środa, 29 stycznia 2014

Wyniki Konkursu karnawałowego!!

Było ciężko...z kilku powodów, raz że matka musiała znosić fochy "maszyny losującej", dwa, że maszyna kompletnie nie chciała współpracować, a trzy....wszystkie zdjęcia były tak cudowne, że serce z jednej strony raduje się z wygranych i nagrodzonych,  a z drugiej głęboko ubolewa nad tym, że nagród nie wystarczyło dla wszystkich! Ale... no cóż.. trudno.. matka mogła się liczyć z tym, że po konkursie wpadnie w deprechę, zanim go ogłosiła.

Zaczęliśmy od przedstawienia Szanownemu Jury wszystkich uczestników :

Od razu został wybrany pierwszy zwycięzca!

Następnie przyszła kolej na drugiego zwycięzce: 

I kolejnego : 

Potomek buntuje się po raz pierwszy : 

Po usilnych próbach zachęcenia gościa do zabawy, dochodzę do wniosku, że czas przenieść wszystkich uczestników w inne miejsce : 

Niestety reakcja jest taka : 

a potem taka : 

Po 10 minutach Potomek okazuje kompletny brak szacunku :

i pokazuje gdzie ma moje prośby i zachęty:


Wpadam więc na pomysł : 

i działa !! na chwilę, ale dzięki temu mamy kolejnych zwycięzców : 







Resztę roboty musiałam wykonać sama :) 

Zatem po traumatycznym obradowaniu Szanownego Jury uroczyście ogłaszam listę zwycięzców : 


 Bransoletki Gaami trafiają do : 
Justyny Adamskiej i Patrycji 


Książkę Ewy Bauer "Kruchość jutra" zdobywają 
(w zasadzie to mama zdobywa) : 
Ania Bąkowska i Filip 

Książkę Ewy Bauer "W nadziei na lepsze jutro" odbierze : 
Ania Strączek , która pokazała dzielnego strażaka Franka. 




Książeczka "Bałagan" ufundowana przez Klubo Księgarnię z Krakowa trafia do : 
Agnieszki Kolesińskiej i Mai



Niespodziankę 3D od Tree D Solutions otrzymują : 
Emilia Rosik i Oskarek 




Podgrzewacz do butelek pojedzie do : 
Agaty Jagodzińskiej i Franka 


Kupon rabatowy od mamidadi.pl wygrały:
Asia Łączkowska i Natalka 


Kupon rabatowy wraz z darmową dostawą otrzymują : 
Magda Kus i Wojtuś 


Naklejka ścienna od Wnętrze dla Smyka wędruje do : 
Irminy Jaskuły i Natanka 


Naklejki motywacyjne od MaMy Kalendarz wygrywają : 
Justyna Ostapiuk i Marcelinka 


"Pan Pierdziołka..." od Matki Polki trafia do : 
Ani Wichowskiej i Ignasia



Są też nagrody specjalne, przyznane dla najbardziej urzekających przebierańców. Są to kupony rabatowe od Papijonek. 

Tutaj wybór był piekielnie trudny, ale wspólnie z fundatorem nagrody zadecydowałyśmy ( babskie grono w pełnej krasie, a najważniejszy głos miały dwie urocze księżniczki), że kupony powędrują  do : 

Małgorzaty Surmaj i Eryka 

oraz do
 Małgorzaty Śliwińskiej i Nadii : 

GRATULACJE! 

Wszystkim uczestnikom okrutnie dziękuję za zainteresowanie konkursem.
Gdyby nie Wy, nie byłoby zabawy! 
Nie odbyłaby się ona także bez Szanownych Sponsorów, którym po stokroć dzięki za umożliwienie zorganizowania całej akcji.

Zwycięzców proszę o kontakt, w celu uzyskania szczegółowych informacji na temat odbioru nagrody. 

Dziękówka !!!
Buziaki
MPP
















piątek, 24 stycznia 2014

Wpuścić czy nie wpuścić ? Czyli życiowe rozterki niczym u Szekspira....

Co roku ten sam dylemat..... Wpuścić czy udawać, że nikogo nie ma ? Wyemigrować lokalnie w tym czasie z domu? Czy może być człowiekiem i nad drugim się nie znęcać ?

