Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bezglutenowa dieta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bezglutenowa dieta. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 marca 2015

Jadłospis małego alergika przy kandydozie

Jak na autorkę piszącą blog żyjący swoim własnym życiem, kompletnie niekomercyjny, w zasadzie ani  parentingowy, ani kulinarny.....takie "niewiadomoco"... dostaję okrutnie dużo maili z prośbą o przypomnienie historii choroby Potomka, pytania dotyczące objawów i leczenia, prośby o jadłospis i tym podobne. 
Kochani! najwięcej informacji odnajdziecie na blogu, który pisałam na bieżąco. Teraz naprawdę nie pamiętam wielu szczegółów, szczególnie, że grzyba jako tako nie leczymy. Ta historia jest już naszą przeszłością. Dziś po prostu trzymam rękę na pulsie i tyle. Bardzo wiele produktów wprowadziłam ponownie do diety, w tym cukier. Wiadomo, bez przesady, zawsze rozsądnie i z głową - ale raz na jakiś czas pojawia się w menu. 

Jeśli zaś chodzi o jadłospis. 
Od naszej pani dietetyk nie otrzymałam gotowego jadłospisu. Pani przygotowała zestaw przepisów dopasowanych do diety Potomka ( alergeny ), do jego wieku, biorąc pod uwagę naturalną suplementację w odpowiednie witaminy i mikroelementy. Są to przepisy dopasowane indywidualnie do danego pacjenta, którym w tym przypadku był Potomek. Nie czuję się upoważniona do udostępniania tych przepisów publicznie lub przekazywania ich dalej.  Przepraszam, jeśli ktoś w tym momencie poczuje się urażony. 
Z całego serca zachęcam Was do poszukania w swojej okolicy osób, które zajmują się leczeniem takich schorzeń jak nietolerancje pokarmowe, czy grzybica. Szczególnie dietetyków lub lekarzy leczących naturalnymi metodami, sprawdziłam na skórze swojego dziecka i obecnie sprawdzam na sobie, że ma to sens i jest skuteczne! 
Polecam Wam też blogi takie jak Smakoterapia czy Biblia Smaków. Przepisy, które są tam prezentowane przeważnie nadają się do włączenia do diety p/grzybiczej. 
Polecam Wam taż blog pysznadieta, autorka - Joanna - również prezentuje na jego łamach sporo przepisów dotyczących diety przy kandydozie. 
Nasza pani dietetyk podała nam kilka propozycji przepisów, niewiele w sumie, chodziło o to, żeby sprawdzić, na co Borys pójdzie, a co będzie raczej nie do przejścia w kwestii menu.  Żeby nie było monotonnie grzebałam w necie poszukując jakichś inspiracji. Do tej pory grzebię. 

Notatek z przeprowadzonej diety i gotowych jadłospisów, zatwierdzonych przez specjalistę nie posiadam. Prowadziłam na własne potrzeby zeszyt, w którym zapisywałam, co Borys jadł danego dnia, jakie leki przyjmował, jak się wypróżniał, zachowywał, jak reagowała skóra. Przepiszę za chwilę menu z kilku dni, jednak zastrzegam, że są to tylko i wyłącznie moje notatki prywatne. Nie czuję się , gdyż absolutnie nie jestem, żadnym autorytetem w kwestii leczenia kandydozy, zatem nie traktujcie tego, co za chwilę napiszę jako zalecenia dietetyczne i prawidłowy przykład diety p/grzybiczej, która pewnie zawiera jakieś błędy, ale może stanie się dla kogoś punktem zaczepienia, by móc dalej sprawniej działać. 
Notatki były robione w październiku 2014 roku, jest to okres po wyleczeniu przerostu grzyba, stąd wprowadzone słodkie owoce jak suszone daktyle czy banany, ale jeszcze wtedy była to dieta bezglutenowa, bezmleczna, bezjajeczna ( bez białka), bezdrożdżowa, bezcukrowa, bez orzechów i cytrusów. Borys nie przepada za warzywami, zatem w naszym menu nie ma ich za wiele. Serdecznie zachęcam do podawania tychże! Ja przemycałam je głównie w zupach i surówkach czy sałatkach obiadowych. 

Dzień 1 

Śniadanie: garść domowego musli z domowym mlekiem ryżowym,posypane cynamonem 
II śniadanie: baton daktylowy, sok jabłkowy bez cukru (b/c)  domowy 
Obiad: kluski z kaszy kukurydzianej z sosem pomidorowym i burgerem mięsno warzywnym 
Podwieczorek : mała gruszka 
Kolacja: 3 placki jaglane z papryką i porem , smażone na maśle klarowanym 

Dzień 2 

Śniadanie: kasza jaglana z domowym mlekiem ryżowym, gruszką, cynamonem, 2 łyżki wiórków kokosowych, łyżka rodzynek. 
II śniadanie: płatki kukurydziano ryżowe bezglutenowe z jedną łyżką konfitury domowej b/c 
Obiad: zupa krupnik z ziemniakami i kaszą jaglaną ( zupa bezglutenowa) 
Spacer : baton daktylowy 
II danie:ryba z sosem pomidorowym 
Kolacja : placki jaglane na maśle klarowanym 

