, bo nie nadaje się to do publikacji. Nastąpiła dość nerwowa atmosfera, zaczęło się dopytywanie dr.Google o konsekwencję takich czynów, niektóre odpowiedzi nie były zbyt pocieszające. Nie wiadomo było, czy już się pakować do szpitala, czy może jeszcze poczekać, czy zrobić płukanie żołądka Potomkowi, czy może biczować siebie w ciemnym rogu pokoju za to nieodpowiedzialne zachowanie. Mineło ze dwie godziny, zanim Matka i Ojciec ochłonęli. Zaś Potomek nas zaskoczył - smacznie spał. Była to pierwsza noc, kiedy przespał do 5 rano bez żadnej pobudki ! Postanowiliśmy co wieczór podawać mu skisłe mleko ! :) (żart). Następnego dnia Potomek zrobił kilka kup więcej i na tym skończyła się jego reakcja na nieodpowiedzialne zachowanie jego szanownych rodziców. Biegunki nie było, wymiotów brak. Wygląda na to, że sytuacja znów zaczyna nosić miano "ogarniętej".
Niedziela - dzień Pański - mimo to matka postanawia zrobić porządek z kablami, uprzątnać mieszkanie, szczególną uwagę zwracając na przedmioty, które mogłyby stwarzać zagrożenie dla Potomka. Wydawało jej się, że wszystko ogarnęła...wydawało jej się ! :)
Poniedziałek - kocyk rozłożony, poduszki pod ławę wsadzone (zabezpieczenie hand made , które ma na celu zablokowanie wpełzania Potomka pod tenże mebel , czego konsekwencją jest uderzanie główką o spód ławy, cyklicznie i boleśnie, w rytmie disco. Czy moje dziecko chce mi coś powiedzieć???). Bujaczek, blokujący przesmyk między ławą i ścianą, przez który Potomek mógłby zwiać do przedpokoju, postawiony! Mata blokująca dojście do kwiatka - jest! Fotel blokujący przejście do kuchni i dojcie do kabli - na posterunku !Na pierwszy rzut oka, teren czysty i bezpieczny. Zatem Potomek ląduje na kocyku, dostaje zabawki, matka wygłasza prośbę, aby bawił się grzecznie i zabiera się za ogarnianie gniazda. Zbiera butelki z ławy, zmierza ku kuchni, aby dokonać dezynfekcji naczyń służących do karmienia. Czyniąc ten obowiązek zerka co chwilę jednym okiem na podłogę w pokoju dziennym. Sukces! Potomek posłuchał matki i grzecznie obczaja jednego z misiów, odkrywając z wielkim zaangażowaniem, że zabawka posiada metkę . Nagle matka słyszy dziwne harczenie. Zerka w stronę podłogi - Potomka brak, szybko wodzi oczami po pokoju szukając zguby. JEST! Ale co widzi? Jezusie Świebodziński - Potomek leży przy fotelu i ewidentnie czymś się dławi! Pęd ! Krzyk! Wszystko co stało na drodze matki do Potomka nagle się rozstępuje albo przewraca się uderzając w podłogę. Matka pędzi ratować dziecko! Wkłada palec do buzi Pisklęcia, żeby ocenić sytuację, niestety wpycha "to coś" jeszcze głębiej, Potomek ewidentnie sobie przestaje radzić z sytuacją. No to bach! Matka szybko odwraca gościa do góry nogami, klepiąc po pleckach. Niestety, to co pokazywano na szkole rodzenia w ramach kursu pierwszej pomocy , również nie przynosi pożądanych efektów! Niewiele myśląc, a może wlaśnie trzeźwo myśląc, matka chwyta dziecko za uda , trzymając Potomka głową w dół i próbuje wytrzepać przedmiot z niego , niczym ziemniaki z wora.... Trzy sekundy! Na ziemię wypada przedmiot oprawca! Potomek oddycha !! Żyje! Matka zapomina o zawale! Ufff... I co matka widzi ? Jej oczom ukazuje się kwadratowa, czarna podkładka filcowa ... Skąd na miłość boską??? Ano.... spod nogi fotela , jak się potem okazuje! Jak Potomek tego dokonał? Jak zdołał wygrzebać swoimi malutkimi paluszkami spod nogi ciężkiego fotela podkładkę? Zagadka tygodnia....do tej pory nie do końca ogarnięta przez matkę. Teraz łatwo mi o tym pisać, ale potrzebowałam tygodnia, żeby na spokojnie móc to przetrawić. Wniosek ? Trzeba przygotować teren bardziej precyzyjnie. Co też zostało wykonane. Przyznam, że zaskoczył mnie zbyt szybki jak dla mnie rozwój motoryczny mojego dziecka. Po ochłonięciu, otarciu łez i wytarciu czoła z potu, matka zebrala Potomka i udała się do najbliższego sklepu w celu zakupienia zabezpieczeń, a tak na prawdę chyba poczuła potrzebę pooddychania świeżym powietrzem po tym traumatycznym wydarzeniu. Teren znów będzie bezpieczny. Gniazdka zaślepione, narożniki opatrzone nakładkami, fotel i krzesła poza zasięgiem młodego członka rodziny.
