Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ćwiczenia poprzez zabawę. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ćwiczenia poprzez zabawę. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 grudnia 2014

Ćwiczymy lewą półkulę :)

Czasami nawet nie zdajemy sobie sprawy,że czynności, które wykonujemy codziennie mogą stanowić całkiem niezłą dawkę terapeutyczną dla tych wybrańców, którzy mają problem z mową :) 

W taki oto bardzo prosty sposób możemy ćwiczyć z dzieckiem , stymulując lewą półkulę jego mózgu [odpowiedzialna za rozwój mowy]. 
Zdjęcie koszmarne, bo robione z telefonu, ale nie o to chodzi. 

Zadanie było następujące: 
Wyjmij sztućce z koszyka i powkładaj do pojemnika. 
(potem jeszcze pokazałam gdzie są duże łyżki)

Potomek układa sztućce, różnicując je na małe i duże oraz na rodzaje. 

Nasza logopeda poleca również segregację skarpetek :) oraz czynności, które wymagają naprzemiennego ruchu rąk lub nóg, ot choćby wchodzenie po schodach. 

Wiedzieliście, że te prozaiczne czynności są bardzo stymulujące dla naszych dzieci i pomagają w mówieniu ? :) 


Kiedyś jeszcze napiszę o "codziennej terapii" SI [ zaburzeń integracji sensorycznej]. Jak się okazuje, na co dzień dzieciaki wykonują mnóstwo czynności, które pomagają im się "dostymulować"- jak mawiają w żargonie terapeutycznym :) 


wtorek, 11 listopada 2014

5 sposobów na domową nudę !


Dziś piękny dzień! Słoneczny listopad od kilku dni nadaje memu życiu sens :) 
Ale wiem, że niebawem to się skończy :( 
Nastaną szarobure, zasmożone dni, które przyprawiają mnie o mdłości . 
 Dni, gdy co godzinę spoglądam pod siebie sprawdzając, czy już zniosłam jajko, czy jeszcze nie. 
Dni, kiedy nie chce się lub nie ma takiej możliwości, by wystawić nos za mury domu. 
Dni, gdy ciśnienie spada, a w domu zaczyna powiewać nudą. 

Nie ma to jak ciepłe lato, złota polska jesień czy wczesna, pogodna wiosna! 
Nawet jak nie wiesz, co robić z dzieckiem, to podwórkowi koledzy Ci podpowiedzą. Ubierasz swe pisklę i sruuuuu na pół dnia wychodzisz z domu. 
A co , jeśli dzień już jest krótki?
 A co jeśli za oknem deszcz, słota, burza śnieżna? 

Już dziś możesz się na te dni razem ze mną przygotować ! 

Mamy kilka opcji: 

1. Zabawa w telefon. 
Tak wiem, najprościej dać smartfona. Ale wiecie, jak to się może skończyć [KLIK], więc nieszczególnie polecam. 

W telefon można pobawić się inaczej, tak jak bawiły się nasze matki, a może i my sami :)

Potrzebujemy: 
dwa opakowania po jogurcie
długi sznurek lub wełna 
dziecko + 1os.(drugie dziecko, matka, babcia, ojciec.... czyli ten , który pozostał na placu boju)

opcjonalnie do dekoracji telefonu: 
farbki do malowania plastiku
magnesy

I teraz tak: jeśli dekorujemy farbkami nasze słuchawki od telefonu, należy do kubka wcisnąć rożne kolory farbek, wrzucić magnes, najlepiej o kształcie kuli. Drugi magnes przykładamy do zewnętrznej ścianki kubka i przesuwamy w ten sposób nasz wynalazek po ściankach kubka, malując i dekorując naszą słuchawkę. To samo można zrobić samymi paluchami, nie używając magnesów. Będzie jeszcze bardziej wystrzałowo, bo powstanie większy bałagan :) 
A czy nie o to chodzi w zabawie ? :D 
Gdy farbki wyschną, w dnie kubeczka robimy dziurkę, przeciągamy sznurek lub wełnę, zawiązujemy supełek od wewnętrznej strony kubeczka. To samo robimy z drugim kubkiem i tym samym sznurkiem. Uczestników zabawy rozstawiamy po dwóch kątach , naciągając mocno sznurek - nasz kabel telefoniczny. I teraz czas na naszą inwencję. Jedna osoba szepcze do swojej słuchawki, a druga nasłuchuje. Lub odwrotnie. Możemy recytować wierszyki, śpiewać piosenki, opowiadać różne historie, odgrywać scenki. 