Dzień 3 

Ś: płatki kukurydziano ryzowe bg, b/c, z mlekiem ryżowym i konfiturą b/c, cynamon 
II śn. : kiełbaska bg, bezmleczna, bez konserwantów, wędzona 
Obiad: krupnik z kaszą jaglaną i ziemniakami , kawałek pieczonej polędwicy, ryż, salatka z pomidorów, oliwek, ogórków kiszonych i zieleniny 
Podw.: baton daktylowy, 2 kubki mleka ryżowego 
Kolacja: budyń z kaszy jaglanej , mleka ryżowego, masła klarowanego, wiórek kokosowych, ksylitolu, jabłka, cynamonu, jagód goji 
[ generalnie zasada powinna być taka, że kolacje są warzywne z dodatkiem kasz najlepiej bg, u nas to nie przechodziło, zatem częściej robiłam kasze na słodko niż na wytrawnie] 

Dzień 4

Śn.: chleb gryczany na zakwasie ( Rossmann) , z olejem kokosowym, pieczoną polędwicą domową . Mleko ryżowe 
II śn . : 3 wafle ryżowe posmarowane cienką warstwą miodu domowego, pół małego banana 
Obiad: zupa pomidorowa z makaronem bg, polędwica z warzywami 
Podw.: domowa babeczka kokosowa 
Kolacja: kiełbaska bm, bg, herbata ziołowa 

Dzień 5

Śn: owsianka z płatków bg z mlekiem kokosowym, suszonymi jabłkami, łyżką miodu, cynamonem 
II śn: zupa pomidorowa z makaronem bg 
Obiad: indyk pieczony , kasza gryczana biała, warzywa surowe 
Podw.: kompot malinowy b/c  , maliny z kompotu 
Kolacja: 2 parówki bg i bm ( jak na prawdziwego parówkożercę przystało ) 

Dzień 6

Śn: jaglankana wodzie, z gruszką, awokado i ksylitolem 
II śn. : wafel ryżowy z miodem  
Obiad: kapuśniak bez ziemniaków, ryż z potrawką mięsną z kurczaka 
Podw. : domowa babeczka kokosowa, jabłko
Kol: cukinia nadziewana kaszą jaglaną, sosem pomidorowym, ziołami 

Dzień 7 

Śn: chleb gryczany na zakwasie (Rossmann) z olejem kokosowym, pomidor, plaster polędwicy pieczonej, mleko ryżowe z cynamonem 
II śn: kapuśniak bez ziemniaków 
Obiad: mięso gotowane z indyka, surówka z jabłka i marchwi
Podw: wafle ryżowe z roztartym awokado
Kolacja: "chleb" z wegańskiego ciasta na gofry, z pastą z awokado i żółtka jaja wiejskiego, z pomidorem. 

Dzień 8 

Śn: jaglanka na wodzie z dodatkami ( jagody goji , gruszka, cynamon, olej kokosowy) 
II śn:  nalesniki gryczane z dżemem bc 
Obiad: zupa pomidorowa z makaronem bg , mięso z indyka + surówka 
Podw. pieczywo chrupkie ryżowe i kukurydziane
Kolacja: placki jaglane 

Dzień 9 

Śn: owsianka z płatków owsianych bg z dodatkami 
II śn: sałatka: jabłko, awokado, słonecznik, zmielone siemię 
Obiad: krupnik, mięso gotowane z kaszą gryczaną, sałatka z pomidora, oliwek i ogórka kiszonego 
Podw: kisiel domowy 
Kolacja : chleb gryczany na zakwasie z pastą z ciecierzycy ( dziecięcy hummus z sezamem i pietruszką zieloną) 

Dzień 10

Śn: chleb gryczany na zakwasie bg z pastą z ciecierzycy 
II śn: deser owocowy ( domowy mus) 
Obiad: gotowany królik+ surowka z jabłka i marchwi 
Podw. wafle ryżowe z cienką warstwą pasty z ciecierzycy 
Kol: chleb bg z olejem kokosowym, pomidorem, ogórkiem kiszonym, zioła 

Dzień 11

Śn: jaglanka 
II śn: mleko ryżowe z karobem, pieczywo chrupkie 
Obiad: rosół z makaronem bg, mięso gotowane
Podw. owoce z połową jogurtu sojowego i cynamonem 
Kolacja: racuchy gryczane bg z jabłkami i resztą jogurtu sojowego 

Dzień 12

Śn. racuchy z jabłkami 
II śn: rosół z makaronem 
Obiad: mięso gotowane z kaszą jaglaną i surowką 
Podw. ciastko gryczane 
Kolacja: kotlety brokułowe 

Dzień 13

Śn: kiełbaska wędzona bg i bm 
II śn: naleśnik gryczany z musem z malin 
Obiad : zupa ogórkowa, kotlety brokułowe
Podw. pieczywo chrupkie 
Kol: naleśnik gryczany z pastą warzywną 