Matka pochodzi z rodziny bogobojnej... Oj.. tak....! Jakby  tylko Dziadek Potomka dowiedział się, że takie farmazony tu Matka wypisuje i to publicznie, bezwstydnica jedna, to by ją wydziedziczył i zapomniał po wsze czasy. Ale tak się jakoś złożyło , dziwnym trafem, że za bracią kościelną nie przepada. Wyznaję prostą filozofię ( Bóg - tak, panowie w sukienkach - nie), choć sprzeczna jest ona z wiarą, w której matkę wychowano, przyznaję. Jednak z tych czy innych powodów, których opisywać nie będę, po prostu nie czuję potrzeby utrzymywania kontaktu ze Stwórcą za pośrednictwem tych Panów. Są też Panie łączniczki, ale do nich, póki co,  nic nie mam  :) Chociaż pamiętam taką jedną starą raszplę w czarnym welonie, dzięki której o mały włos nie skończyłam z odstającymi na całe życie uszami, a właściwie to jednym uchem ( to bym dopiero była "łoryginalna"). Umówmy się jednak, że nie trzeba chodzić w czerni , żeby być wredną babą, więc .. darowałam.. zapomniałam.. nie ma tematu. Zdarzenie było jednorazowe, kary za grzech nie będzie.

Tak więc dzisiaj sądny dzień.... Cytując klasyka :P :  "Ksiądz proboszcz już się zbliża, już puka do mych drzwi...".
Od rana smsy od sąsiadów :
"Przyjmujesz???"
Cholera :D nie wiedziałam, że aż takie poruszenie w bloku nastąpi :) o 10 rano nie wiedziałam jeszcze jakie będzie moje nastawienie wieczorem do tej sprawy.
 "Pożycz krzyż" - to mnie położyło na łopatki .

Poszła matka grzebać w szafie, by poszukać krucyfiksu. Zajęło jej to chwilę.. o .. got ya!.. dobra... nie jest źle.. nawet nie zakurzony , no i gitara jak to mówią starsi koledzy Potomka z dzielni . Drogi klerze, zbliżasz się coraz bardziej do mych progów, jest szansa w każdym razie. I tak oto, patrząc na to zawiniątko, sięgnęła myślami wstecz i przypomniała jej się pewna historia.

Kilka lat temu, gdy Matka wprowadziła się do swojego poprzedniego mieszkania, będąc jeszcze powabną studentką, akurat przyszedł czas kolędy. Jako, że dziewczę z matki było wówczas figlarne, może nawet jeszcze nie tak antyklerykalne jak dziś, ale diabeł w dupie siedział, to nie zauważyło kartki na drzwiach, że za parę godzin ksiądz proboszcz wybiera się do niej w gościnę. Niechcący , w tym samym dniu, ojciec Matki a Dziadek Potomka, przybył również w odwiedziny. I ten oczywiście kartkę nie tylko zauważył, ale  i przeczytał. Wchodzi dumnie do mieszkania i jeszcze w progu pyta:

"Ksiądz był ??!!!!"
"Jaki ksiądz?Tu? A po co?"
"Dziecko....." - mina nietęga...oj , kiepsko matulu, kiepsko..."No ksiądz...z parafii... kolędę masz dzisiaj!"
"Jaką kolędę ??? Tatoooooo... ale ja świeczki to mam tylko zapachowe, nie mam kropidła.. pieniędzy.....no i co najważniejsze, wody święconej " :D :D :D "Bałagan mam tu, o ! zobacz jaki! no jak?? nieee.... zgaszę światło , posiedzimy, przeczekamy....co?" Sama nie wierzyłam chyba w to , co mówiłam.
"Jak to nie masz kropidła??????????? A to do kościoła nie chodzisz, taaaaak???? Jakbyś chodziła, to byś miała wodę święconą !!! " toż zabłysnął intelektem Skubaniec :P, nie ma co....  no i zbulwersował się okrutnie :) Pomyślał chwilę, para z uszu całkiem wyleciała .... Mówi ...."Dobra, będzie bez kropidła, zrozumie.. wode wlej z kranu - poświęci. Daj krzyż!!".