2. Zabawne kamyczkowe historie. 
Mój Potomek z każdego spaceru musi przytargać jakiś kamień. Taki zbieracz mi się trafił. Kolekcjoner kamiorów! Najpierw wyrzucałam, teraz postanowiłam zbierać. W zimie kamyczków nie znajdziemy, a przecież mogą się idealnie sprawdzić w zabawie w kamyczkowe historie. 

Jak się bawić? 
Malujemy kamyki farbami, możemy tworzyć dowolne postaci, używać dowolnych kolorów, malować palcami lub pędzelkiem. Następnie tworzymy swoją własną historię, bajkę, opowiastkę używając do tego celu naszych nowo powstałych postaci. Czyż to nie wspaniały pomysł na pobudzanie wyobraźni u naszych maluchów ?

via pinterest 

 
via pinterest
via pinterest
A wiecie, co może stanowić wspaniały domek dla naszych nowych ludzików ?! Nie zgadniecie ! :) 
Łubianki po jajkach :) 


3. Skarpetkowe zwierzątka. 
Robiłam je jako dziecko z moją Babcią ! :) Ona też, nauczyła mnie, w jaki sposób można sobie zrobić w domu swoją własną lalkę. Pierwsza, którą zrobiłam nazywała się Tekla. Niestety już jej nie posiadam, ale pamiętam do tej pory , jak z Babcią siedziałyśmy i każdą część robiłyśmy razem. Co najlepsze... nie musiałyśmy wychodzić z domu, żeby kupić materiały na nią. Babcia wszystkie potrzebne elementy wygrzebała z własnej szafy :) Ale o tym innym razem. Dziś o skarpetach. 
Ile macie skarpet nie do pary? Ileż to skarpeciątek błąka się samotnie po domowych kątach czy szufladach poszukując swojej drugiej połówki? Znacie to ? JA TAK! Wszyscy cierpimy na permanentnie ginące skarpetki. Słowo daję, do tej pory niektórych nie odnalazłam. Gdzie odeszły? Dlaczego uciekły? Nikt tego nie wie ! 
Sposobem na tego typu skarpetkowe psikusy jest kupowanie zestawu takich samych, jednokolorowych skarpetek :) Wówczas każda dla siebie stanowi parę , nie ważne czy jest od kompletu czy nie. A te, które wciąż szukają swojej pary można wykorzystać w zabawie z dzieckiem, w bardzo szybki sposób tworząc skarpetkowych przyjaciół. Najłatwiej projektuje się zwierzątka :) 
pinterest

pinterest

pinterest
A tu zobaczycie , w jaki sposób wykonać skarpe-luda bez szycia: http://playtivities.com/easy-sock-puppets/

4. Domowe inspiracje. 
Użyj domowych przedmiotów lub jedzenia, by pobudzić wyobraźnię dzieciaka. Zapytaj go , z czym dany przedmiot czy pokarm mu się kojarzy i razem spróbujcie znaleźć dla niego alternatywne rozwiązanie. 



5. Domowe sznurki i dziurki ! :) - mój faworyt 
Nawet nie wiesz, jak bardzo możesz zająć swoje dziecko dając mu do zabawy durszlak, pojemnik na sztućce i słomki lub sznurek !
Sorter ma zazwyczaj kilka dziurek i klocków, zabawa trwa więc kilka sekund. A tu .. proszę ! 
Sprawdź, na jak długo Twoje dziecko zatraci się w tej zabawie ! :) Gwarantuje Ci, że dasz radę na spokojnie wypić kubek kawy i doczytać kilka stron ulubionej lektury ! 
http://www.mericherry.com



A Wy ?
 Jakie macie sposoby na takie dni? 






poniedziałek, 20 października 2014

Ćwiczenia poprzez zabawę cz.4


Mamy do pokazania kolejną fajną zabawę z cyklu domowe Montessori. 
To część domowej terapii logopedycznej dla dzieci z opóźnionym rozwojem mowy. 

