Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dieta Candida. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dieta Candida. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 marca 2015

Jadłospis małego alergika przy kandydozie

Jak na autorkę piszącą blog żyjący swoim własnym życiem, kompletnie niekomercyjny, w zasadzie ani  parentingowy, ani kulinarny.....takie "niewiadomoco"... dostaję okrutnie dużo maili z prośbą o przypomnienie historii choroby Potomka, pytania dotyczące objawów i leczenia, prośby o jadłospis i tym podobne. 
Kochani! najwięcej informacji odnajdziecie na blogu, który pisałam na bieżąco. Teraz naprawdę nie pamiętam wielu szczegółów, szczególnie, że grzyba jako tako nie leczymy. Ta historia jest już naszą przeszłością. Dziś po prostu trzymam rękę na pulsie i tyle. Bardzo wiele produktów wprowadziłam ponownie do diety, w tym cukier. Wiadomo, bez przesady, zawsze rozsądnie i z głową - ale raz na jakiś czas pojawia się w menu. 

Jeśli zaś chodzi o jadłospis. 
Od naszej pani dietetyk nie otrzymałam gotowego jadłospisu. Pani przygotowała zestaw przepisów dopasowanych do diety Potomka ( alergeny ), do jego wieku, biorąc pod uwagę naturalną suplementację w odpowiednie witaminy i mikroelementy. Są to przepisy dopasowane indywidualnie do danego pacjenta, którym w tym przypadku był Potomek. Nie czuję się upoważniona do udostępniania tych przepisów publicznie lub przekazywania ich dalej.  Przepraszam, jeśli ktoś w tym momencie poczuje się urażony. 
Z całego serca zachęcam Was do poszukania w swojej okolicy osób, które zajmują się leczeniem takich schorzeń jak nietolerancje pokarmowe, czy grzybica. Szczególnie dietetyków lub lekarzy leczących naturalnymi metodami, sprawdziłam na skórze swojego dziecka i obecnie sprawdzam na sobie, że ma to sens i jest skuteczne! 
Polecam Wam też blogi takie jak Smakoterapia czy Biblia Smaków. Przepisy, które są tam prezentowane przeważnie nadają się do włączenia do diety p/grzybiczej. 
Polecam Wam taż blog pysznadieta, autorka - Joanna - również prezentuje na jego łamach sporo przepisów dotyczących diety przy kandydozie. 
Nasza pani dietetyk podała nam kilka propozycji przepisów, niewiele w sumie, chodziło o to, żeby sprawdzić, na co Borys pójdzie, a co będzie raczej nie do przejścia w kwestii menu.  Żeby nie było monotonnie grzebałam w necie poszukując jakichś inspiracji. Do tej pory grzebię. 

Notatek z przeprowadzonej diety i gotowych jadłospisów, zatwierdzonych przez specjalistę nie posiadam. Prowadziłam na własne potrzeby zeszyt, w którym zapisywałam, co Borys jadł danego dnia, jakie leki przyjmował, jak się wypróżniał, zachowywał, jak reagowała skóra. Przepiszę za chwilę menu z kilku dni, jednak zastrzegam, że są to tylko i wyłącznie moje notatki prywatne. Nie czuję się , gdyż absolutnie nie jestem, żadnym autorytetem w kwestii leczenia kandydozy, zatem nie traktujcie tego, co za chwilę napiszę jako zalecenia dietetyczne i prawidłowy przykład diety p/grzybiczej, która pewnie zawiera jakieś błędy, ale może stanie się dla kogoś punktem zaczepienia, by móc dalej sprawniej działać. 
Notatki były robione w październiku 2014 roku, jest to okres po wyleczeniu przerostu grzyba, stąd wprowadzone słodkie owoce jak suszone daktyle czy banany, ale jeszcze wtedy była to dieta bezglutenowa, bezmleczna, bezjajeczna ( bez białka), bezdrożdżowa, bezcukrowa, bez orzechów i cytrusów. Borys nie przepada za warzywami, zatem w naszym menu nie ma ich za wiele. Serdecznie zachęcam do podawania tychże! Ja przemycałam je głównie w zupach i surówkach czy sałatkach obiadowych. 

