Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dieta przy kandydozie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dieta przy kandydozie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 marca 2015

Jadłospis małego alergika przy kandydozie

Jak na autorkę piszącą blog żyjący swoim własnym życiem, kompletnie niekomercyjny, w zasadzie ani  parentingowy, ani kulinarny.....takie "niewiadomoco"... dostaję okrutnie dużo maili z prośbą o przypomnienie historii choroby Potomka, pytania dotyczące objawów i leczenia, prośby o jadłospis i tym podobne. 
Kochani! najwięcej informacji odnajdziecie na blogu, który pisałam na bieżąco. Teraz naprawdę nie pamiętam wielu szczegółów, szczególnie, że grzyba jako tako nie leczymy. Ta historia jest już naszą przeszłością. Dziś po prostu trzymam rękę na pulsie i tyle. Bardzo wiele produktów wprowadziłam ponownie do diety, w tym cukier. Wiadomo, bez przesady, zawsze rozsądnie i z głową - ale raz na jakiś czas pojawia się w menu. 

Jeśli zaś chodzi o jadłospis. 
Od naszej pani dietetyk nie otrzymałam gotowego jadłospisu. Pani przygotowała zestaw przepisów dopasowanych do diety Potomka ( alergeny ), do jego wieku, biorąc pod uwagę naturalną suplementację w odpowiednie witaminy i mikroelementy. Są to przepisy dopasowane indywidualnie do danego pacjenta, którym w tym przypadku był Potomek. Nie czuję się upoważniona do udostępniania tych przepisów publicznie lub przekazywania ich dalej.  Przepraszam, jeśli ktoś w tym momencie poczuje się urażony. 
Z całego serca zachęcam Was do poszukania w swojej okolicy osób, które zajmują się leczeniem takich schorzeń jak nietolerancje pokarmowe, czy grzybica. Szczególnie dietetyków lub lekarzy leczących naturalnymi metodami, sprawdziłam na skórze swojego dziecka i obecnie sprawdzam na sobie, że ma to sens i jest skuteczne! 
Polecam Wam też blogi takie jak Smakoterapia czy Biblia Smaków. Przepisy, które są tam prezentowane przeważnie nadają się do włączenia do diety p/grzybiczej. 
Polecam Wam taż blog pysznadieta, autorka - Joanna - również prezentuje na jego łamach sporo przepisów dotyczących diety przy kandydozie. 
Nasza pani dietetyk podała nam kilka propozycji przepisów, niewiele w sumie, chodziło o to, żeby sprawdzić, na co Borys pójdzie, a co będzie raczej nie do przejścia w kwestii menu.  Żeby nie było monotonnie grzebałam w necie poszukując jakichś inspiracji. Do tej pory grzebię. 

Notatek z przeprowadzonej diety i gotowych jadłospisów, zatwierdzonych przez specjalistę nie posiadam. Prowadziłam na własne potrzeby zeszyt, w którym zapisywałam, co Borys jadł danego dnia, jakie leki przyjmował, jak się wypróżniał, zachowywał, jak reagowała skóra. Przepiszę za chwilę menu z kilku dni, jednak zastrzegam, że są to tylko i wyłącznie moje notatki prywatne. Nie czuję się , gdyż absolutnie nie jestem, żadnym autorytetem w kwestii leczenia kandydozy, zatem nie traktujcie tego, co za chwilę napiszę jako zalecenia dietetyczne i prawidłowy przykład diety p/grzybiczej, która pewnie zawiera jakieś błędy, ale może stanie się dla kogoś punktem zaczepienia, by móc dalej sprawniej działać. 
Notatki były robione w październiku 2014 roku, jest to okres po wyleczeniu przerostu grzyba, stąd wprowadzone słodkie owoce jak suszone daktyle czy banany, ale jeszcze wtedy była to dieta bezglutenowa, bezmleczna, bezjajeczna ( bez białka), bezdrożdżowa, bezcukrowa, bez orzechów i cytrusów. Borys nie przepada za warzywami, zatem w naszym menu nie ma ich za wiele. Serdecznie zachęcam do podawania tychże! Ja przemycałam je głównie w zupach i surówkach czy sałatkach obiadowych. 