Dzień 14

Śn. placki ryżowe śniadaniowe z polędwicą pieczoną i pomidorem 
II śn:  placki ryżowe z musem gruszkowym 
Obiad : zupa ogórkowa, polędwica z ziemniakami, pieczone buraki 
Podw. pieczywo chrupkie z miodem 
Kol. naleśnik gryczany z musem owocowym 

Tak jadał Borys - alergik na diecie p/grzybiczej. 
Menu mieliśmy bardzo proste i  monotonne. Gdy jednego dnia zrobiłam naleśniki to hurtowo - na dwa dni do kilku posiłków dziennie :) przy tak okrojonej diecie i specyficznych smakach małego dziecka, któremu trzeba poświęcać sporo czasu nie sposób stać przy garach cały dzień. Trzeba sobie radzić. Eksperymentowałam tylko na początku, szukałam zamienników, zastępników, próbowałam zastąpić każdą potrawę, którą jadł do tej pory tym samym, ale z użyciem produktów dozwolonych. Cóż.. to była walka z wiatrakami. Czasem się nie da, czasem nie wyjdzie, czasem mnie smakowało, a Borysowi nie... poddałam się, a w zasadzie odpuściłam. Postawiłam na prostotę, przynajmniej do czasu gdy nie wprowadzimy drożdży lub glutenu. Wówczas można już coś zdziałać i tak właśnie jest teraz, gdy w diecie Potomka są już obydwa produkty. Teraz mam większe pole manewru i mogę poszaleć w kuchni i co ważne - prawie wszystko się udaje :) 

Tym optymistycznym akcentem - żegnam na chwilę i życzę 
Smacznego ! :) 







poniedziałek, 27 października 2014

Kokosowe placebo na każde zło tego świata :)

Znalazłam bardzo fajny przepis. 
Trochę go zmodyfikowałam i udały się nam babeczki, które mogą posłużyć jako nagroda czy przekąska dla dziecka, albo po prostu niedzielny deser :) 

Są smaczne i słodkie, mimo, że bez cukru. 
Nie zawierają glutenu, mleka, jajek. 
Są szybkie w wykonaniu i nie trzeba ich piec. 

ZDROWE!!!

Idealne dla alergików 
<chyba, że ktoś jest uczulony na kokos albo miód :) >


Składniki :

spód:

2 filiżanki wiórek kokosowych 
1 łyżka miodu 
1 łyżeczka zaparzonej mięty 
(zaparzyłam miętę wodą o pojemności około 50ml) 

wierzch: 

6 łyżek oleju kokosowego albo masła klarowanego 
4 łyżki karobu albo kakao 
1 płaska łyżka miodu 


Wykonanie: 
Do miksera ( ja użyłam wysokoobrotowego) wrzucamy składniki "spodu" i miksujemy na największych obrotach przez parę minut , zgarniając co jakiś czas masę ze ścianek naczynia. Miksujemy dopóki nie utworzy się lepka masa kokosowa, o konsystencji podobnej do masła klarowanego. 
Wykładamy masę do silikonowych foremek ( u mnie 6 sztuk o standardowej wielkości mufinek ) , dociskamy i zaczynamy robić warstwę kakaową. 
Miksujemy składniki "wierzchu" mikserem lub robotem , wykładamy do foremek na białą masę. 
Wkładamy do lodówki na parę godzin <po 30 minutach już się ładnie wyjmują z foremek>. 


VOILA! 
That's it! 
Proste, nie ? :) 




oryginalny przepis pochodzi stąd: 
https://wholefoodsimply.com/peppermint-creams/


niedziela, 22 czerwca 2014

Mleko Jaglane

Jak obiecałam, tak czynię :) 

Dziś pokażę Wam przepis na moje ulubione, lecznicze mleko jaglane.

Muszę się przyznać do jednej rzeczy : bardzo lubię mleko krowie, mogę je pijać litrami. Odkąd jednak wyedukowałam się w kwestii żywienia, staram się nie przesadzać z jego ilością. Stosuję w zasadzie tylko do kawy, ponieważ do tej pory nie odnalazłam dobrego zastępnika. Prawda jest taka - do smaku mlek roślinnych trzeba się chyba najnormalniej w świecie przyzwyczaić , a potem polubić :). Mnie to zajęło jakieś 2 miesiące, długo szukałam mojego ulubionego mleka roślinnego i w końcu ten smak odnalazłam, metodą prób i błędów udało mi się stworzyć  mleko dla mnie idealne w smaku, a dla Potomka idealne pod względem zdrowotnym. Co ciekawe, nie spodziewałam się, że będzie to mleko jaglane, raczej stawiałam na kokosowe. No i proszę: NIESPODZIANKA!! 