Dzień 1 

Śniadanie: garść domowego musli z domowym mlekiem ryżowym,posypane cynamonem 
II śniadanie: baton daktylowy, sok jabłkowy bez cukru (b/c)  domowy 
Obiad: kluski z kaszy kukurydzianej z sosem pomidorowym i burgerem mięsno warzywnym 
Podwieczorek : mała gruszka 
Kolacja: 3 placki jaglane z papryką i porem , smażone na maśle klarowanym 

Dzień 2 

Śniadanie: kasza jaglana z domowym mlekiem ryżowym, gruszką, cynamonem, 2 łyżki wiórków kokosowych, łyżka rodzynek. 
II śniadanie: płatki kukurydziano ryżowe bezglutenowe z jedną łyżką konfitury domowej b/c 
Obiad: zupa krupnik z ziemniakami i kaszą jaglaną ( zupa bezglutenowa) 
Spacer : baton daktylowy 
II danie:ryba z sosem pomidorowym 
Kolacja : placki jaglane na maśle klarowanym 

Dzień 3 

Ś: płatki kukurydziano ryzowe bg, b/c, z mlekiem ryżowym i konfiturą b/c, cynamon 
II śn. : kiełbaska bg, bezmleczna, bez konserwantów, wędzona 
Obiad: krupnik z kaszą jaglaną i ziemniakami , kawałek pieczonej polędwicy, ryż, salatka z pomidorów, oliwek, ogórków kiszonych i zieleniny 
Podw.: baton daktylowy, 2 kubki mleka ryżowego 
Kolacja: budyń z kaszy jaglanej , mleka ryżowego, masła klarowanego, wiórek kokosowych, ksylitolu, jabłka, cynamonu, jagód goji 
[ generalnie zasada powinna być taka, że kolacje są warzywne z dodatkiem kasz najlepiej bg, u nas to nie przechodziło, zatem częściej robiłam kasze na słodko niż na wytrawnie] 

Dzień 4

Śn.: chleb gryczany na zakwasie ( Rossmann) , z olejem kokosowym, pieczoną polędwicą domową . Mleko ryżowe 
II śn . : 3 wafle ryżowe posmarowane cienką warstwą miodu domowego, pół małego banana 
Obiad: zupa pomidorowa z makaronem bg, polędwica z warzywami 
Podw.: domowa babeczka kokosowa 
Kolacja: kiełbaska bm, bg, herbata ziołowa 

Dzień 5

Śn: owsianka z płatków bg z mlekiem kokosowym, suszonymi jabłkami, łyżką miodu, cynamonem 
II śn: zupa pomidorowa z makaronem bg 
Obiad: indyk pieczony , kasza gryczana biała, warzywa surowe 
Podw.: kompot malinowy b/c  , maliny z kompotu 
Kolacja: 2 parówki bg i bm ( jak na prawdziwego parówkożercę przystało ) 

Dzień 6

Śn: jaglankana wodzie, z gruszką, awokado i ksylitolem 
II śn. : wafel ryżowy z miodem  
Obiad: kapuśniak bez ziemniaków, ryż z potrawką mięsną z kurczaka 
Podw. : domowa babeczka kokosowa, jabłko
Kol: cukinia nadziewana kaszą jaglaną, sosem pomidorowym, ziołami 

Dzień 7 

Śn: chleb gryczany na zakwasie (Rossmann) z olejem kokosowym, pomidor, plaster polędwicy pieczonej, mleko ryżowe z cynamonem 
II śn: kapuśniak bez ziemniaków 
Obiad: mięso gotowane z indyka, surówka z jabłka i marchwi
Podw: wafle ryżowe z roztartym awokado
Kolacja: "chleb" z wegańskiego ciasta na gofry, z pastą z awokado i żółtka jaja wiejskiego, z pomidorem. 

Dzień 8 

Śn: jaglanka na wodzie z dodatkami ( jagody goji , gruszka, cynamon, olej kokosowy) 
II śn:  nalesniki gryczane z dżemem bc 
Obiad: zupa pomidorowa z makaronem bg , mięso z indyka + surówka 
Podw. pieczywo chrupkie ryżowe i kukurydziane
Kolacja: placki jaglane 

Dzień 9 

Śn: owsianka z płatków owsianych bg z dodatkami 
II śn: sałatka: jabłko, awokado, słonecznik, zmielone siemię 
Obiad: krupnik, mięso gotowane z kaszą gryczaną, sałatka z pomidora, oliwek i ogórka kiszonego 
Podw: kisiel domowy 
Kolacja : chleb gryczany na zakwasie z pastą z ciecierzycy ( dziecięcy hummus z sezamem i pietruszką zieloną) 

Dzień 10

Śn: chleb gryczany na zakwasie bg z pastą z ciecierzycy 
II śn: deser owocowy ( domowy mus) 
Obiad: gotowany królik+ surowka z jabłka i marchwi 
Podw. wafle ryżowe z cienką warstwą pasty z ciecierzycy 
Kol: chleb bg z olejem kokosowym, pomidorem, ogórkiem kiszonym, zioła 

Dzień 11

Śn: jaglanka 
II śn: mleko ryżowe z karobem, pieczywo chrupkie 
Obiad: rosół z makaronem bg, mięso gotowane
Podw. owoce z połową jogurtu sojowego i cynamonem 
Kolacja: racuchy gryczane bg z jabłkami i resztą jogurtu sojowego 

Dzień 12

Śn. racuchy z jabłkami 
II śn: rosół z makaronem 
Obiad: mięso gotowane z kaszą jaglaną i surowką 
Podw. ciastko gryczane 
Kolacja: kotlety brokułowe 