Dzień 1 

Śniadanie: garść domowego musli z domowym mlekiem ryżowym,posypane cynamonem 
II śniadanie: baton daktylowy, sok jabłkowy bez cukru (b/c)  domowy 
Obiad: kluski z kaszy kukurydzianej z sosem pomidorowym i burgerem mięsno warzywnym 
Podwieczorek : mała gruszka 
Kolacja: 3 placki jaglane z papryką i porem , smażone na maśle klarowanym 

Dzień 2 

Śniadanie: kasza jaglana z domowym mlekiem ryżowym, gruszką, cynamonem, 2 łyżki wiórków kokosowych, łyżka rodzynek. 
II śniadanie: płatki kukurydziano ryżowe bezglutenowe z jedną łyżką konfitury domowej b/c 
Obiad: zupa krupnik z ziemniakami i kaszą jaglaną ( zupa bezglutenowa) 
Spacer : baton daktylowy 
II danie:ryba z sosem pomidorowym 
Kolacja : placki jaglane na maśle klarowanym 

Dzień 3 

Ś: płatki kukurydziano ryzowe bg, b/c, z mlekiem ryżowym i konfiturą b/c, cynamon 
II śn. : kiełbaska bg, bezmleczna, bez konserwantów, wędzona 
Obiad: krupnik z kaszą jaglaną i ziemniakami , kawałek pieczonej polędwicy, ryż, salatka z pomidorów, oliwek, ogórków kiszonych i zieleniny 
Podw.: baton daktylowy, 2 kubki mleka ryżowego 
Kolacja: budyń z kaszy jaglanej , mleka ryżowego, masła klarowanego, wiórek kokosowych, ksylitolu, jabłka, cynamonu, jagód goji 
[ generalnie zasada powinna być taka, że kolacje są warzywne z dodatkiem kasz najlepiej bg, u nas to nie przechodziło, zatem częściej robiłam kasze na słodko niż na wytrawnie] 

Dzień 4

Śn.: chleb gryczany na zakwasie ( Rossmann) , z olejem kokosowym, pieczoną polędwicą domową . Mleko ryżowe 
II śn . : 3 wafle ryżowe posmarowane cienką warstwą miodu domowego, pół małego banana 
Obiad: zupa pomidorowa z makaronem bg, polędwica z warzywami 
Podw.: domowa babeczka kokosowa 
Kolacja: kiełbaska bm, bg, herbata ziołowa 

Dzień 5

Śn: owsianka z płatków bg z mlekiem kokosowym, suszonymi jabłkami, łyżką miodu, cynamonem 
II śn: zupa pomidorowa z makaronem bg 
Obiad: indyk pieczony , kasza gryczana biała, warzywa surowe 
Podw.: kompot malinowy b/c  , maliny z kompotu 
Kolacja: 2 parówki bg i bm ( jak na prawdziwego parówkożercę przystało ) 

Dzień 6

Śn: jaglankana wodzie, z gruszką, awokado i ksylitolem 
II śn. : wafel ryżowy z miodem  
Obiad: kapuśniak bez ziemniaków, ryż z potrawką mięsną z kurczaka 
Podw. : domowa babeczka kokosowa, jabłko
Kol: cukinia nadziewana kaszą jaglaną, sosem pomidorowym, ziołami 

Dzień 7 

Śn: chleb gryczany na zakwasie (Rossmann) z olejem kokosowym, pomidor, plaster polędwicy pieczonej, mleko ryżowe z cynamonem 
II śn: kapuśniak bez ziemniaków 
Obiad: mięso gotowane z indyka, surówka z jabłka i marchwi
Podw: wafle ryżowe z roztartym awokado
Kolacja: "chleb" z wegańskiego ciasta na gofry, z pastą z awokado i żółtka jaja wiejskiego, z pomidorem. 