No to jedziemy! :) 

Składniki : 
200g ugotowanej kaszy jaglanej ( czyli 1 szklanka)
600 g wody (przegotowanej lub źródlanej) (tj.600ml)
1 kopiasta łyżeczka ksylitolu 
1 łyżeczka oleju kokosowego nierafinowanego 
1/2 łyżeczki cynamonu

Wykonanie w TM31: 
Do naczynia miksującego wrzucam ugotowaną kaszę jaglaną i zalewam wodą. Podgrzewam 2min/100C/obr.2 . Następnie miksuję 1min/obr.10 . Dodaję pozostałe składniki , miksuję 1min/obr.10.
GOTOWE!! :)  
Przecedzam przez gęste sitko i przelewam do butelki. Na sitku w zasadzie niewiele zostaje, więc można pominąć ten etap. Studzę, chowam do lodówki. Przechowuję nie dłużej niż 2 dni,a i tak zazwyczaj schodzi w jeden dzień. 


Mleko jest gęste, koktajlowe. Używam przede wszystkim do porannych owsianek bezglutenowych, ale i jako podstawę do koktajli i innych potraw, czy w ramach podwieczorku dla Potomka. Sama uwielbiam je pić na ciepło. Wszystkie składniki użyte w tym mleku są idealne dla diety przy kandydozie. Cynamon, ksylitol i olej kokosowy zabijają Candida albicans i hamują jego rozrost. Kasza jaglana zawiera mało skrobi, zatem mimo wysokiego IG nie karmi grzyba, a jej inne pro zdrowotne właściwości działają tylko i wyłącznie na korzyść pacjenta :)  Serdecznie polecam :) 
Zamiast ksylitolu można użyć dowolnego słodu lub zmiksować 1 owoc suszonego daktyla. Ja daktyli używam bardzo sporadycznie, ponieważ Potomkowi nie wolno spożywać suszonych owoców. 
Składniki można dowolnie wymieniać. Zamiast cynamonu można użyć ziaren z laski wanilii i mamy mleko waniliowe. Gdy doda się 1 łyżeczkę karobu powstanie nam mleko czekoladowe.

Wykonanie standardowe: 
Szklankę ugotowanej kaszy jaglanej podgrzać w garnku z odmierzoną wodą. Przelać do naczynia miksującego lub użyć blendera ręcznego by zmiksować dokładnie kaszę jaglaną, na tyle na ile starczy nam cierpliwości i sił :) Dodać pozostałe składniki, krotko zmiksować w celu połączenia. Przelać przez sitko wyłożone gazą lub pieluchą tetrową, odcisnąć powstałą na gazie pulpę. Można przelewać przez samo sitko, mleko wówczas jest bardziej zawiesiste. Przelać do butelki, wystudzić i szamać :) 
Jeżeli użyjecie daktyli, trzeba je dzień wcześniej namoczyć w szklance wody. 






czwartek, 15 maja 2014

Candida nam nie straszna!!!

Mimo tego, że na początku chciałam zapaść się pod ziemię, wygląda na to, że jednak mam akurat okres wzlotu :) Zrezygnowałam z zakopywania się w piachu na własne życzenie. No i jestem ! :)

Co u nas?
Kandydoza nadal w pełni. Ale walczymy! Potomek jest dzielny jak nikt inny. Przez 7 dni popijał żwawo 3xdziennie po 5 ml nystatyny. Niestety gołym okiem widzę, że nie podziałała, więc postanowiłam skupić się na diecie i naturalnych metodach. Za radą jednej z mam , która również zmagała się z tym syfem, podaję Potomkowi 1 kroplę olejku z oregano. Oregano ma działanie przeciwzapalne, bakteriobójcze i przeciwgrzybicze. Wykluczyliśmy z diety mleko, cukier, drożdże, a teraz nawet gluten i owoce. Podstawą menu Potomka są warzywa i bezglutenowe kasze oraz mięcho i wiecie co.... nawet zjada :) Stałam się do tego fanatyczką zdrowego żywienia i nie wyobrażam sobie teraz jeść inaczej. Ojciec pozostaje dalej przy dawnym sposobie odżywiania, ale zdarza się, że zje coś co przygotuję dla siebie i Potomka i powie : "oo dobre!". Może z czasem się przekona .....

Oprócz tego Potomek dostaje codziennie tran ;-) i łyżeczkę/dwie oleju lnianego na wygojenie jelit, które zostały spustoszone przez grzyba . Ja też stosuję, a co... zdrowe ... nie zaszkodzi :)
Oczywiście suplementujemy też probiotykami, ponieważ trzeba wspomóc organizm w odbudowie nowej flory w jelitach, gdy ta "zła" będzie wybijana.

Na stałe zagościły u nas migdały i kokos. Mam nadzieję, że nie wyjdzie nam uczulenie na orzechy bo wtedy trzeba będzie zapomnieć o pysznych mlekach kokosowych i migdałowych, albo najpyszniejszym - migdałowo kokosowym. Wyników nadal nie mamy. Czekamy ! Myślę, że niebawem dotrą :)

Polecam Wam olej kokosowy! Również jest przeciwgrzybiczy i mega pro zdrowotny. A do tego smaczny ! Zakochałam się w nim i jeszcze chwila a zacznę się nim smarować od góry do dołu :) Póki co, zastosowanie tylko spożywcze, ale słyszałam o cudownych jego właściwościach i chyba je wykorzystam !