Dzień 13

Śn: kiełbaska wędzona bg i bm 
II śn: naleśnik gryczany z musem z malin 
Obiad : zupa ogórkowa, kotlety brokułowe
Podw. pieczywo chrupkie 
Kol: naleśnik gryczany z pastą warzywną 

Dzień 14

Śn. placki ryżowe śniadaniowe z polędwicą pieczoną i pomidorem 
II śn:  placki ryżowe z musem gruszkowym 
Obiad : zupa ogórkowa, polędwica z ziemniakami, pieczone buraki 
Podw. pieczywo chrupkie z miodem 
Kol. naleśnik gryczany z musem owocowym 

Tak jadał Borys - alergik na diecie p/grzybiczej. 
Menu mieliśmy bardzo proste i  monotonne. Gdy jednego dnia zrobiłam naleśniki to hurtowo - na dwa dni do kilku posiłków dziennie :) przy tak okrojonej diecie i specyficznych smakach małego dziecka, któremu trzeba poświęcać sporo czasu nie sposób stać przy garach cały dzień. Trzeba sobie radzić. Eksperymentowałam tylko na początku, szukałam zamienników, zastępników, próbowałam zastąpić każdą potrawę, którą jadł do tej pory tym samym, ale z użyciem produktów dozwolonych. Cóż.. to była walka z wiatrakami. Czasem się nie da, czasem nie wyjdzie, czasem mnie smakowało, a Borysowi nie... poddałam się, a w zasadzie odpuściłam. Postawiłam na prostotę, przynajmniej do czasu gdy nie wprowadzimy drożdży lub glutenu. Wówczas można już coś zdziałać i tak właśnie jest teraz, gdy w diecie Potomka są już obydwa produkty. Teraz mam większe pole manewru i mogę poszaleć w kuchni i co ważne - prawie wszystko się udaje :) 

Tym optymistycznym akcentem - żegnam na chwilę i życzę 
Smacznego ! :) 







poniedziałek, 27 października 2014

Kokosowe placebo na każde zło tego świata :)

Znalazłam bardzo fajny przepis. 
Trochę go zmodyfikowałam i udały się nam babeczki, które mogą posłużyć jako nagroda czy przekąska dla dziecka, albo po prostu niedzielny deser :) 

Są smaczne i słodkie, mimo, że bez cukru. 
Nie zawierają glutenu, mleka, jajek. 
Są szybkie w wykonaniu i nie trzeba ich piec. 

ZDROWE!!!

Idealne dla alergików 
<chyba, że ktoś jest uczulony na kokos albo miód :) >


Składniki :

spód:

2 filiżanki wiórek kokosowych 
1 łyżka miodu 
1 łyżeczka zaparzonej mięty 
(zaparzyłam miętę wodą o pojemności około 50ml) 

wierzch: 

6 łyżek oleju kokosowego albo masła klarowanego 
4 łyżki karobu albo kakao 
1 płaska łyżka miodu 


Wykonanie: 
Do miksera ( ja użyłam wysokoobrotowego) wrzucamy składniki "spodu" i miksujemy na największych obrotach przez parę minut , zgarniając co jakiś czas masę ze ścianek naczynia. Miksujemy dopóki nie utworzy się lepka masa kokosowa, o konsystencji podobnej do masła klarowanego. 
Wykładamy masę do silikonowych foremek ( u mnie 6 sztuk o standardowej wielkości mufinek ) , dociskamy i zaczynamy robić warstwę kakaową. 
Miksujemy składniki "wierzchu" mikserem lub robotem , wykładamy do foremek na białą masę. 
Wkładamy do lodówki na parę godzin <po 30 minutach już się ładnie wyjmują z foremek>. 


VOILA! 
That's it! 
Proste, nie ? :) 




oryginalny przepis pochodzi stąd: 
https://wholefoodsimply.com/peppermint-creams/


środa, 30 lipca 2014

Przepisy - Baklażan z sosem warzywnym i słonecznikiem





Jeden z przepisów naszej pani dietetyk, a w zasadzie kombinacja dwóch z nich :) 

Bakłażan z sosem warzywnym i słonecznikiem

Składniki:
1 bakłażan
1 łyżka masła klarowanego 
1/4 szkl posiekanych nasion słonecznika lub pestek z dyni 
1 łyżka octu balsamicznego 
1/2 szklanki wody lub sosu warzywnego 
sól, pieprz

Bakłażana umyć, pokroić w plastry, posolić i odstawić na 20 minut. Następnie opłukać, osuszyć papierowym ręcznikiem i upiec w piekarniku w naczyniu uprzednio wysmarowanym łyżką masła klarowanego. 
<ja skropiłam dodatkowo bakłażana olejem ryżowym z wierzchu i wrzuciłam do piekarnika na 15 minut na opcję grill>

SOS: 
Rozgrzać masło , uprażyć namoczony słonecznik <wg naszej pani dietetyk ziarna powinny być moczone przez co najmniej 12 godzin, ja nie moczyłam , bo zapomniałam :) >, wlać wody lub sosu warzywnego , zagotować, przyprawić. Bakłażany podawać polane sosem z pieczywem. 