Potrzebne będą : 

kolorowy papier 
kilka kolorowych pojemników, pudełeczek
penseta 

Z kolorowego papieru wycinamy paseczki i składamy je w harmonijkę. 
Dobieramy kubeczki takich w takich samych kolorach jak harmonijki ( lub odwrotnie :) ). 
Pożyczamy dziecku swoją pensetkę. 


Zadanie jest proste. Należy włożyć harmonijkę do kubeczka o tym samym kolorze posługując się pensetą. Dla Potomka było to za trudne. Póki co pomagał sobie drugą rączką. 


 A potem preferował wkładanie tylko paluszkami. 

Zabawę można skończyć zdmuchiwaniem papierków ze stołu ustami lub przez słomkę. 
Niestety model zwiał i nie mogłam cyknąć fotek :) 

Ćwiczenie stanowi część terapii SI, stymuluje lewą półkulę mózgu ( odpowiedzialną za mowę), poprawia sprawność paluszków, uczy klasyfikowania przedmiotów wg cech ( w tym wypadku kolory). 









piątek, 18 lipca 2014

Nie próżnujemy ! :) Ćwiczenia poprzez zabawę cz.3

Wakacje wakacjami, ale ćwiczyć TRZEBA ! :) 

Tym razem uczymy się kształtów i dopasowywania do siebie takich samych obrazków na hasło 
"taki sam".

Wydrukowałam sobie planszę z podstawowymi kształtami w dwóch wersjach: w kolorze i w skali szarości. 
Rozkładam jeden komplet ( szary lub kolorowy na stoliku) a w ręce trzymam drugi. Podając po kolei karteczki z drugiego kompletu proszę Potomka, by przyłożył daną karteczkę do takiego samego kształtu. 



Wykonuje to bezbłędnie. 
Musicie uwierzyć na słowo, bo nie sposób z nim ćwiczyć i robić zdjęcia jednocześnie :) 


Kolejne ćwiczenie, to poznawanie ( u nas utrwalanie) poszczególnych zwierząt oraz ćwiczenie sekwencji "taki sam" . 
Wykorzystuje do tego MEMORY z Czuczu. 

Rozkładam jeden komplet , w ręce trzymam drugi. Podaję Potomkowi po kolei każdy element i proszę, żeby nałożył na drugi taki sam, jednocześnie nazywam zwierzęta i razem naśladujemy ich odgłosy. 

Po każdym ćwiczeniu następuje mały relaksik :) 

Jak Wami mija piąteczek ? :) 






czwartek, 10 lipca 2014

Nie taki bilans straszny jak go malują

Matka nie lubi chodzić do lekarzy. 
Z wizytami Potomka idzie jej kiepsko, a ze swoimi własnymi to już po prostu jest dramat. 
Co najśmieszniejsze , Matka to klasyczny hipochondryk , diagnozujący się u dr Google'a :) 


Były w moim życiu takie historie, kiedy to z pomocą tego Pana postawiłam sobie diagnozę zapalenia opon mózgowych ( które okazały się de facto ostrą grypą), zapalenia stawu skroniowo - żuchwiowego ( wiecie , że taki macie ?? :) ), który okazał się po prostu bolącą ósemką. W tym drugim przypadku byłam prawie pewna swojej diagnozy i dość długo upierałam się, że pan dentysta nie ma racji, bo przecież objawy pasują jak ulał do całej litanii objawów zapalenia owego stawu, o których pisał mój osobisty felczer Google. 
W sumie moje wizyty u lekarzy polegają głównie na tym, że idę, oznajmiam co mi jest i czekam na potwierdzenie. Taka zdolniacha ze mnie :) 
Chociaż może nie, bo zazwyczaj moje diagnozy są nietrafne, dlatego przestałam takoż czynić , wrzuciłam na luz, leczę się sama i po przychodniach nie chodzę :) 

Z Potomkiem jest inaczej. 
W tym przypadku boję się szarlataństwa i dr Google'a, dlatego  głównie opieram się na opinii specjalistów (mimo iż swoje sobie myślę :) ). Może szczęściem jest też to, że Potomek ma wspaniałą opiekę medyczną  i ludzie, którzy o niego dbają są dla nas osobami pełnego zaufania. 