Dzień 8 

Śn: jaglanka na wodzie z dodatkami ( jagody goji , gruszka, cynamon, olej kokosowy) 
II śn:  nalesniki gryczane z dżemem bc 
Obiad: zupa pomidorowa z makaronem bg , mięso z indyka + surówka 
Podw. pieczywo chrupkie ryżowe i kukurydziane
Kolacja: placki jaglane 

Dzień 9 

Śn: owsianka z płatków owsianych bg z dodatkami 
II śn: sałatka: jabłko, awokado, słonecznik, zmielone siemię 
Obiad: krupnik, mięso gotowane z kaszą gryczaną, sałatka z pomidora, oliwek i ogórka kiszonego 
Podw: kisiel domowy 
Kolacja : chleb gryczany na zakwasie z pastą z ciecierzycy ( dziecięcy hummus z sezamem i pietruszką zieloną) 

Dzień 10

Śn: chleb gryczany na zakwasie bg z pastą z ciecierzycy 
II śn: deser owocowy ( domowy mus) 
Obiad: gotowany królik+ surowka z jabłka i marchwi 
Podw. wafle ryżowe z cienką warstwą pasty z ciecierzycy 
Kol: chleb bg z olejem kokosowym, pomidorem, ogórkiem kiszonym, zioła 

Dzień 11

Śn: jaglanka 
II śn: mleko ryżowe z karobem, pieczywo chrupkie 
Obiad: rosół z makaronem bg, mięso gotowane
Podw. owoce z połową jogurtu sojowego i cynamonem 
Kolacja: racuchy gryczane bg z jabłkami i resztą jogurtu sojowego 

Dzień 12

Śn. racuchy z jabłkami 
II śn: rosół z makaronem 
Obiad: mięso gotowane z kaszą jaglaną i surowką 
Podw. ciastko gryczane 
Kolacja: kotlety brokułowe 

Dzień 13

Śn: kiełbaska wędzona bg i bm 
II śn: naleśnik gryczany z musem z malin 
Obiad : zupa ogórkowa, kotlety brokułowe
Podw. pieczywo chrupkie 
Kol: naleśnik gryczany z pastą warzywną 

Dzień 14

Śn. placki ryżowe śniadaniowe z polędwicą pieczoną i pomidorem 
II śn:  placki ryżowe z musem gruszkowym 
Obiad : zupa ogórkowa, polędwica z ziemniakami, pieczone buraki 
Podw. pieczywo chrupkie z miodem 
Kol. naleśnik gryczany z musem owocowym 

Tak jadał Borys - alergik na diecie p/grzybiczej. 
Menu mieliśmy bardzo proste i  monotonne. Gdy jednego dnia zrobiłam naleśniki to hurtowo - na dwa dni do kilku posiłków dziennie :) przy tak okrojonej diecie i specyficznych smakach małego dziecka, któremu trzeba poświęcać sporo czasu nie sposób stać przy garach cały dzień. Trzeba sobie radzić. Eksperymentowałam tylko na początku, szukałam zamienników, zastępników, próbowałam zastąpić każdą potrawę, którą jadł do tej pory tym samym, ale z użyciem produktów dozwolonych. Cóż.. to była walka z wiatrakami. Czasem się nie da, czasem nie wyjdzie, czasem mnie smakowało, a Borysowi nie... poddałam się, a w zasadzie odpuściłam. Postawiłam na prostotę, przynajmniej do czasu gdy nie wprowadzimy drożdży lub glutenu. Wówczas można już coś zdziałać i tak właśnie jest teraz, gdy w diecie Potomka są już obydwa produkty. Teraz mam większe pole manewru i mogę poszaleć w kuchni i co ważne - prawie wszystko się udaje :) 

Tym optymistycznym akcentem - żegnam na chwilę i życzę 
Smacznego ! :) 







środa, 23 lipca 2014

Candida albicans leczenie

Ostatnio dostaję dużo maili i wiadomości z pytaniami dotyczącymi wyleczenia Potomka ze stanu przerostu grzyba Candida albicans. Chciałabym opisać to tutaj na blogu. Może komuś jeszcze się przyda. 
Jednocześnie informuję, że nie jestem specjalistą w tej dziedzinie :) Część etapu leczenia wykonywałam intuicyjnie. Pomogła nam bardzo nasza pani dietetyk, z którą konsultujemy niektóre etapy leczenia. Jadłospis również układałam samodzielnie, aczkolwiek konsultowałam na bieżąco z dietetyczką. Jedna z mam chłopca, który również chorował na kandydozę przesłała mi kopię swoich jadłospisów, które stosowała podczas leczenia. 
Kwestia wyleczenia Potomka z kandydozy wciąż pozostaje pod znakiem zapytania i nadal nie jest dokończona. Leczenie trwa bowiem bardzo długo. Nawet do 3 lat. 
Opiszę od początku jak wykryliśmy kandydozę i od czego zaczynaliśmy. 