Wtorek - badanie zagrożeń ze strony mieszkania - ciąg dalszy. Baczna obserwacja zachowań młodocianego terrorysty. Znów wszystko wygląda doskonale. Matka opanowała sytuację, czuje się dumna. Potomek zapomniał też traumę dnia wczorajszego. Udajemy się więc na rehabilitację, gdzie słyszymy ochy i achy na temat tego, w jak fantastycznie szybki sposób znika nam wzmożone napięcie i jaki cudowny wplyw mają wykonywane ćwiczenia! Wszystko pięknie.. tylko matka musi przyznać, że ostatnio w ogóle z Potomkiem nie ćwiczyła, zaniedbała się strasznie, ale to dlatego, że mały terrorysta podczas tychże ćwiczeń wydawał z siebie dźwięki tak bardzo drażniące ucho matki, że ta po prostu traciła cierpliwość. Aby uniknąć rękoczynów postanowiła , że zrobi sobie i Potomkowi urlop od ćwiczeń. Taki króciutki..kilkudniowy. Ekhm..no dobra - miesięczny.... :) Rano postanowiła jednak przećwiczyć młodego Pisklaka, żeby sobie i jemu przypomnieć , o co w tym wszystkim chodziło. Włożyła stopery do uszu i dawaj. Ryk, krzyk, darcie w niebogłosy. Ale trudno, nie ma zmiłuj, jak trzeba to trzeba. Wchodząc na rehabillitacje od razu uprzedziła panią terapeutkę, że dzisiaj Potomek ma ewidentnie zły humor i na pewno będzie bardzo prostestował podczas ćwiczeń. Jasne... Potomek przy pani rehabilitantce nawet nie pisnął!!! Był potulny jak baranek. Nie wiem, może rozpierała go duma po zasłyszanych pochwałach :) No w każdym razie, znów odpadło nam jedno ćwiczenie, akurat to, którego Potomek i matka najbadziej nie lubili, za to zostaly nam same miłe czynności jak masaże, miziania, smyrania i takie tam :) Tak więc matka powraca znów na dobrą drogę i postanawia poprawę.
Środa - wszystko wskazuje na to, że teren znów można nazwać bezpiecznym. Potomek, co prawda odkrył, że istnieją poziomy wyższe niż czubek jego głowy , a co najfajniejsze, na tych poziomach znajdują się rzeczy, które można ściągać. A jaki przy tym ubaw, gdy coś spada i dudni o podłogę !! Hmm... Matka znów ma znak zapytania nad głową. Trochę wysiłku włożyła w przeorganizowanie przestrzeni, nie mało wysiłku włożyła także w aranżację gniazda, szkoda byłoby to zmieniać, decyzja zatem zostaje podjęta prawie natychmiastowo. Czas rozpocząć tresurę :) Nadszedł moment, aby Potomek zrozumiał, co oznacza formuła "nie wolno" wyartykułowana przez matkę dość stanowcznym głosem. Daję słowo ... mój pies był mądrzejszy od mojego dziecka. Po czterech powtórzeniach komendy załapał czego jego pani od niego wymaga. Natomiast Potomek, na wspomnianą sekwencję , odwraca głowę w stronę matki i rzuca złowieszczym uśmieszkiem powracając do wykonywania zakazanej czynności. Nieeeee! To nie na moją cierpliwość... to nie na moje zszargane nerwy!