Dziś na bilansie dwulatka dowiedziałam się, że wszystko jest ok, dzieć mierzy 93,5cm i waży 15,5kg, zatem plasuje się na 75 centylu. Co oznacza, że od ostatniego mierzenia i ważenia, w przypadku obu parametrow,  spadł poniżej 90tego centyla i bardzo dobrze, bo do tej pory zazwyczaj mieścił się na samym końcu siatki centylowej, a wagowo w zasadzie wychodził lekko poza nią. 

Z całą resztą też jest gites, zęby wszystkie są, żadne spróchniałe :) ale z zauważalnymi krzywiznami od smoczka ( tego przyjaciela chyba nigdy się nie pozbędziemy ....<sic!> ), stulejki brak, lekkie iksiki - do skontrolowania. Już byłam wcześniej to sprawdzić, mamy czekać jeszcze do września i wtedy przyjść na kontrolę. Kręgosłup prosty, serduszko w porządku, odpieluchowany ( no prawie, bo dwójka nadal w pieluchę leci, ale walczymy). Zez widoczny, ale.. pozornie :) Czyli nadal jest hipnotajzing, ale nie groźnie dla jego rozwoju i zdrowia. Kontrola wzroku po 3 roku życia. 

W szczepieniach braki -  i na razie nadal tak zostanie. 
O właśnie - poszukuję dobrego, rozsądnego i mądrego neurologa dziecięcego z Krakowa, który pomógłby nam ułożyć indywidualny kalendarz szczepień. Czy ktoś , coś  wie w tym temacie może? 

A z zaskakujących informacji mogę dodać jeszcze to, że Potomek .... CZYTA :) 
Jednym z jego ćwiczeń u pani logopedy jest taki obrazek  z zeszytu : 


Ćwicząc tę część mówimy : "Lala mówi A" i pokazujemy jego paluszkiem ( lub sam to robi) na literkę A. 
Dalej w zeszycie ma wklejone zwierzątka , np barana ( BE BE) i węża (SSS) i co ja dzisiaj paczeeeee...?
Moje dziecko przynosi mi książeczkę , otwiera ją i : 

-"Mama?!" 
-Tak Synku ?
- A, Be, SSS
- ????? - myślę sobie - nie ogarniam :)
podchodzę więc do stoliczka przy którym siedzi Potomek, a gość powtórnie recytuje znane mu literki pokazując je jednocześnie paluszkiem w zwykłej książeczce z bajkami <3 wyszukując za każdym razem daną literkę z ciągu liter w zdaniach! 
a potem domaga się braw i splendoru :) 

Radość Matki - OGROMNA!!! 
Emocje - BEZCENNE!!! 

Miłego dnia ! :) 





wtorek, 8 lipca 2014

Ćwiczenia poprzez zabawę cz.2 /pomoce w opóźnionym rozwoju mowy/

Potomek przemówił do nas ludzkim głosem całkiem niedawno. Pamiętam dokładnie ten dzień, kiedy po raz pierwszy usłyszałam wypowiedziane przez niego w świadomy sposób słowo "mama'. 
Stałam wówczas na balkonie "kątem plując" - jak mawiała moja przyjaciółka - aż tu do mych uszu dotarł cienki głosik małego ludka, który stojąc w swoim łóżeczku , w naszym wspólnym pokoju ( taaaaak wiem... wygląda na to, że będziemy dzielić jedną izbę aż do jego osiemnastki :D ) poczuł się widocznie bardzo samotnie i postanowił przywołać matkę do siebie. Początkowo myślałam, że to głos osiedlowego dziecka, bo skąd mogłam przypuszczać, że mój Potomek nagle zacznie mówić, skoro tyle czasu się wstrzymywał. <"kompot zawsze stał na stole" :) znacie to ?>
Gdy uświadomiłam sobie, że to moje dziecko mnie woła, niemalże w sekundzie znalazłam się w sypialni. Radość trwa do dziś!!! 
Tenże jednak osobnik w ciemię bity nie jest. Gdy tylko zrozumiał  że na jego wezwanie "mama" lecę-pędzę co sił w nogach, żeby usłyszeć to jeszcze raz , robi to po tysiąckroć w ciągu dnia.
Obecnie już nie lecę - pędzę na każde zawołanie, bo co tu dużo mówić - osłuchałam się :) , ale uwielbiam gdy mnie woła, mimo pękających bębenków i wiecznego trajkotania :) Słowo "mama" w jego wykonaniu - jak zresztą każde inne, ale to akurat wyjątkowo - jest dla moich uszu najpiękniejszą melodią świata ! 