To jest wersja oryginalna przepisu, ja jednak zamiast powyższego sosu zrobiłam taki
 ( też troszkę zmodyfikowany) : 

Sos warzywny: 
50ml wody ( można dać więcej, ja chciałam uzyskać konsystencję marynaty)
10g ( łyżka) zieleniny 
10g ( łyżka) pestek dyni
10g ( łyżka) słonecznika 
1 łyżeczka suszonej mielonej włoszczyzny 
1 łyżeczka oliwy 
1 łyżeczka musztardy 

Wsypać na wrzątek suszoną włoszczyznę, wlać oliwę i gotować 5 minut. Wsypać pestki dyni i słonecznik, zagotować. Dodać musztardę i zieleninę i zestawić z ognia. Zmiksować jakieś 4 sekundy, tak żeby lekko rozbić słonecznik i pestki. Sos jest gęsty, ma konsystencję lejącej się pasty, marynaty, etc. 

U nas to była kolacja, jedliśmy z Potomkiem zagryzając pieczywem. Połowę porcji po upieczeniu obrałam ze skórki, tzn wykroiłam po prostu miąższ tegoż bakłażana , potraktowałam sosem i rozsmarowałam mu na kromki chleba. Początkowo się opierał, ale w końcu przekonał się do smaku. Mnie smakowało okrutnie !!! 

Bakłażana można zaserwować  jako dodatek do mięsa grillowanego, czy po prostu w ramach surówki obiadowej. 
Polecam. Pycha !!! 

Zdjęcia chwilowo brak, ponieważ za szybko nam danie wyszło z kuchni :) Przy kolejnej okazji nadrobię zaległość :) 



środa, 23 lipca 2014

Candida albicans leczenie

Ostatnio dostaję dużo maili i wiadomości z pytaniami dotyczącymi wyleczenia Potomka ze stanu przerostu grzyba Candida albicans. Chciałabym opisać to tutaj na blogu. Może komuś jeszcze się przyda. 
Jednocześnie informuję, że nie jestem specjalistą w tej dziedzinie :) Część etapu leczenia wykonywałam intuicyjnie. Pomogła nam bardzo nasza pani dietetyk, z którą konsultujemy niektóre etapy leczenia. Jadłospis również układałam samodzielnie, aczkolwiek konsultowałam na bieżąco z dietetyczką. Jedna z mam chłopca, który również chorował na kandydozę przesłała mi kopię swoich jadłospisów, które stosowała podczas leczenia. 
Kwestia wyleczenia Potomka z kandydozy wciąż pozostaje pod znakiem zapytania i nadal nie jest dokończona. Leczenie trwa bowiem bardzo długo. Nawet do 3 lat. 
Opiszę od początku jak wykryliśmy kandydozę i od czego zaczynaliśmy. 


Mniej więcej na początku kwietnia 2014 roku , kierując się sugestią jednej z mam, z którą nawiązałam kontakt, postanowiłam zrobić Potomkowi badania przed udaniem się do konkretnych specjalistów. 
Na podstawie moich obserwacji wspomniana mama, która przechodziła przez część naszych problemów ze swoim dzieckiem, zasugerowała właśnie badanie w kierunku drożdżaków i pasożytów. 

Co mnie niepokoiło? 
  • PRZEDE WSZYSTKIM (!!) nieciekawe, luźne stolce
  • wybiórcze jedzenie (podstawą diety Potomka, gdyby żywić go wg jego upodobań,były produkty mleczne, białe pieczywo, banany, jabłka, słodycz, zero warzyw, mięsa, itp)
  • ochota na wszystko co słodkie : mleko modyfikowane, słodkie owoce, przekąski, białe pieczywo drożdżowe 
  • rozkojarzenie , zupełny brak koncentracji , nadpobudliwość
  • częste pobudki w nocy - zaburzenie snu 
  • budzenie z przeraźliwym krzykiem w nocy , ciężkim do uspokojenia
  • lekko przekroczone próby wątrobowe (badałam w miarę na bieżąco, ze względu na przebytą żółtaczkę noworodkową, która przeciągnęła się Potomkowi do mniej więcej 4tego miesiąca jego życia, zatem od lekarza dostałam zalecenie kontrolowania wątroby , tym bardziej, że jego skóra była wiecznie w kolorze śniadym i "opalonym", a my jesteśmy raczej z serii bledziochów :) )
W pierwszym rzucie zrobiłam badanie w kierunku pasożytów.Materiał złożyliśmy w laboratorium dr Dymona w Krakowie. Ponoć jest jednym z najlepszych specjalistów i w żargonie lekarskim mówi się o nim, że wystarczy by tylko spojrzał na kupę i już wie, czy są pasożyty czy nie. Badanie kosztowało 150 zł, materiał składa się jednorazowo, chyba, że pan Dymon ma jakieś wątpliwości, to w cenie badania składa się materiał ponownie. To starszy pan, bardzo sympatyczny, polecany zarówno przez lekarzy jak i rodziców na forach internetowych. 
Wiem, że wykryć pasożyty jest niezwykle ciężko, ale zaufałam kompetencjom  dr Dymona i już więcej nie badałam. Myślę, że za jakiś czas w razie niepokojących objawów zbadam  kał Potomka ponownie w tym kierunku. 