Mniej więcej na początku kwietnia 2014 roku , kierując się sugestią jednej z mam, z którą nawiązałam kontakt, postanowiłam zrobić Potomkowi badania przed udaniem się do konkretnych specjalistów. 
Na podstawie moich obserwacji wspomniana mama, która przechodziła przez część naszych problemów ze swoim dzieckiem, zasugerowała właśnie badanie w kierunku drożdżaków i pasożytów. 

Co mnie niepokoiło? 
  • PRZEDE WSZYSTKIM (!!) nieciekawe, luźne stolce
  • wybiórcze jedzenie (podstawą diety Potomka, gdyby żywić go wg jego upodobań,były produkty mleczne, białe pieczywo, banany, jabłka, słodycz, zero warzyw, mięsa, itp)
  • ochota na wszystko co słodkie : mleko modyfikowane, słodkie owoce, przekąski, białe pieczywo drożdżowe 
  • rozkojarzenie , zupełny brak koncentracji , nadpobudliwość
  • częste pobudki w nocy - zaburzenie snu 
  • budzenie z przeraźliwym krzykiem w nocy , ciężkim do uspokojenia
  • lekko przekroczone próby wątrobowe (badałam w miarę na bieżąco, ze względu na przebytą żółtaczkę noworodkową, która przeciągnęła się Potomkowi do mniej więcej 4tego miesiąca jego życia, zatem od lekarza dostałam zalecenie kontrolowania wątroby , tym bardziej, że jego skóra była wiecznie w kolorze śniadym i "opalonym", a my jesteśmy raczej z serii bledziochów :) )
W pierwszym rzucie zrobiłam badanie w kierunku pasożytów.Materiał złożyliśmy w laboratorium dr Dymona w Krakowie. Ponoć jest jednym z najlepszych specjalistów i w żargonie lekarskim mówi się o nim, że wystarczy by tylko spojrzał na kupę i już wie, czy są pasożyty czy nie. Badanie kosztowało 150 zł, materiał składa się jednorazowo, chyba, że pan Dymon ma jakieś wątpliwości, to w cenie badania składa się materiał ponownie. To starszy pan, bardzo sympatyczny, polecany zarówno przez lekarzy jak i rodziców na forach internetowych. 
Wiem, że wykryć pasożyty jest niezwykle ciężko, ale zaufałam kompetencjom  dr Dymona i już więcej nie badałam. Myślę, że za jakiś czas w razie niepokojących objawów zbadam  kał Potomka ponownie w tym kierunku. 

W badaniu tym , oprócz nieobecności pasożytów, dostałam informację , że mamy do czynienia z dużą ilością drożdżaków. Dr Dymon nie określa rodzaju drożdżaka, jedynie wskazuje na ich obecność. 