Żesz psia kostka, motyla noga, i wszystkie inne owady i ssaki..... Krzyż ???????? No toś poleciał stary.  Mam jeden.. z bierzmowania, nawet ładny, taki delikatny .. ale hmm...nie wożę go ze sobą, no ludzie... Gdybym miała wówczas  takich wspaniałych sąsiadów, jakim ja jestem obecnie ( no co .. posłodzić zawsze sobie można, nie ? ) to bym skroiła krzyż w 5 minut, tata nawet by nie zauważył, że to nie mój, tylko pożyczony, no ale szczęście mi wówczas nie dopisało i musiałam stawić czoła rzeczywistości.
"Dziadku przyszłego Potomka, nie posiadam krzyża w domu." ... i tu pominę opis sytuacji, trwało to z 15 minut, uratował mnie przed ostatecznym skarceniem i umoralniającą gadką trwającą godzinami wspomniany wcześniej watykański gangsta.
Wszedł do burdelu ( jak to brzmi), na oburzającą opowieść Dziadka Potomka o braku kropidła, z walizki wyciągnął swoje prywatne, odwalił co miał do odwalenia, w końcu wody nie poświęcił, bo nikt już o tym nie pamiętał ( że też go nie zdziwiło, że kropidła brak, a wodę święconą posiadam...) , popisał coś sobie w kajecie, zgarnął kasę od Dziadka i poszedł. A .. no własnie.... koperty też brakło, ale nie rozumiem jak mój Szanowny Ojciec mógł oczekiwać, że w domu studenckim odnajdzie kopertę .... Po co studentowi czysta koperta? U mnie były tylko te po rachunkach za prąd .

Skutek tego wydarzenia był taki, że parę miesięcy później , pod choinka w ramach prezentu , Matka odnalazła... tak!!!!!..... mini zestaw do przyjmowania księdza po kolędzie :) Takoż i mam kropidło, mam też dwa świeczniki ze świeczkami,  które mają jakąś swoją fachową  nazwę zapewne, mam krzyż stojący i naczynie na wodę święconą ! :D

Styczeń , parę lat później... Matka w objęciach Ojca Potomka. Puk puk....rozlega się stukanie do drzwi. I co ja paczę ???  Miniaturki watykańskiego gangsta w białych komżach. Shit happens... Co robić ? Ojciec cicho mówi na ucho : "Wpuścić, bo ślubu nie da ! " :D
"No, a Ciebie to jak tu wytlumaczę, hę??"
"Zna brata???"
"Nie."
"To pozna!"

Styczeń 3 lata później ...nowe lokum, ta sama parafia... Matka z brzuchem krząta się po domu. Stuk puk.... Ciążowy mózg Matki już dawno sobie odszedł w siną dal, ale ciąg skojarzeń pozostał w pamięci : styczeń, wieczór, choinka świeci, stuk puk, w tle słychać zawodzenie "przybieżeli..."...  dżiiiiiiiiizzzzzzzz..... znowu oni? Co robić ??? Ojciec: "Wpuść , bo nie ochrzczą! " :)

Dwa lata  później...

Matka się nastawiła, kartkę przeczytała, na necie sprawdziła jeszcze raz , upewniając się, kiedy ma gości, posprzątała, koperta jest, zestaw do przyjmowania kolędy gotowy, 10 minut temu oddany przez sąsiadkę z dołu, zatem emocje rosną, Matka oczekuje... Bo Matka to trochę taki człek, że boi się odmówić. A i Panowie w czerni z miejscowej parafii nie zaleźli jej za skórę, nie zaglądają do portfeli, głośno o kasę się nie dopominają, pomagają najbiedniejszym, robią zbiórki, organizują dla dzieciaków różne dodatkowe zajęcia, bez niemoralnych propozycji, takie poczciwe czarne watykańskie gangsta, więc jak już zajdzie drogę to Matka nie splunie, tylko uszanuje... A i na starość Matka mięknie, to pomyślała, że w tym roku cyrku nie odstawi. A poza tym, z Potomkiem ciężko się ukrywać, bo To przecież czujniejsze niż kundel jest, i choćby nie wiem ile bajek obiecywała, ile ciastek dawała i kusiła najlepszymi smakołykami, to i tak paszczy nie zamknie, gdy  ktoś puka do drzwi.
Pojawia się jednak kolejny dylemat. Ile dać ?