Najgorsze dla nas było chyba to, że trzeba również na jakiś czas wykluczyć skrobię, czyli ziemniaki, kukurydzę i pochodne ( nie wspomnę już nawet o owocach, bo z tą tragedią jeszcze się nie pogodziłam :) ). Zatem w połączeniu z koniecznością zaprzestania używania drożdży nagle okazało się, że nie ma dla nas chleba :( Tydzień czasu godziłam się z sytuacją :) Ale znalazłam rozwiązanie ! Pieczemy taki chleb : http://smakoterapia.blogspot.com/2013/01/fantastyczny-chlebek-jaglany.html tyle że bez dodatku skrobi. Nie jest on może pulchnym i pachnącym chlebem , do którego byliśmy przyzwyczajeni, ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma... taki też nie jest zły, ważne że jest :)

Codziennie czytam o tym jak układać dietę dla dziecka, które jest pozbawione tylu składników, witamin i minerałów. Ale okazuje się, że to wcale nie jest problem. Wszystko to, co mu zabrałam z odstawieniem mleka, mąk, skrobi, owoców i drożdży dostaje w innych produktach, co ciekawe, dostaje produkty, które są bogatszym źródłem "zabranych" minerałów i witamin niż te, które odstawiliśmy. Człowiek uczy się całe życie, przysięgam :)

Jesteśmy niby pod opieką dietetyczki, ale do tej pory nie udało się ustalić menu, służy nam jedynie poradą. Jadłospis powstanie dopiero po wynikach testów na nietolerancję.

Martwią mnie wyniki prób wątrobowych, które od stycznia się nie zmieniają. Nie ma tragedii, ale widocznie candida i alergie powodują, że ta wątroba nie wyrabia, kolokwialnie pisząc. Lekarze nie uznają tego za problem, natomiast ja .. no cóż.. lekarzem nie jestem, ale jako matka najnormalniej w świecie się martwię. Tym bardziej, że ta jego wątroba od początku była trochę tak jakby nadwyrężona. Po pierwsze przez przedłużającą się żółtaczkę noworodkową ( do 3 miesiąca życia), a po drugie przez wzmożone napięcie mięśniowe, które ponoć też ma na nią wpływ. Już dawno temu lekarka "od napięcia" zwracała mi uwagę, że Potomiasty jest zbyt pomarańczowy i należaloby wykluczyć marchewkę i dynię. Nie przypilnowałam tego wtedy ( jak i wielu innych spraw) , no to mam :/
Po 6 tygodniowej, ścisłej diecie zrobię Potomkowi ponownie badanie i zobaczymy czy coś się poprawiło czy nie. Na razie ma nieznacznie przekroczone AST i obniżone dość mocno GGTP. Reszta w normie.

No i tak sobie żyjemy ! A co u Was? :)

niedziela, 4 maja 2014

Są takie dni.....

Tygodnie mijają, a matka żyje tylko tym bezglutem i bezglutem i jeszcze raz bezglutem,a po godzinach dietą bezmleczną.
Do tego wszystkiego doszła nam dość obfita kandydoza, trzeba wyłączyć drożdże ( przynajmniej na początku) i w dużej mierze jednak zboża, zatem Potomek niedługo będzie pił chyba tylko wodę, a o chlebie na razie może spokojnie zacząć zapominać, tak więc jednak marzenie o domowej piekarni powoli odchodzi w siną dal.

Mam ochotę strzelić sobie w łeb i piszę to bez kokieterii.

Żeby jednak nie myśleć o potraktowaniu się tępą żyletką postanowiłam skupić swoje myśli na tworzeniu jogurtów roślinnych :) I już wiem, że na grzybku tybetańskim i mleku sojowym wychodzi średni ( mnie wyszedł o konsystencji rzadkiej śmietany, co mnie nie zadowala :) ), na grzybku i na mleku kokosowym to już jest w ogóle dramat, a dziś połączyłam kolejne składniki jogurtu roślinnego "CUD", czyli mąkę owsianą bezglutenową z wodą. Ponoć ma wyjść. We will see :) Szczerze wątpię, ale nie poddaję się. Mam w zanadrzu jeszcze jeden przepis, w razie co, na którym będę skupiać myśli. Gorzej, jeśli i one ( jogurty) mnie zawiodą, wówczas rzucę się jak Wanda w dół, tyle że bez Niemca w tle. Ale podejrzewam, że już mi będzie wtedy wszystko jedno czy Niemiec stoi w tle, czy też nie stoi i czy  w ogóle gdzieś się pałęta.