Zabawne jest to, że mimo tego, iż Potomek plasuje się wśród rówieśników na liście dzieci niemówiących, to "gada jak najęty" non stop. On po prostu się nie zamyka. I wiecie, że on "gada" z sensem ? Potrafi powiedzieć bardzo niewiele. Myślę, że roczne dzieci więcej mówią :) ale czasami to snuje taaaaaakie historie używając tylko tych słów, które zna, że kopara opada. Tzn mnie opada, bo pewnie inni uznają mnie za chwilę za wariatkę - ale do tego już przywykłam , więc spoko - nie krępujcie się ! 
Moja teściowa mówiła mi kiedyś, że ze swym dzieckiem, a mym mężem i ojciem Potomka, rozumieli się bez słów. Myślałam sobie wtedy w duchu "Jasne! Po prostu się domyślałaś!" . Ja też się domyślam :) ale na prawdę w 98% rozumiemy się z Potomkiem bez słów. Potrafię zrozumieć to, co mi opowiada, używając tylko 4 wyrazów.
-"Mama??"
- Słucham Cię Synu.
-"Haloooo, baba, dziadzia, bum bum, ja " 

:) 

tłumaczenie Matki : "Mamo, zadzwoń do babci i dziadzi niech do mnie przyjadą"

No dobra, może jestem walnięta , może brakuje mi piątej klepki, może życie na bezglucie poczyniło pustki w mózgu moim, ale wiecie co?.. wali mi to :) Cieszę się, że potrafię zrozumieć moje dziecko i ba! nawet sobie z nim pogadać tak, że mnie uszy od słuchania i żuchwa od gadania bolą. Cieszę się każdym jego słowem i wiem , że mamy problem. Ale na prawdę wkładam w jego terapię całą siebie i wierzę, że skoro w ciągu 8 tygodni zrobił taki postęp, to teraz już będzie tylko lepiej. Mało tego : skok w jego rozwoju jest na prawdę mocno zauważalny, więc nawet nie wypada mi myśleć inaczej. 

Ale do rzeczy! 
Pokaże Wam, jak wspólnie z logopedą nauczyliśmy Potomka wołać świadomie mamę i tatę.

Mamy u pani Asi taki zeszycik. Na pierwszej kartce wklejone jest zdjęcie Borysa , ma ono na celu pomóc mu zrozumieć co to znaczy "ja" i to, że Borys to właśnie on. Dzieci z opóźnionym rozwojem mowy mają problem także z jej rozumieniem i u nas czasami to widać. 
Zatem zaczęliśmy od fotek. Borys podczas ćwiczeń , a przerabiamy ten zeszyt codziennie, otwierając kartkę z danym zdjęciem musi pokazać paluszkiem na zdjęcie, a potem na osobę, ja ( czy ktokolwiek kto z nim pracuje) jestem lektorem. Mówię : "tu Borys" gdy on pokazuje zdjęcie "i tu Borys" gdy on pokazuje siebie. "tak, tu jesteś TY" -> wskazując paluszkiem na zdjęcie 
"Ja" - przykładając jego paluszek do brzuszka

Teraz doszedł już do takiej wprawy, że w zasadzie palcem operuje sam, ja tylko mówię. Ale początki wykonywania nowych ćwiczeń zawsze są wspomagane przez osobę, którą z nim ćwiczy. 