Ale ok.. co nas nie zabije to nas wzmocni, matka nie lubi, gdy coś jej nie wychodzi, jest też bardzo ambitna, a więc postanawia wziąć się w garsteczkę, wrzucić luz w ramionka i przejąć kontrolę nad sytuacją. Spędza dużo czasu, przygotowując Potomka do życia i przeprowadzając ćwiczenia z komendą "nie wolno" :) Jedyny koszt jaki ponosi, to syf w mieszkaniu, którego nie ma czasu ogarnąć i lekko przypalony obiad. Sukces jest jednak coraz bardziej zauważalny, co dopinguje trenerkę do dalszych działań. Niestety.. wieczorem czar pryska. Po uśpieniu Pisklęcia, matka udaje się na relaks w łazience. W ciągu 30 minut Pisklę się budzi , interweniuje Ojciec Potomka. Matka słyszy , że chyba nie może sobie poradzić, początkowo zastanawia się, czy nie opuścić swojego azylu, jednak na zastanawianiu się kończy :) Po kolejnych 5 minutach sytuacja wygląda na opanowaną. W gnieździe znów nastaje błoga cisza. Po dokonaniu wszystkich czynności , mających na celu zachowanie przemijających już zresztą oznak młodości matka wyłania się z łazienki, niczym rusałka z wody, uśmiechnięta, zadowolona, zrelaksowana, można powiedzieć - wypoczęta. Zadaje pytanie Ojcu , spokojnie spoczywającemu na kanapie, co też takiego uczynił, że Potomek zamknął jadaczkę. Ojciec odpowiada, że podał mu resztkę mleka. Matka przyjmuje do wiadomości. Mija minuta. Matka ma przebłysk...zaraz... które mleko... którą resztkę ? Przecież dzisiejszego wieczoru nie została żadna resztka, gdyż Potomek najpierw wydoił stołówkę naturalną, a potem opróżnił stołówkę modyfikowaną do samiutkiego końca. Dopytuje więc Ojca o szczegóły. Ojciec odpowiada, że przecież matka przygotowała mleko i postawiła na komodzie koło łózeczka. Matka jeszcze chwilę myśli, a potem nagle wrzeszczy.... "TAK, ALE WCZORAJ !!!"......a wieczór zapowiadał się tak cudownie.....Tego , co się działo potem, nie będę opisywać, bo nie nadaje się to do publikacji. Nastąpiła dość nerwowa atmosfera, zaczęło się dopytywanie dr.Google o konsekwencję takich czynów, niektóre odpowiedzi nie były zbyt pocieszające. Nie wiadomo było, czy już się pakować do szpitala, czy może jeszcze poczekać, czy zrobić płukanie żołądka Potomkowi, czy może biczować siebie w ciemnym rogu pokoju za to nieodpowiedzialne zachowanie. Mineło ze dwie godziny, zanim Matka i Ojciec ochłonęli. Zaś Potomek nas zaskoczył - smacznie spał. Była to pierwsza noc, kiedy przespał do 5 rano bez żadnej pobudki ! Postanowiliśmy co wieczór podawać mu skisłe mleko ! :) (żart). Następnego dnia Potomek zrobił kilka kup więcej i na tym skończyła się jego reakcja na nieodpowiedzialne zachowanie jego szanownych rodziców. Biegunki nie było, wymiotów brak. Wygląda na to, że sytuacja znów zaczyna nosić miano "ogarniętej".
piątek, 4 stycznia 2013
Witamy w Nowym Roku.
To, że Potomek się zepsuł i przestał byc idealny, to już wiemy... ale teraz dowiemy się, że i matka się zepsuła i na pewno nie jest idealna. A tak bardzo chciała być ! Ale życie ją przerosło. Żyje resztkami cierpliwości, jest o krok od wyrwania sobie wszystkich włosów, obgryzienia wszystkich paznokci i tłuczenia łysą głową w ścianę lub kaloryfer :) Już nawet grozi Potomkowi, że zemści się za te "wszystkie guzy i siniaki" (pamiętacie ten "przebój" Dżipago :) ? )Potomek refren już zna ! Za kilkanaście lat, kiedy Potomek odkryje jak to świetnie jest pospać sobie rano, jak cudownie przytulić głowę do podusi, przykryć się ciepłą kołderką i oddać się w objęcia Orfeusza , z premedytacją będę go budzić o 4 nad ranem, przysięgam !! Zemszcze się !!