Pocieszające jest to, że Potomek ruszył z mową. Może nie wygłasza elaboratów i nie jedzie jeszcze Inwokacją, ale jak na kogoś, kto nie potrafił zawołać mamy czy taty zrobił gigantyczny krok. Potrafi nas już świadomie wołać, a szczególnie upodobał sobie ojca... to chyba jakaś po prostu kosmiczna więź między mężczyznami, czy tam solidarność plemników. Coraz więcej słów używa świadomie. Naśladuje coraz więcej zwierząt. No i powtarza niektóre wyrazy. Na razie po swojemu, dość zniekształcone, ale ważne, że próbuje.
Wróciliśmy do oglądania bajek, co chyba niezmiernie go ucieszyło. One mimo wszystko też są rozwijające. Np ostatnio ma fazę na Strażaka Sam'a , ale dzięki temu potrafi rozpoznać dźwięk syreny i zaczyna naśladować jej odgłosy. Dziwne, bo mieszkamy niedaleko jednostki straży pożarnej i jakoś przez 23 miesiące ( no właśnie... dzisiaj skonczył 23 miesiące :) ) nie jarzył o co chodzi z syreną, mimo iż słyszymy ją co najmniej 10 razy dziennie. Dlatego uważam, że bajka jest rozwijająca :)

Bilans dwulatka się zbliża wielkiiiiiiimi kroooookami , a ze szczepieniami jesteśmy w lesie. I dalej będziemy, bo nie zamierzam na razie szczepić Potomka. Stałam się fanatyczką :) Wiem, zdaję sobie z tego sprawę, ale w obliczu pewnych zdarzeń niektóre argumenty dość mocno do mnie przemawiają. I po prostu, najnormalniej w świecie się boję. Ścigają nas za MMR i kolejną dawkę Pentaximu. Zaraz nas zaczną ścigać za kolejne .... trudno. Wydaje mi się, że okres przerośniętej Candidy i alergii to nie jest odpowiedni moment na szczepienie, które może obciążyć dodatkowo i tak już mocno nadszarpnięty tymi świństwami organizm. Potomek jest spadkobiercą wzmożonego napięcia mięśniowego, co na dodatek potęguje jego doznania i dlatego zadecydowałam o zmodyfikowaniu kalendarza szczepień. Będziemy szczepić, ale nie teraz. Pozostaje mi tylko jeszcze rozmowa z naszym lekarzem w tej kwestii.

Wielkimi krokami zbliżają się też potomkowe urodziny. Drugie. Od tygodnia zaczęłam interesować się wypiekami, chociaż z pewnością o >takim<, jaki był w zeszłym roku mogę zapomnieć , z racji składników. Pomyślałam... trudno... ważne, że cokolwiek będzie, z czego mógłby Potomiasty zdmuchnąć swe dwie świeczki. I tu znów okazało się, że jakimś dziwnym trafem dobra dusza przychodzi z pomocą. Za sprawą mojego jedynego i niepowtarzalnego teścia udało się nawiązać kontakt z dziewczyną, która piecze torty dla alergików. Torty z serii tych "wypasionych". Zatem będzie bez drożdży , bez glutenu, mleka i cukru. I nie będzie to tort z kartonu :) - mam nadzieję ;-) Jest jeszcze jeden plus....nie będzie >takich< akcji... ;-)








środa, 2 kwietnia 2014

Reorganizacja

Nie wiem od czego zacząć , żeby połowa z Was nie uznała mnie za totalną kosmitkę :)

Może zacznę od tego, że prawie 2 tygodnie temu byliśmy z Potomkiem u logopedy. Tak jak wspominałam, nie możemy się z nim ostatnio coś dogadać :) Potomek jest w tzw grupie ryzyka, ze względu na swojego ojca, który jest szczęśliwym posiadaczem wszelkiego rodzaju dys - dysleksji, dysgrafii, dyskalkulii i Bóg wie jeszcze jakiego "dys", on sam nie jest pewien, ale twierdzi, że dobrze nie jest :) Do tego dochodzi nam wzmożone napięcie  mięśniowe, które miał jako noworodek i które rehabillitowaliśmy do ukończenia 12 miesiąca życia.
Ojciecj Potomka do 3 roku życia nie mówił, potem się rozpędził tak, że niewielu było w stanie go zrozumieć. Pamiętam, że na początku naszej znajomości, po kilku minutach rozmowy telefonicznej, prosiłam, żeby jednak wysłał mi smsa, bo zrozumiałam tylko "Bo wiesz.... brbrrbikhrkhjrkhrkjrh".

Możecie sobie wyobrazić rozmowę.
-"Bo wiesz...hjfdhkhdfkjdkfj"
-Aha....
-"blfjadkajflksjflksdjfsldjflks"
-Oooo... Aha
-"ljdaljdlasjdlsdjflksdjfsdjkfsdkfjskd"
- No coś ty ?!
-"ljfsdjfsdjflsdjflsdflsfksdljf"
- Wiesz co .. nic nie rozumiem... jakieś zakłócenia chyba są.... napisz mi smsa!
Jeb słuchawką !!!
 :)

Z czasem on sam chyba zaczął mówić wolniej , starzeje się, wiadomo, każdy wtedy zwalnia. A może i ja nauczyłam się rozumieć ten bełkot, ot tak po prostu. Przy kontakcie twarzą w twarz nie miałam problemu, po prostu czytałam z ruchu warg ! :)
Chyba mnie zatłucze jak to przeczyta. Gdybym się nie pojawiała dość długo, to .. no wiecie.. mnie nie będzie, stary pojdzie siedzieć , a Potomek zostanie sierotą.. Słabo... ! Ale brnę dalej, co  mi tam :D