W taki sposób właśnie nauczył się świadomie wołać mama i tata. 
tu akurat pokazuje Tatę, siedzącego w .. innym pokoju :) 

Wystarczyło z gościem przerobić kilkanaście razy tą część zeszyciku ( to był w ogóle początek naszych zajęć u logopedy, może po drugiej wizycie), żeby nagle go oświeciło, że może nas sam wołać, bowiem do tej pory tylko powtarzał,  gdy go poprosiliśmy, wskazywał również prawidłowo, ale nigdy sam z siebie nas nie zawołał. 

Zeszycik ma sporo kartek :) Ale niestety nie należy on do ulubionych ćwiczeń i zabaw Potomka, zatem ciężko po pierwsze robić foty  (Ojciec ciężko pracuje, żeby Matka mogła pisać bloga :) więc nie ma czasu na robienie nam zdjęć podczas ćwiczeń), a po drugie nie wolno mi rozpraszać ucznia, bo chwila nieuwagi i spierdziela z krzesełka :) 
Będę, co jakiś czas starała się pokazywać, co zawierają kolejne kartki magicznego kajetu :) 

Kolejnym fajnym ćwiczeniem są labirynty. 
Dla Potomka to nowe ćwiczenie, więc nie robi go jeszcze samodzielnie. 
Miał znaleźć drogę od krowy do krowy . Moje niecierpliwe dziecko samodzielnie zrobiło to tak: 

"Poszedł" na skróty po prostu  :) 

Potem ( i myślę, że jeszcze parenaście razy tak będzie ) musiałam chwycić jego rączkę , w której trzymał kredkę i pokazać mu, jak jedna krówka ma dostać się do drugiej krówki. 

To są labirynty, które dla dwulatka są chyba za trudne. Chociaż już sama nie wiem.... 
W każdym razie , mnie chodzi o umiejętność prawidłowego trzymania kredki i po prostu rysowanie esów , floresów. Do tego przy tym ćwiczeniu utrwalamy dźwięki naśladujące krowę oraz samo słowo "krowa", którego na razie jeszcze nie wypowiada :) 
Wzory znalazłam w sieci, wydrukowałam i kseruje na bieżąco. 

I kolejne, fajne ćwiczenie. U nas również nowe. 
Dopasowanie kolorowego przedmiotu do jego cienia. To uczy go spostrzegawczości , musi wskazać dwa takie same kształty. Lepiej nam idzie na kolorowych obrazkach, ale myślę, że to kwestia czasu  - jak z każdym dotychczasowym ćwiczeniem. 
Do tego poznajemy nowe słownictwo. Staram się mu pokazywać  na przedmiotach to, co znajduje się na kartce. Na przykład wygląda to tak : 
"Tu okulary <pokazuje na prawą stronę obrazka> i tu okulary <pokazuję na lewą stronę obrazka> i tu okulary <pokazuję na swoje okulary>"
"Tu parasol <pokazuję na prawą stronę obrazka> i tu parasol < pokazuję na lewą> i tu też parasol <pokazuję przygotowany wcześniej parasol>" 


Łatwiej nam idzie z prostszymi wyrazami, ale podnoszę poprzeczkę powoli :) 


Moim kolejnym celem ( a z panią logopedą przez wakacje się nie spotykamy, więc biorę osobiście byka za rogi), jest nauczenie Potomka wypowiadania słów takich jak : woda, pić, jeść. Bo w tych przypadkach akurat muszę się domyślać, i najczęściej lecę litanią na jego frustrację : 
"Chcesz jeść?" czekam na potwierdzenie lub zanegowanie 
" Pić ?" znów czekam 
"Wodę? " <tak jakby mógł coś innego pić :D >

Trzymajcie kciuki !! 
<jak macie jakieś ciekawe pomysły jak tego dokonać , to będę wdzięczna za każde sugestie :) > 


P.S. Chciałam tylko poinformować Jedną Olę i jej Mamę , że "Bosy" dziś wołał pod waszym oknem "OŁA", więc chyba to nasze kolejne nowe słowo :D 
Buziaki od Bosego :* Wracajcie bo nuuuuuuudyyyy ! 