Ojciec: "daj dychę ! "
"Oci .. ochu.. oszalałeś???"
"Ślub masz?"
"Mam."
"Ochrzcili?"
"Taaaa..."
"To nic już więcej od nich  nie chcemy...Daj dychę !"

Wyglądam przez wizjer.. o ... miniaturki w komżach już zagospodarowali klatkę.

"E...chłopaki! Macie wodę?"
"Nie prze pani, skończyła się, bo nikt tu nie miał swojej"

Kurna chata.... jakbym mieszkała na parterze, to by nie było problemu. Znowu wyjdę na nieprzygotowaną bezbożnicę, no ale najważniejsze , że kropidło jest :) I krzyż! :)

Wchodzi gangsta. Nawet sympatyczny. Nowy . Nie widziałam go jeszcze. Potem się okazało, że nie taki nowy, bo od sierpnia pracuje w okolicy, no ale.. nie widziałam , to dla mnie NOWY :)


"Woda z kranu prze księdza" mówię.
"Kranówka? Takie lubię najbardziej!"
"Mogę zapodać Żywca jak ksiądz woli."
"Nie trzeba, z takiej też można zrobić świętą."

Luz w ramionka, jedziemy z koksem. Potomek patrzy i z osłupienia wyjść nie może :)

Matka się zestresowała.. klęka się , czy się nie klęka .. ??? Dziadek Potomka to by wiedział .... a tu...? zero kultury i obyczajowości w tym domu. Jedno dłubie w nosie, drugie kręci koła dużym palcem u stopy po podłodze, i ja... chciało by się rzec, cała na biało.. ale nie.. cała czerwona.. Kleknąć do jasnej ciasnej, czy nie??

Watykański gangsta rozgląda się po pokoju.. Cholera, szuka krzyża.. prze księdza.. na stole stoi.. z zestawu.. Dziadek ofiarował, piękny jest! U nas nic innego nie uświadczysz, chociaż kiedyś w ramach prezentu , zaraz po ślubie, dostaliśmy Matkę Boską patronkę Płodności od teścia, no ale niestety zamknęłam ją w szafie, bo o dzieciach wtedy nie myślałam. Mogę wyjąć.... Momencik.  Nie wiem już , czy powiedziałam to głośno, czy tylko pomyślalam, ale nagle człowiek w czarnej kiecce mówi :  "Spokojnie!" . Taka sytuacja ....

Potem już było tylko gorzej. Najpierw Ojciec Potomka rozgaworzył się o jakimś wymienianiu się kolegami i matkami, gdy ja tymczasem biłam w myślach głową o mur....Zestresował się chłopak i chyba mu siadło na mózg już totalnie. "Dziwnie mówisz" zripostował "czarny". Toż to ja tyle lat powtarzam!! To nic nowego prze księdza. Ja mam tak na co dzień i muszę z tym żyć !
Potem wygłaszał peany o tym, jak to nam się świetnie powodzi , a ja przed oczami miałam tylko tą przysłowiową dychę w kopercie.....Wstyd...Trzeba chyba po kryjomu dorzucić jeszcze z pięć razy tyle , skoro tak świetnie nam się wiedzie.
A na koniec, jak już Księdzu był jedną nogą za drzwiami , mając zapewne w pamięci wcześniejszą rozmowę o toalecie, mój mąż, moja druga połówka, ojciec mojego dziecka , 30 letni , wydawałoby się, inteligentny mężczyzna i przyszłość narodu, z dumą ogłosił..."Nie chce się ksiądz wysikać przed wyjściem,? Bo nie wiadomo, czy ktoś inny pozwoli."

Noż ja cię pierdzielę...
I nie wiem z kim życie jest łatwiejsze? Z Dziadkiem czy z Ojcem.....

Tak oto, w "kilku" słowach Matka streściła Wam część swojego marnego żywota :) Nie wiem czy dotrwaliście do końca :) W każdym razie, dziękuję za uwagę.
:)
I miłego weekendu. Z Bogiem :)

Czekam na foty konkursowe!! Jeszcze chwilka i koniec zabawy !!














czwartek, 23 stycznia 2014

Z wizytą u.....