Pozostałe dys- chyba mu jakoś specjalnie życia nie utrudniają. Jest inżynierem, więc poematów nie pisze, błędy poprawia mu Word. Liczyć? Już dawno nic nie liczył poza pieniędzmi na koncie, a w zasadzie ich ulatywaniem. Używa kalkulatora, więc ku mojemu nieszczęściu , nigdy się nie sztachnie.
To co ja zauważam na co dzień, to przekręcanie nazw własnych i niektórych słów. Czasem to śmieszne, chociaż może być też męczące, bo potrafi prosić mnie o nóż, a chodzi mu tak na prawdę o widelec i ni huhu nie możemy się dogadać :)

No w każdym razie zmartwiło mnie to, że Potomek ociąga się z mówieniem i miałam wrażenie, że 22 miesięczne dziecko powinno być trochę bardziej wygadane. Do tego dochodziła ogromna nadpobudliwość, agresja, brak koncentracji.  Potomek nie siedzi, nie odpoczywa, nie relaksuje się jak jego ojciec na kanapie. On jest wiecznie w ruchu, jadłby na chodząco, pił na stojąco przebierając nogami , zabawa na siedząco też jest beznadziejna.

Logopeda uznała nas za trudny przypadek. Kompletnie jej się nie dziwię. Potomek miał ciężki dzień wtedy, ale ostatnio ma ich dość sporo, więc dla mnie to nie było nic nienormalnego. Zaleciła wizyty co tydzień. Wstępnie orzekła, że mamy do czynienia z opóźnionym rozwojem mowy. Ale , że spoko - to nie tragedia. Na początek jednak trzeba opanować jego nadpobudliwość i kompletny brak umiejętności skoncentrowania się przez więcej niż sekundę na czymkolwiek, ponieważ w przeciwnym wypadku nie będziemy w stanie przeprowadzić terapii. Czyli etap pierwszy - tzw. behawiorka :)

W międzyczasie dzięki jednej dobrej duszy nawiązałam kontakt z inną duszyczką , która poradziła mi , żebym na samym początku ograniczyła cukier i kazeinę. I powiedziała jakie badania mogę zrobić, żeby wyeliminować przyczyny nadpobudliwości czy dekoncentracji . Powiedziała, że dzięki temu łatwiej będzie wyciszyć Borysa i przygotować do terapii i może behawiorka nie okaże się taka ciężka jak to zazwyczaj bywa. Aczkolwiek ja uważam, że jestem posiadaczką wyjątkowo rozpieszczonego elementu i wcale by mu to nie zaszkodziło. No, ale... pomyślałam "Wchodzę w to!".

Przypomniałam sobie, że dokładnie rok temu gościłam u siebie doradcę od laktacji, a w zasadzie była to pani, a więc doradczyni, która podczas luźnej rozmowy opowiadała mi o tym, czym się zajmuje w życiu poza sprawami dotyczącymi karmienia maluchów. Pani była dietetyczką, ale taką zafiksowaną na zdrowe żywienie. Sama jest na diecie bezmlecznej, bezjajecznej i bezglutenowej, czy jak mawia moja znajoma "bezglutowej" :D Z konieczności, nie z zamiłowania.
Wiedziałam, że wprowadzenie diety poprzedzone jest u jej pacjentów badaniami, w szczególności na nietolerancję pokarmową. U Potomka co jakiś czas pojawiają się jakieś wypryski, wysypki, cuda wianki, do tego wszystkiego próby wątrobowe, które robiliśmy w styczniu wyszły lekko poza normą. Myślę sobie "a co mi szkodzi, zadzwonię!" .

No i udałam się po poradę.
Pani dietetyk wstępnie powiedziała mi co mam zrobić  "na razie", a resztą zajmiemy się po wykonaniu odpowiednich badań w porozumieniu z lekarzem pediatrą, z którym ona współpracuje. No niech będzie.

Stanęło na tym, że będziemy się badać pod kątem nieproszonych gości, takich jak pasożyty i Candida oraz pod kątem nietolerancji pokarmowej, z racji tych wykwitów oraz tego, że Potomek w swej niedalekiej przeszłości przechodził nietolerancję mleka krowiego. Do tego w wywiadzie wyszło na jaw, że budzi się "w nocy koło północy", wierci w łóżeczku, przekręca, mamrocze w nocy, popłakuje przez sen albo budzi się z krzykiem nie do uspokojenia. Wiem, że na to mogą mieć wpływ przeżycia w ciągu dnia i nadmierna stymulacja np telewizorem, dlatego z elektronicznych pudeł powyciągaliśmy kable, żeby sprawdzić, czy jeśli nie ogląda tv to dalej pojawiają nam się problemy. Niestety pojawiają się. Nie uznajemy się za patologiczną rodzinę, chociaż bywało, że talerze fruwały :) ( no cóż.. dwa włoskie temperamenty). Dlatego też postanowiłam pójść za dalszymi radami.