Ćwiczenia poprzez zabawę cz.1

Nasze pisklę , potocznie zwane Potomkiem, od jakiegoś czasu ciągane jest przez Matkę po wielorakich specjalistach i miejscach. Testujemy wiele rzeczy szukając najfajniejszego sposobu na wspomaganie rozwoju naszego dzielnego dwulatka. 
Bardzo wiele dała nam dieta. Poważnie! I gdybym nie doświadczyła tego na własnej ( a tak na prawdę Potomkowej) skórze, to nigdy bym nie uwierzyła, jak ogromny wpływ na rozwój dziecka ma sposób jego odżywiania. Ale informacjami dotyczącymi tejże sfery uraczę Was innym razem :) 
Dziś chciałabym opisać w jaki sposób ćwiczymy z Potomkiem w domu. 
Pokaże tylko część ćwiczeń, ale mam cichą nadzieję, że czas pozwoli mi na pokazanie wszystkiego tego, co tu wyczyniamy :) 


Pierwszą zabawą, którą od początku Potomek bardzo lubił jest ćwiczenie korygujące zaburzenia integracji sensorycznej, z którymi mamy lekki problem. Potomek nie używa równomiernie lewej i prawej ręki, posiłkuje się zazwyczaj tylko jedną, do tego posiada nadal symptomy wzmożonego napięcia mięśniowego, mamy też problem z chodzeniem na palcach wynikającym ze zbytniego pobudzenia i emocji. Zatem aby gościa "dostymulować" trzeba wykonywać pewne ćwiczenia. Bardzo fajnie sprawdza się w naszym wypadku zabawa przedmiotami o różnych fakturach, np kolczaste piłeczki, albo chodzenie po grochu czy fasoli ( u pani logopedy Potomek chodzi po specjalnych matach, ale w domu ich nie mamy). Kiedyś Wam pokażę , jak to robimy w naszym gnieździe, ale póki co zobaczcie jak ciekawie poprzez zabawę możemy ćwiczyć paluszki naszych maluchów. Każdy ma w domu chyba spinacze i foremkę czy pudełko , do którego można je przyczepiać ( można też użyć do tego zawieszonego sznurka). 



Za każdym razem nie obywa się bez szkód :) 

A potem sprzątanie, czyli odczepianie spinaczy z foremki i wrzucanie ich do środka. 


Dziś do południa bawiliśmy się także zwykłą ciastoliną. U nas to jest zabawa No1. Nic chyba nie zajmuje Potomka tak długo jak lepienie ciastek z Play Doh. :) A serce Matki cieszy się ogromnie, bowiem ową ciastoliną również ćwiczymy sensomotorykę, ugniatając ją, wyjmując małymi paluszkami z pudełek, 



......używając dwóch rączek jednocześnie do wykonania ciastek. 

..potem robimy rulonowe ubranko dla naszego tekturowego ludka :)...


....a potem miętosimy ciastolinę w dłoniach ....

i stopach.... <why not ??! :) o nie też dbamy . 

Na koniec sprzątamy : 

..... szukamy kolorystycznie pasujących do siebie elementów.... 
(dobieramy kolor ciastoliny do koloru wieczka na hasło "taki sam") 
Biedny , nawet nie wie jak bardzo w czasie tego ćwiczenia działa na swoją korzyść :) Ale na prawdę bardzo to lubi, bo to dzieć , który uwielbia splendor i pochwały, a za każde dobre dopasowanie kolorystyczne dostaje mnóóóóstwo dobrych słów , braw i uśmiechów :) 

..dalszy ciąg porządków...
<cudownie, że mogę się już tak wyręczać swoim dwulatkiem :) > 


W czasie zabawy poznajemy nowe faktury <szorstkie> :

sprawdzamy do czego jeszcze może służyć rura do odkurzacza, przy okazji ćwicząc równowagę.... 



A tak na prawdę, to cała ta zabawa kończy się zawsze w ten sam sposób :) 
Pozostawieniem broni na placu boju :

z podtekstem : "Weź se matka sama sprzątaj!" 

Ciao ! :)