Konkurs w toku, a matka w międzyczasie szlaja się tu i ówdzie :) Opisze Wam jedną z milszych wizyt, która miała miejsce na początku stycznia.

Od razu zaznaczę, że nie jest to post sponsorowany! Gdyż Matka w komerchę nie leci .

Będę pisać o miejscu, które na prawdę bardzo mi przypadło do gustu i z tegoż to powodu chcę zachęcić  mieszkańców Krakowa , a także odwiedzających miasto  turystów do skorzystania z gościnności przesympatycznej właścicielki owej przestrzeni.

Podczas poszukiwań sponsorów do konkursu nawiązałam znajomość z Sylwią Strzelecką, właścicielką Klubo Księgarni, mieszczącej się na krakowskim Kazimierzu, która to bez zbędnych formalności i "niewiadomojakich" znajomości zgodziła się zostać fundatorem nagrody i , jak już pewnie wiecie, ofiarowała na rzecz konkursu książeczkę "Bałagan". To okrutnie fajna i ciepła osoba, która urzekła nie tylko mnie :)

Pewnej soboty wybraliśmy się z Potomkiem po odbiór rzeczonej książeczki.

Miejsce do którego weszłam okazało się być przytulną, niewielką kawiarenką z szeregiem regałów, małym barkiem na końcu sali  i kilkoma stolikami , obok których dziarsko stoją wygodne fotele od Button Design (są na prawdę super wygodne !!). Pachniało świeżo parzoną kawą ...mmmmm.....raj dla duszy matki :)
W ogóle, bardzo urzekł mnie wystrój tego miejsca, widać, że ktoś miał pomysł i włożył w to kupę serca. Jako projektant zwracam na to uwagę i powiem szczerze, w tym przypadku  nie zawiodłam się, bo lokal trafia w mój gust. Czułam się tam bardzo dobrze, ciepło i tak.. po domowemu :)
To taka miejscówka, w której można schować się przed mrozem i zimnem, napić gorącej herbaty czy kawy, przy okazji zagłębiając się w wybranej przez siebie i dla siebie lekturze.  A księgozbiór jest dość bogaty i myślę, że zachwyci nawet najbardziej wybrednego czytelnika. Poza tym Sylwia okazuje się być niezłym głosem doradczym, zna dobrze każdą książkę, którą oferuje.
Moją uwagę oczywiście przykuły dwa regały, jeden z pozycjami dla dzieciaków i drugi z tematyką dotyczącą architektury i sztuki. Nie będę wymieniać konkretnych pozycji, gdyż chce Was zachęcić do odwiedzenia i samodzielnego zapoznania się z tym, co Klubo Księgarnia oferuje swoim gościom.
Jestem pewna, że każdy znajdzie tam coś dla siebie! Zapewniam , że jest w czym wybierać, a oferta jest interesująca i przede wszystkim niesztampowa.

Zapamiętajcie ten adres : Berka Joselewicza 9 !! Koniecznie !! Nie zawiedzie Was ! :)
My z pewnością  tam wrócimy !! 
Jeszcze raz dziękujemy za miłą gościnę !!! 

Potomek od razu zorientował się , który fotel jest najwygodniejszy.  
Obok niego - książeczka zapakowana w prezent od Klubo Księgarni dla Matki Polki - torbę materiałową :) 





Uroczo, prawda ? 

Na końcu sali znajduje się barek......


.....w którym możecie w bardzo rozsądnych cenach zamówić  : 



Zachęcam też do odwiedzenia bloga księgarni : http://kluboksiegarnia.blogspot.com/


Ciekawe kto z Was stanie się posiadaczem ufundowanej książeczki :) ??? Nie mogę się już doczekać wyników  ! 










sobota, 11 stycznia 2014

"Pan Kotek był chory i leżał w łóżeczku.." czyli Ojciec ma katar.

Mówi Wam coś hasło : Mężczyzna choruje??  :)
Na początek polecam fragment kabaretu Kasi Piaseckiej, najlepiej od 1:47 min.