Wykluczyłam sacharozę z jego diety, mleko krowie i produkty mleczne, kozie i w ogóle odzwierzęce. Nieproszeni goście gustują właśnie w takich produktach. Nie będę dziadom , jeśli są, urządzała imprezki kosztem własnego dzieciaka. No fuc...g way !
Własnymi ręcami przygotowuję mleka roślinne. Dziś np. kokosowe ( świetne do kawy , polecam!) :) Ograniczyłam gluten, z racji tego, że zachodzi podejrzenie, że może uczulać. Do wyników badań mamy go ograniczać, czyli np  fundować Potomkowi co drugi dzień totalnie bezglutowy. I tak się staram robić. Wszyscy tak jemy, cała Potomkowa rodzina trzyosobowa. Zakazane dla Potomka produkty wpierdzielamy nocą D:
Jest mi łatwiej gdy i my nie jemy przy nim tego, czego mu nie wolno. Przyznam, że ja przełykam niektóre rzeczy bez gryzienia, bo mi nie smakują :) ale Ojciec i Potomek całkiem się rozsmakowali w takim menu. Ojcu ostatnio podeszły bezglutowe kotlety mielone z indoooora. Twierdzi , że smaczniejsze niż tradycyjne. Dziś będzie bezglutowy schabowy , zobaczymy jakie wrażenie zrobi. A to dla mnie duży sukces bo moja połówka rodem pochodzi ze Ślunska i jego żołądek nie pała z natury miłością bezglutową, zatem cieszy mnie fakt, że udało mi się połechtać tę część wnętrzności mojego męża :)

Zaliczyłam już kilka porażek. Okazuje się bowiem, że z mąk bezglutenowych wychodzi jedno wielkie GIE bez względu na to, co chce z nich zrobić, bez użycia mąki z glutenem czy gumy "cośtam"  :) Ale i do tego dojdę , jeśli  będzie trzeba.

Ponadto , ograniczyliśmy tv i pochodne . I to jest nasz największy sukces! A Potomek też się dość szybko z tym pogodził. Nie pamiętam , kiedy ostatnio "chodził" tv w pokoju dziennym. Nie wiem co się dzieje na świecie :) Ale jakoś mi to nie przeszkadza zbytnio.

Po 2 tygodniach mogę napisać, że mamy nieco inne dziecko. Spokojniejsze, mniej agresywne, przede wszystkim  (wierzę) , że zdrowsze. Zdecydowanie lepiej śpi, chociaż wciąż w nocy koło północy zatacza kręgi w łóżeczku i mamrocze czy popłakuje.
Zostaje nam tylko do ujarzmienia bunt dwulatka, ale na to chyba nie ma recepty :) W przyszłym tygodniu zajmiemy się badaniami. Póki co skontrolowaliśmy jamę brzuszną ( byliśmy na usg) i wszystko jest ok, wątroba też. Więc jesteśmy spokojniejsi.

Na początku było mi żal Potomiastego. Bardzo! Nie mam dalej pewności, czy potrzebna mu taka dieta, ale uznałam, że nie zaszkodzi. Natomiast widząc poprawę własnymi , dużymi , czarnymi oczętami wiem, że dobrze zrobiłam. I już tego nie żałuję. Od braku cukru nikt jeszcze nie umarł. A mleko w każdej chwili mogę wprowadzić z powrotem jeśli okaże się, że to nie ono nam szkodzi. Potomek przeszedł detox, który oduczył go jedzenia wyłącznie białej bułki i serków homogenizowanych, chociaż podejrzewam, że przyzwyczajenie i wręcz uzależnienie od tych produktów jest na tyle jeszcze silne, że gdyby zobaczył taki serek czy Monte, to z pewnością oddałby za nie życie :) Nie mówiąc już o słodyczach, co uważam za swoją osobistą porażkę.

Wymyśliłam nasz własny substytut "serka". Gotuję i miksuję kaszkę jaglana z owocami i dziecię wpierdziela, aż się uszy trzęsą. Z równym zapałem co serek homo, czy inny deser.

Najbardziej ciężko mi z tym calym glutem. To białko wraz z kumplem cukrem są teraz wszędzie , w niemal każdym gotowym produkcie , czasem skrzętnie ukryte w składach, ale wprawne oko matki wszystko wyczai :) Niedługo zrobię doktorat z żywienia, jak babcie kocham.
Gdybyśmy musieli wyeliminować go całkowicie, to chyba sobie palnę, ale żyję nadzieją, że jednak los nas oszczędzi. :)
Niech się jeszcze okaże, że uczula Potomka jajko i już w ogóle będzie pełnia szczęścia w gnieździe. Ostanie się jeno woda i pieczywo chrupkie :)

No i przy okazji :
Macie jakieś pomysły na bezmleczny i bezcukrowy deser z tofu albo posiłek drugośniadaniowy czy kolacyjny ?