Żeby dalej pokazać wielką krzywdę matki :) trzeba nadmienić, iż Potomek osiągnął kolejny szczebel w swojej niemowlęcej karierze i rozpoczął przemieszczanie się. Czołga się jak żołnierz w okopach. Niby śmieszne, niby urocze, niby na tyle cudowne, że pokusiliśmy się o urządzenie zawodów Potomkowi (czy szybciej doczołga się do pilota czy komputera :) ), a jednak wykańczające. Nie ma juz takiej możliwości, żeby zostawić go samotnie w jednym pomieszczeniu i spędzić 5 minut w innym. Już są pierwsze guzy. Do tego Potomek ma jakieś dziwne zamiłowanie do kabli. Nawet nasz pies sobie je odpuszczał jako szczenię, wolał gryźć ściany. Nie przeżyliśmy tego z czworonogiem, to przeżyjemy z Potomkiem. Uwielbia gryźć kable.... pół biedy jeśli to kabel telefoniczny.. gorzej jeśli jest to np kabel od włączonego odkurzacza, za którym Pisklę podąża z taką zażartością i opętaniem, że dawno nie widziałam kogoś tak nawiedzonego :)
W dzień orka, w nocy harówka ....cudowny nowy rok, świetnie że wpadłeś . Ale spadaj już na bambus i pozwól mi się wyspać :)
Żeby dalej pokazać wielką krzywdę matki :) trzeba nadmienić, iż Potomek osiągnął kolejny szczebel w swojej niemowlęcej karierze i rozpoczął przemieszczanie się. Czołga się jak żołnierz w okopach. Niby śmieszne, niby urocze, niby na tyle cudowne, że pokusiliśmy się o urządzenie zawodów Potomkowi (czy szybciej doczołga się do pilota czy komputera :) ), a jednak wykańczające. Nie ma juz takiej możliwości, żeby zostawić go samotnie w jednym pomieszczeniu i spędzić 5 minut w innym. Już są pierwsze guzy. Do tego Potomek ma jakieś dziwne zamiłowanie do kabli. Nawet nasz pies sobie je odpuszczał jako szczenię, wolał gryźć ściany. Nie przeżyliśmy tego z czworonogiem, to przeżyjemy z Potomkiem. Uwielbia gryźć kable.... pół biedy jeśli to kabel telefoniczny.. gorzej jeśli jest to np kabel od włączonego odkurzacza, za którym Pisklę podąża z taką zażartością i opętaniem, że dawno nie widziałam kogoś tak nawiedzonego :)
W dzień orka, w nocy harówka ....cudowny nowy rok, świetnie że wpadłeś . Ale spadaj już na bambus i pozwól mi się wyspać :)
poniedziałek, 24 grudnia 2012
Wesołych Świąt ! :)
Jak w temacie ! Dużo spokoju, odpoczynku i radości!
A takie życzenia dostał Potomek :
"Kochanie! Życzymy Ci, aby pierwsze w Twoim życiu święta przebiegały spokojnie i radośnie, aby te dni odznaczały się cudownym czterozębnym uśmiechem, a rozpulchnione dziąsełka oczekujące na kolejne białe ząbki, na moment przestały swędzieć i pobolewać! Aby Twoje zabawki nie rozpadły się podczas kolejnej edycji stukania o podłogę , a jeśli tak się stanie, to by te nowe, znalezione pod drzewkiem były bardziej wytrzymałe od dotychczasowych. Aby Twój brzuszek był zawsze pełny , a pałaszowanie przepysznych potraw wigilijnych przez Twoją mamę nie przeszkodziło Ci w radosnym świętowaniu. Obyś tryskał humorkiem i rozsyłał nam wspaniałe całuski. Duuużo śniegu! Być może wówczas Tata spełni zachciankę Mamy (w Twoim imieniu) , kupi Ci pierwsze sanki i zabierze na długi spacer. Razem z Tatą życzymy Ci, abyś chociaż na te kilka dni pokochał swoje łóżeczko i pozwolił nam, Twoim rodzicom , wygodnie się wyspać. I najważniejsze - abyś , dziwnym zbiegiem okoliczności (potocznie zwanym "pechem") nie dostał katarku na dzień przed świętami, gdyż Twoja matka też chciałaby sobie odpocząć w te radosne , cudowne, zazwyczaj spędzane w rodzinnej atmosferze, przy suto zastawionych stołach , Święta Bożego Narodzenia ! Bardzo Cię kochamy !!!"
A takie życzenia dostał Potomek :
"Kochanie! Życzymy Ci, aby pierwsze w Twoim życiu święta przebiegały spokojnie i radośnie, aby te dni odznaczały się cudownym czterozębnym uśmiechem, a rozpulchnione dziąsełka oczekujące na kolejne białe ząbki, na moment przestały swędzieć i pobolewać! Aby Twoje zabawki nie rozpadły się podczas kolejnej edycji stukania o podłogę , a jeśli tak się stanie, to by te nowe, znalezione pod drzewkiem były bardziej wytrzymałe od dotychczasowych. Aby Twój brzuszek był zawsze pełny , a pałaszowanie przepysznych potraw wigilijnych przez Twoją mamę nie przeszkodziło Ci w radosnym świętowaniu. Obyś tryskał humorkiem i rozsyłał nam wspaniałe całuski. Duuużo śniegu! Być może wówczas Tata spełni zachciankę Mamy (w Twoim imieniu) , kupi Ci pierwsze sanki i zabierze na długi spacer. Razem z Tatą życzymy Ci, abyś chociaż na te kilka dni pokochał swoje łóżeczko i pozwolił nam, Twoim rodzicom , wygodnie się wyspać. I najważniejsze - abyś , dziwnym zbiegiem okoliczności (potocznie zwanym "pechem") nie dostał katarku na dzień przed świętami, gdyż Twoja matka też chciałaby sobie odpocząć w te radosne , cudowne, zazwyczaj spędzane w rodzinnej atmosferze, przy suto zastawionych stołach , Święta Bożego Narodzenia ! Bardzo Cię kochamy !!!"
Potomek też przesyła wszystkim uśmiech hipnotyzując spojrzeniem :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