W badaniu tym , oprócz nieobecności pasożytów, dostałam informację , że mamy do czynienia z dużą ilością drożdżaków. Dr Dymon nie określa rodzaju drożdżaka, jedynie wskazuje na ich obecność. 

Kolejnym krokiem było oddanie materiału do badania w kierunku grzybów. Badanie robiłam w pracowni mikrobiologicznej w Krakowie, przy ul. Daszyńskiego 22. Od razu zleciłam badanie w kierunku bakterii. Wynik jaki uzyskaliśmy, to "bardzo wysoki wzrost Candida albicans" i wynik ujemny jeśli chodzi o bakterie. 
Wiem, że najdokładniejszym badaniem na drożdżaki są badania inwazyjne, ale o tym u nas nie było mowy. Dlatego postanowiłam oprzeć się na tych wynikach, które posiadałam. 
W międzyczasie , za radą dietetyczki ( po przeprowadzonym wywiadzie, dotyczącym zarówno mnie, przebiegu ciąży, wczesnego okresu niemowlęctwa Potomka, jego obecnych nawyków żywieniowych, stanu skóry, wyników podstawowych badań - w tym prób wątrobowych, zachowania Potomka, nieprawidłowości w wypróżnianiu, itp) zleciliśmy wykonanie panelu na nietolerancje pokarmowe. Robiliśmy test Food Detective na podkładach warszawskiego Cambridge Diagnostics. Badanie wykonane zostało w Krakowie, w laboratorium (nie w domu !!) współpracującym z Cambridge. Na wynik czekaliśmy około 14 dni. Początkowo pani dietetyk sugerowała bezwzględnie jak najszybszą diagnozę w kierunku nietolerancji. Jednak po otrzymanej informacji o bardzo wysokim przeroście candida stwierdziła, że radziłaby poczekać do wyleczenia z kandydozy i dopiero potem przeprowadzenie testów na nietolerancję, bowiem istniało  duże prawdopodobieństwo, że alergie są wywołane i spotęgowane przez grzyba i wynik może wyjść zafałszowany. Sugerowała , aby do tego czasu przejść na restrykcyjną dietę bezglutenową, bezmleczną, bezcukrową, bezjajeczną, bez siarczanów, bez żywności wysoko przetworzonej. Uznałam, że sobie nie poradzę z taką dietą ( miała trwać pół roku minimum, potem mieliśmy badać nietolerancje) i jeśli nie ma potrzeby wykluczania glutenu i jajka, to wolę tego nie robić :)  Dlatego sama zadecydowałam o wcześniejszym przeprowadzeniu testów. O tyle mi to ułatwiło sprawę, ze obecnie gluten ograniczamy (2x w tygodniu) a nie wykluczamy i ze wiem o alergii na orzechy i cytrusy. 
O tym, że mamy do czynienia z nietolerancją na mleko wiedziałam przed testami. Na samym początku naszej "przygody" za radą wspomnianej mamy i po konsultacjach z dietetyczką wycofałam mleko odzwierzęce i jego produkty. JUŻ po tygodniu Potomek zaczął lepiej sypiać. Po dwóch tygodniach zniknęła szorstka skórka na łokciach i kolanach. Po trzech - uległo poprawie jego zachowanie. Wykluczając zaledwie mleko i cukier z jego diety spowodowałam, że stal się spokojniejszy, mniej sfrustrowany, mniej pobudzony,  lepiej śpiący i ogólnie rzecz biorąc lepiej funkcjonujący. 