Znacie to Panie ? NA PEWNO ! Ile jest mniej irytujących i dobijających rzeczy na świecie niż choroba naszego Rycerza ?? :)

Dzięki niejakiemu Polopowi ( dziękuję Ci mój drogi) w naszym domu zapanowała CHOROBA!
Tyle lat już żyje z Ojcem Potomka, ale przysięgam... za każdym razem, kiedy on choruje, ja mam ochotę wylecieć w kosmos.

***

-Ooo...aaaa... możesz dotknąć mojego czoła, bo chyba mam temperaturę??
-Termometr jest w apteczce.
- Nie chcę termometru, chcę żebyś dotknęła mojego czoła i powiedziała czy mam temperaturę.

... czy ja do cholery pijam rtęć zamiast kawy rankiem ???????????

dotykam czoła , zimne.

-Nie masz!
-Sprawdź jeszcze raz ! Umieram!
.................

Bierze termometr, mierzy, wyjmuje spod paszki... mina nietęga. 36,6....
-On chyba się zepsuł, ten termometr.. to nie możliwe....


***

-Zdycham! Przysięgam, że nigdy wcześniej tak źle się nie czułem!
(ma katar!)
- Mówiłeś to ostatnio.
- Wiem, że mówiłem , że zawsze mówię. Ale przysięgam, tak źle jeszcze nie było !


***
(moje ulubione :) )

- Wiesz, co jest najdziwniejsze w tej chorobie ????
- Nie mam pojecia. 
- Że katar mam tylko w jednej dziurce! <faktycznie... dramat!>

( 3 godziny później) 

- O nie !!!! teraz już mam w dwóch dziurkach !!!!!!! 

( no tragedia na skale II wojny światowej......!) 

***

- Mam taką prośbę ! <Matce już gorąco się robi> 
- Taaaa....
- Jakbyś tak przypadkiem, ale wiesz, no po drodze jak będziesz miała....przechodziła obok apteki, to czy mogłabyś mi kupić takie kropelki do nosa?
- Ale masz kropelki do nosa przecież.
- Ale nie działają.
- A inne zadziałają ?
- To kup takie, żeby zadziałały ....

***
( podałam Pacjentowi krople do nosa, które stosował Potomek w wielkiej chorobie) 
- Do niczego te krople !
(oezuuuuuu .. kolejne?????) 
- Dlaczego?
- Boli mnie po nich cały nos!!!

( nie dogodzisz) 

***
sms:

-Stoję w tej aptece już 25 minut !!! Umieram! Źle mi!
- To idź do innej. <to takie proste przecież !!!! O Ludu!!!>
- Nie ... poczekam jeszcze....

<LOL>




 FACET NIE CHORUJE !! FACET OD RAZU UMIERA !!!

W sumie, nie wiem z czego się tak śmieję. U nas w domu schemat jest dość prosty : chory Ojciec -> chory Potomek . Pierdzielę... wyprowadzam się.. Byle szybko, bo tyle szczęścia na raz chyba nie ogarnę.

Zapowiada się cudowny tydzień !




"H" jak Horror :)

Gdy Potomek się narodził wydawało się Matce, że jej świat uległ całkowitej przemianie. Żyła w tej błogiej nieświadomości rok, myśląc, że już jej nic nie zaskoczy. Uważała się za królową sytuacji, a na twarzy nosiła szyderczy uśmiech a'la "Schowajcie się wszyscy! Ha! Bo rządzę! "

Jakże się myliła :)

Potomek skończył rok, Matka podjęłą decyzję o stopniowym powrocie do pracy, którą wielce wielbi ( poważnie ) i której przez ten czas bardzo jej brakowało. Akurat trwał okres wakacyjny, a jedna z Potomkowych cioć była dyspozycyjna czasowo. Zaistniała możliwość sprzedawania Pisklęcia na kilka godzin dziennie, a co najlepsze - wyprowadzanie go z gniazda na czas pracy. Okres ten Matka wspomina błogo ! Potomek emigrował lokalnie do bloku obok, w gnieździe następowała cisza doskonała, kawa nigdy nie smakowała tak fenomenalnie jak wówczas, a i w domu roznosił się cudowny zapach! Była to nie lada odmiana, wreszcie bowiem pachniało kawą i perfumami matki, a nie zużytymi pieluszkami i nie będę już pisać czym jeszcze :) Jednym słowem ... było zajebiście :)