W początkowej fazie był na diecie bezmlecznej, bezcukrowej, z ograniczeniem glutenu ( co drugi dzień). Po otrzymaniu wyników testów, kiedy okazało się, że mamy alergie na mleko krowie, białko jajka <szok! :) >, orzechy i migdały oraz cytrusy, wszystkie alergeny zostały wycofane. Wycofałam również drożdże (i zakwas na 6 tygodni), grzyby ( i tak nie podawałam), gluten oraz WSZYSTKIE owoce ( na 4 tygodnie), suszone owoce, ziemniaki, skrobie ziemniaczaną, tapiokę, wędzone produkty, ograniczałam pozostałe skrobie. 
Przy wycofaniu glutenu w pierwszej fazie leczenia kandydozy osiąga się lepsze wyniki leczenia, organizm małego dziecka nie jest tak bardzo obciążony przez białko roślinne, nie mamy do czynienia z oblepianiem przez gluten ścianek jelita, zatem szybciej działają wszelkie specyfiki naturalne działające grzybobójczo, lepiej wchłaniają się także probiotyki zasiedlające jelita dobrą florą bakteryjną. Owoce wycofałam ze względu na fruktozę. 
Zamiast cukru wprowadziłam ksylitol i stewię, ale też nie przesadzałam z ich ilością. "Słodziłam" cynamonem i wanilią. 
Było BARDZO ciężko. To nie jest takie proste, żeby dwulatkowi, który już ma swoje smaki, tak drastycznie zmienić dietę. Robiłam to stopniowo. Tak jak wspomniałam, najpierw wypadło mleko i cukier. To nie było takie ciężkie, aczkolwiek Potomek dopominał się o mleko, bardzo mu go brakowało. 
Potem ograniczyłam gluten ( co drugi dzień). Późniejsze wykluczenie alergenów i pozostalych produktów już w nas tak nie uderzyło. Jednak najgorzej było z owocami. To był KOSZMAR! Ale jak widać do przejścia :) Poradziłam sobie w ten sposób, że po prostu ich nie kupowałam. Tak samo jak chleba. Tych produktów u nas w domu nie było bardzo długo.
Po około 5 tygodniach zaczęłam je wprowadzać na nowo. Za radą dietetyczki podawałam jeden raz dziennie po 100g owoców sezonowych. Akurat przypadło na okres truskawkowy.Potem malinowy, jagodowy. Dziś podaję nawet arbuza ( mimo wysokiego IG, zawsze mieszam z czymś o niskim IG).
Bazowałam głównie na kaszach bezglutenowych (jaglanej, gryczanej, quinoa), ryżu ( niewiele), mięsie, warzywach, ziołach i przyprawach. Korzystałam z przepisów z blogów Jadłonomia, Smakoterapia, OlgaSmile, Biblia Smaków.
Obecnie dieta Potomka znów przechodzi metamorfozę. Dostaliśmy bowiem spis przepisów od dietetyczki. Dla mnie są one super inspirujące! Potomek dopiero się wdraża. Sukcesem jest to, że zaczął jeść takie warzywa jak pomidor, ogórek kiszony, zieleninę, przemycam też awokado. Przymierzam się do bakłażana i past roślinnych do chleba :) Trzeba stopniowo gościa przyzwyczajać do zdrowych smaków. Niestety kubki smakowe odziedziczył po tatusiu, więc dla niego najsmaczniejsze są potrawy tłuste, smażone , ciężko strawne. Co dla jego wątroby nie jest najszczęśliwszym rozwiązaniem, zatem odtłuszczamy jego dietę. Do tej pory przyzwyczaiłam go do smaku cukinii ( ścierałam ją do placków, kroiłam w kostkę zamiast ziemniaków w zupie), pora, cebuli i czosnku.
Wątroba : 
Jeśli za 3 miesiące , po powtórnych wynikach badań, okaże się, że próby wątrobowe nie są przekroczone, oznaczać to będzie , że była obciążona przez kandydozę i alergie. Jeśli wyjdą jednak przekroczone - będziemy szukać innej przyczyny. Mam nadzieję, że wszystko dobrze się skończy ! I z tym też sobie poradzimy.

Jeśli chodzi o dania, to gotujemy raczej tradycyjnie i prosto. Zupy jakie podaję ( pewnie też dlatego, że są to zupy, które Potomek lubi), to : pomidorowa, ogórkowa, krupnik, żurek (raz na dwa tygodnie, na zakwasie żytnim), kapuśniak, rosół. Drugie dania są równie proste : mięso gotowane, pieczone, czasami smażone ( ostatnio już nie) od kilku dni- surówki warzywne ( oł jeeeaaaaaa! :) ). Prawie wszystko robię sama, raczej nie korzystam z półproduktów .

Suplementacja: 
Przez pierwszy tydzień leczenia, na wyraźną prośbę dietetyczki ( lekarka uważała, że to nie jest konieczne i trochę bezsensowne) Potomek dostał dawkę Nystatyny w zawiesinie. Podawaliśmy 3x dziennie. Po zakończeniu podawania Nystatyny ( nie wspominam tego dobrze, ponieważ przy ubijaniu grzyba dziecko jest mega pobudzone, mega drażliwe, mega złe i mega , mega, mega męczące ) wprowadziłam olejek z oregano. Do dzisiejszego dnia podaję 1 kroplę olejku raz dziennie. Niebawem będę go wymieniać na jakiś specyfik z aloesem, muszę poszukać odpowiedniego. Podaje się też citrosept ( wyciąg z pestek grejpfruta), ale Potomek nie może ze względu na nietolerancję cytrusów. Do tej pory podajemy raz dziennie probiotyk, obecnie z Solgara.
Grzyba ubijaliśmy głównie wspomnianym olejkiem, olejem kokosowym, ksylitolem, i innymi naturalnymi przyprawami, ziołami i produktami. Leczenie Nystatyną podobno niewiele pomaga, wyjaławia organizm i jeśli nie trzyma się diety, to potem grzyb odrasta w tempie ekspresowym.
Niedługo napiszę spis produktów, które włączyliśmy do codziennej ( no prawie :)) diety oraz opiszę ich właściwości pro zdrowotne :)