Wakacje się skończyły, co dla Matki oznaczało nie tylko pracę między pieluchami z jedną ręką w nocniku, a drugą przy kompie, ale i to, że od października sama zaczęła pełnić dodatkową funkcję, poza domem, w ramach pracy. Pełni ją do dziś. Dwa razy w tygodniu po kilka godzin, ale sprowadza się to do tego, że nie ma jej prawie cały dzień w domu. Pozostałe dni tygodnia są .. nieokreślone pod względem pracy. Dlaczego? Doczytacie w treści poniżej.

Nie trzeba się chyba domyślać, że od momentu powrotu do pracy Matka nie wie, w co ma włożyć swe sprytne rączki ( bez zbereźnych skojarzeń proszę :) ). Mina z szyderczej Królowej Życia w jednej chwili zmieniła się w tą, przypominającą oczy kota ze Shreka, a nad głową pojawił się wielki pytajnik "Co jeszcze???".

Jak więc wygląda dzisiejszy dzień Matki Polki ? Czym różni się od tego sprzed prawie roku ? (Notabene, przypomniało mi się, że w soboty mam dzień święty Matki Polki.... dlaczego ja o tym zapomniałam ?????) .

"- Ja to, proszę pana (...) wstaję rano za piętnaście trzecia. Latem to już widno.(...) Śniadanie jadam na kolację. Tylko wstaję i wychodzę. 
- No , ubierasz się pan. 
- W płaszcz - jak pada. Opłaca mi się rozbierać po śniadaniu ? 
-Fakt!
- Do PKS mam pięć kilometry. O czwartej za piętnaście jest PKS. 
- I zdążasz pan ? 
- Nie, ale i tak mam dobrze, bo jest przepełniony i nie zatrzymuje się. Przystanek idę do mleczarni. To jest godzinka. (...) a potem to już mam z górki, bo tak... w 119 , przesiadka w 13, przesiadka w 345 i jestem w domu, to znaczy w robocie. I jest za piętnaście siódma! To jeszcze mam kwadrans. To sobie obiad jem w bufecie, to po fajrancie już nie muszę zostawać, żeby jeść, tylko prosto do domu. I góra 22:50 jestem z powrotem. (...)" *

Tenże cytat , w zasadzie tylko w 50% opisuje życie Matki, ale zawsze poprawia mi humor, dlatego tu się znalazł. No to lecimy:

7.30 : Matka dostaje po twarzy.  Dosłownie. To będzie piękny dzień , nie ma co. Ma teraz ona dwa wyjścia: zepchnąć Potomka z łóżka i dalej kontynuować sen lub po prostu .. wstać. Mogłaby mu też oddać, bo prawy sierpowy ma całkiem niezły, ale woli nie narażać się wymiarowi sprawiedliwości. Wybiera bramkę nr 2. Wstaje. Tu schemat od zarania dziejów jest identyczny : po omacku zmierza w kierunku kuchni po butelkę. Wraca. Kładzie się.  I dalej ma 10 minut względnej ciszy bez rękoczynów, bo Potomek zajęty.

7.40 : Do Matki ledwo patrzącej na ślepia dociera, że to już za dwadzieścia ósma... o żesz psia kostka!!!!!!! Co robi w tym czasie Ojciec Potomka? Śpi! A , no pewnie !! ( rany.. dlaczego to się nie zmienia?!?!?! tyle miesięcy już minęło, tyle rzeczy się zmieniło, a to ... jak na złość... pozostaje wiecznie constans! )

8.00 : Poranna toaleta. W poniedziałki  i wtorki - matki.  W pozostałe dni -bez komentarza.

8.30 : Wstaje Ojciec. ( no wreszcie, cholera jasna!)