Tymczasem zmierzam na masaż !
Nie dla przyjemności niestety. :(  Od dwóch tygodni  "łupie mnie coś w dupie" :D  i kręgosłup odmówił posłuszeństwa :(






środa, 16 lipca 2014

Wziął i zdechł :)

Oficjalnie i z wielką radością spieszę donieść, że wyniki Potomka pod kątem kandydozy są IDEALNE!! 
Badany materiał <żeby nie napisać wprost KUPA :) > jest czysty od wszelkich złych i niepotrzebnych drożdżaków !!!! 

Wielka radość zagościła w związku z tą informacją w sercu Matki ! 
Nic się co prawda w naszej diecie nie zmienia, ale ważne dla mnie jest to, że nie walczę z wiatrakami, że nie zabijam, a zapobiegam wzrostowi, że cały trud , który włożyłam w leczenie Potomka nie był bezcelowy i bezsensowny! Że jak się chce - to się da ! 
A wierzcie mi,  od 25 marca 2014 roku nasze życie uległo zmianie o 180 stopni, ale w taki sposób, że aż mnie samej w to trudno uwierzyć, że w ogóle tak można było życie swe powywracać do góry nogami i że to możliwe ! 

Teraz czeka nas około 3 letnia dieta zapobiegająca ponownemu wzrostowi grzyba i tzw trzymanie go w ryzach <chociaż myślę, że Potomek przez całe życie będzie musiał już uważać>. To dość trudne. Zarodniki Candida mogą krążyć we krwi przez 2-3 lata. Wystarczy chwilowe osłabienie organizmu, aby się uaktywniły, dlatego nadal musimy się bardzo pilnować. Bo te dziady tylko czekają na właściwą dla nich okazję ! Ale tak jak kiedyś napisałam: nie pozwolę na to, żeby jakieś zmutowane gnomy zżerały mojego Syna od środka ! To jest walka na noże ! A Matka zawzięte stworzenie! Nie damy się !!! :) 

Do tego jeszcze przez minimum rok będziemy gościa leczyć z alergii, ale co to dla nas !? :) 

Trzymajcie kciuki i bądźcie z nami !! 

Tymczasem pozdrawiamy z wiejskich agro wakacji ! :) 


sobota, 12 lipca 2014

"Polenta Fries" czyli frytki z polenty :)

Jak wiecie, Potomkowi nie wolno spożywać ziemniaków. Mają dużo skrobi, którą karmi się grzyb i to warzywo akurat w menu Potomka gości bardzo rzadko. 2 tygodnie temu dostaliśmy pozwolenie na wprowadzenie ziemniaka, mając obserwować jednocześnie , czy nie będzie się działo nic złego w związku z rozszerzeniem diety. 
 Jako, że leczenie ( przynajmniej po objawach) przynosi efekty, nie stosujemy już tak restrykcyjnej diety. 
Ale nie szarżuję z żadnym z nowych produktów, które możemy wprowadzać do diety. Nauczyłam się bez nich gotować i żyć, i włączam je stosunkowo rzadko do menu mojego Syna. Dotyczy to owoców, glutenu i chociażby ziemniaka. Chociaż jeśli chodzi o owoce, to zarówno pani dietetyk, jak i lekarka, która z nią współpracuje uważają, że dzieciom nie powinno się drastycznie ograniczać owoców, szczególnie tym, które jedzą mało warzyw lub ich nie lubią, zatem i ja postanowiłam ich nie ograniczać. Jedyne czego pilnuję, to aby były świeże, sezonowe , staram się kupować je ze sprawdzonych źródeł, jako że ogródka własnego nie posiadamy no i jednak patrzę na ich ilość spożytą w ciągu dnia. Większość poradników żywieniowych traktuje o tym, że owoce powinny być spożywane przy każdym posiłku. Potomek spożywa je 2-3 razy dziennie. Jeśli je owsiankę rano, to dostaje do niej porcję owoców, drugim posiłkiem z owocami jest zazwyczaj drugie śniadanie i ewentualnie dostanie owoc o niskim IG na podwieczorek z prostej przyczyny - najłatwiej mi to zabrać na spacer :) Mnie-matce, która wiecznie stoi w garach :)
Wciąż zakazane są alergeny (mleko odzwierzęce, białko jajka, orzechy, migdały, cytrusy) oraz grzyby, drożdże, biała mąka, cukier, słodycze, generalnie  produkty o wysokim IG ( wyjątkiem od tej reguły są kasze: jaglana, gryczana, które podaję bez ograniczeń mimo wysokiego IG. Kasza jaglana ma najmniej skrobi ze wszystkich zbóż i uznałyśmy wspólnie z lekarką i dietetyczką, że jej wlaściwości pro zdrowotne są na tyle duże , iż przewyższają jej jedyną wadę - wysoki IG :) ). Czasami taki wyjątek robię też dla daktyli suszonych, które Potomek dostaje w niewielkich ilościach i stosunkowo rzadko. 