8.31 : "Kiedy wychodzisz?"- Ojciec wygania Matkę z łazienki , no bo przecież on się bardzo spieszy , ma niewiele czasu,  tu go ciśnie, tam go zwiera, a Matka ma za to  w pizdu (uniwersalna miara czasoprzestrzeni , ilości i odległości) czasu i w ogóle, co ona robi tyle w tej łazience, bo cóż można tam robić?? <mur>

8.32: Matka opuszcza łazienkę, tłumacząc sobie, że jest tą mądrzejszą, bardziej zaradną i przede wszystkim ładniejszą, zatem nie musi wcale tyle czasu poświęcać rankiem na siebie samą, bo natura była dla niej na tyle łaskawa, że ...i wtedy Matka mija lustro....yhm....Matki mózg ma chyba przedawnione dane na karcie. Nagle okazuje się, że łaskawa natura w zasadzie chyba sobie o niej już dawno zapomniała.

9.30 (!!!!!!) : "Ile będziesz tam jeszcze siedział??????" .

W-Y-C-H-O-D-Z-I !!! 
Z miną nietęgą, że to niby za krótko.... 

W tym czasie Matka ogarnęła gniazdo, zrobiła śniadanie, kawę, napiła się łyczka, wybrała z garderoby outfit dla siebie i Potomka, dziękując wszystkim świętym , każdemu z osobna, że sprowadzili na jej drogę mężczyznę, który sam sobie potrafi wyciągnąć ubranko z komody i przynajmniej tego jednego Potwora ma rankiem z głowy. Och , jaka jest dzięki temu szczęśliwa ! Przebrnęła przez akcję ubierania Potomka, który akurat tego dnia postanowił biegać wkoło i urządzić bunt przeciwko nadzianiu jakiegokolwiek wdzianka.......  Kawa wystygła... to nic.. nie ważne.. zimna też jest pyszna ......

9.31: Matka już nie ma czasu na resztę czynności związanych z jej osobą. Musi zająć się przygotowywaniem posiłków na resztę dnia dla Potomka, rozdzielaniem ich na porcje i talerze. W międzyczasie karmi Potomka owocami, ponieważ Ojciec , który zazwyczaj zostaje z Potomkiem w poniedziałki, nie uczyni tego, gdyż owe produkty stanowiące pokarm w ramach przekąski, budzą w nim wstręt , odrazę, animozję, antypatię, awersję , obrzydzenie, strach... jednym słowem kaplica. Jak mamusia nie da, to od tatusia nie uświadczy.

10.00 : Matka wypełza z gniazda. Myśli sobie , że wreszcie odpocznie, odetchnie, rozluźni mózgownicę.. w końcu idzie do pracy, nie ? :)

10.30 - 18.00 --------- nie pytajcie nawet ------------ ( w międzyczasie musi odpisywać na smsy lub odpowiadać na emergency telefony dotyczące : zagubienia smoczka, nieodnalezienia rajstopek, tragedii z powodu zbyt wielkiej kupy, nagłego braku pampersów, zgubionych zabawek, zbyt tlustego kremu, odpowiadać na pytania z cyklu "a gdzie są..??" , itd....) i weź się tu skup kobieto na robocie , jak myślami jesteś z lewym kącie dużego pokoju, pod kanapą, w szafie, w kuchni, łazience, u sąsiada i w ogóle wszędzie , tylko nie w pracy !!!!

18.20 : Matka wpełza na czworakach do gniazda, nosem orząc po betonowej posadzce.

i wtedy się dopiero zaczyna karnawał :)
Ale o tym już pisać nie będę, bo pewnie każda kobieta zna to z autopsji.
Napomknę tylko, że Potomek chodzi spać między 19.30 a 20.00.  Matka kładzie się jakieś 5 godzin potem, ale nie dane jej przespać całej nocy, z tejże racji, że jej Pisklę  wstaje z częstotliwością  co 2 godziny , ot tak, żeby dać Matce plaskacza w twarz, albo Ojcu kuksańca w żebro, tudzież pokrzyczeć sobie nie wiadomo dlaczego.... zabawa trwa do 7.30. Czasami do 4.30 , kiedy to potomkowy zegar wewnętrzny szaleje, trybiki szwankują , co skutkuje niczym innym , jak po prostu rozpoczęciem dnia...... Matka już wie, że to będzie najwspanialszy dzień w tygodniu.




   Co robi wtedy Ojciec ????? 
....................................


The End :) 




* "Co mi zrobisz jak mnie złapiesz" reż. S. Bareja.