Polenta ma również wysoki indeks glikemiczny, bo aż 70. Jednak zdecydowałam się spróbować tych frytek i zastosować jedną z rad pani dietetyk - mianowicie połączyć produkt o wysokim IG z produktem o niskim IG, wówczas indeks jest uśredniony i nie powoduje takiego wzrostu glukozy we krwi. Podałam je Potomkowi z grillowaną cukinią licząc na to, że zachłyśnie się jej smakiem. Jakże się myliłam. :) Zjadł tylko kawałek, ale dobre i to. 

Powiem szczerze ! Frytki z polenty są ok, ale nic chyba nie dorówna tym ziemniaczanym. Myślę, że gdybym nie mogła spożywać ziemniaków, to byłyby one fajnym zamiennikiem. Potomkowi smakowały, aczkolwiek ma chyba podobne zdanie do mojego - nie wiem, nic nie powiedział :) mogę się tylko domyślać. 
Na zagranicznych stronach, skąd zaczerpnęłam przepis, czytałam, że często mamy robią te "frytki" na przyjęcia dla dzieci, a nawet dorosłych. Jedzą je jako zamiennik glutenowych czipsów - wówczas robią je niższe. Poza tym są pieczone, a nie smażone, zatem - zdrowsze. 

 Podam przepis , może ktoś z Was jest w podobnej sytuacji jak Potomiasty i chętnie zasmakuje nieziemniaczanych frytek. 

Składniki : 
3 gałązki rozmarynu 
1 litr bulionu ( obojętnie jakiego) 
450g kaszki kukurydzianej 
olej do wysmarowania blachy 
olej do posmarowania "frytek" - ja dałam kokosowy
sól (niekoniecznie) 


Wykonanie: 
Rozdrabniamy rozmaryn (TM  3sek/obr.8).  Do naczynia wlewamy bulion (w wersji standardowej wrzucamy rozmaryn do bulionu) i zagotowujemy ( TM 10min/100C/obr.3.) 
 Robiąc polentę w Thermomixie, po 9 minutach wyłączamy sprzęt, odmierzamy 450g kaszki, włączamy ponownie na takie same parametry i wsypujemy powoli kaszkę przez otwór w pokrywie. Jeśli robimy standardowo, trzeba zmniejszyć ogień po zagotowaniu bulionu i powoli wsypywać odmierzoną kaszkę do garnka jednocześnie mieszając, żeby nie przywarła. 
Gotujemy na wolnym ogniu, dopóki polenta nie wchłonie bulionu i nie stanie się gęstym ciastem, podobnym do naleśnikowego.
 ( TM: gotujemy 10min/80C/obr.soft). 
W tym czasie przygotowujemy sobie płaskie naczynie - formę do pieczenia. Pędzelkiem pokrywamy naczynie olejem. Gdy polenta jest ugotowana wylewamy ją do naczynia i odstawiamy do całkowitego wystygnięcia ( wysokość ciasta po wylaniu nie powinna przekraczać 0,5cm). 
Gdy ostygła w temperaturze pokojowej wstawiłam ją do lodówki na godzinę. Jeśli po tym czasie swobodnie odchodzi od boków i spodu naczynia, oznacza to, że można już ją zacząć kroić :) 
Przykładamy na wierzch naczynia dużą deskę do krojenia, odwracamy formę do góry nogami. Polenta powinna spocząć na desce :) Jeśli tak się nie dzieje, można sobie pomóc rękoma, lekko ją podbierając palcami. Następnie wykrawamy kształt. Ja chciałam frytki, więc kroiłam nożem. Ale można użyć foremek do ciastek. Wykrojone części polenty układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia, górę smarujemy lekko olejem ( ja posmarowałam kokosowym), lekko solimy  i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni , grzanie góra-dół na 20-30 min do momentu , gdy zaczną przypiekać się z góry i robić złoto brązowe. Ja nie mam takiej opcji w moim fantastycznym piekarniku, aby grzała jednocześnie górna i dolna grzałka, zatem włączyłam funkcję... grilla :) I też wyszły. 






Smacznego ! :)