Kolejnym krokiem było oddanie materiału do badania w kierunku grzybów. Badanie robiłam w pracowni mikrobiologicznej w Krakowie, przy ul. Daszyńskiego 22. Od razu zleciłam badanie w kierunku bakterii. Wynik jaki uzyskaliśmy, to "bardzo wysoki wzrost Candida albicans" i wynik ujemny jeśli chodzi o bakterie. 
Wiem, że najdokładniejszym badaniem na drożdżaki są badania inwazyjne, ale o tym u nas nie było mowy. Dlatego postanowiłam oprzeć się na tych wynikach, które posiadałam. 
W międzyczasie , za radą dietetyczki ( po przeprowadzonym wywiadzie, dotyczącym zarówno mnie, przebiegu ciąży, wczesnego okresu niemowlęctwa Potomka, jego obecnych nawyków żywieniowych, stanu skóry, wyników podstawowych badań - w tym prób wątrobowych, zachowania Potomka, nieprawidłowości w wypróżnianiu, itp) zleciliśmy wykonanie panelu na nietolerancje pokarmowe. Robiliśmy test Food Detective na podkładach warszawskiego Cambridge Diagnostics. Badanie wykonane zostało w Krakowie, w laboratorium (nie w domu !!) współpracującym z Cambridge. Na wynik czekaliśmy około 14 dni. Początkowo pani dietetyk sugerowała bezwzględnie jak najszybszą diagnozę w kierunku nietolerancji. Jednak po otrzymanej informacji o bardzo wysokim przeroście candida stwierdziła, że radziłaby poczekać do wyleczenia z kandydozy i dopiero potem przeprowadzenie testów na nietolerancję, bowiem istniało  duże prawdopodobieństwo, że alergie są wywołane i spotęgowane przez grzyba i wynik może wyjść zafałszowany. Sugerowała , aby do tego czasu przejść na restrykcyjną dietę bezglutenową, bezmleczną, bezcukrową, bezjajeczną, bez siarczanów, bez żywności wysoko przetworzonej. Uznałam, że sobie nie poradzę z taką dietą ( miała trwać pół roku minimum, potem mieliśmy badać nietolerancje) i jeśli nie ma potrzeby wykluczania glutenu i jajka, to wolę tego nie robić :)  Dlatego sama zadecydowałam o wcześniejszym przeprowadzeniu testów. O tyle mi to ułatwiło sprawę, ze obecnie gluten ograniczamy (2x w tygodniu) a nie wykluczamy i ze wiem o alergii na orzechy i cytrusy. 
O tym, że mamy do czynienia z nietolerancją na mleko wiedziałam przed testami. Na samym początku naszej "przygody" za radą wspomnianej mamy i po konsultacjach z dietetyczką wycofałam mleko odzwierzęce i jego produkty. JUŻ po tygodniu Potomek zaczął lepiej sypiać. Po dwóch tygodniach zniknęła szorstka skórka na łokciach i kolanach. Po trzech - uległo poprawie jego zachowanie. Wykluczając zaledwie mleko i cukier z jego diety spowodowałam, że stal się spokojniejszy, mniej sfrustrowany, mniej pobudzony,  lepiej śpiący i ogólnie rzecz biorąc lepiej funkcjonujący. 

W początkowej fazie był na diecie bezmlecznej, bezcukrowej, z ograniczeniem glutenu ( co drugi dzień). Po otrzymaniu wyników testów, kiedy okazało się, że mamy alergie na mleko krowie, białko jajka <szok! :) >, orzechy i migdały oraz cytrusy, wszystkie alergeny zostały wycofane. Wycofałam również drożdże (i zakwas na 6 tygodni), grzyby ( i tak nie podawałam), gluten oraz WSZYSTKIE owoce ( na 4 tygodnie), suszone owoce, ziemniaki, skrobie ziemniaczaną, tapiokę, wędzone produkty, ograniczałam pozostałe skrobie. 
Przy wycofaniu glutenu w pierwszej fazie leczenia kandydozy osiąga się lepsze wyniki leczenia, organizm małego dziecka nie jest tak bardzo obciążony przez białko roślinne, nie mamy do czynienia z oblepianiem przez gluten ścianek jelita, zatem szybciej działają wszelkie specyfiki naturalne działające grzybobójczo, lepiej wchłaniają się także probiotyki zasiedlające jelita dobrą florą bakteryjną. Owoce wycofałam ze względu na fruktozę. 
Zamiast cukru wprowadziłam ksylitol i stewię, ale też nie przesadzałam z ich ilością. "Słodziłam" cynamonem i wanilią. 
Było BARDZO ciężko. To nie jest takie proste, żeby dwulatkowi, który już ma swoje smaki, tak drastycznie zmienić dietę. Robiłam to stopniowo. Tak jak wspomniałam, najpierw wypadło mleko i cukier. To nie było takie ciężkie, aczkolwiek Potomek dopominał się o mleko, bardzo mu go brakowało. 
Potem ograniczyłam gluten ( co drugi dzień). Późniejsze wykluczenie alergenów i pozostalych produktów już w nas tak nie uderzyło. Jednak najgorzej było z owocami. To był KOSZMAR! Ale jak widać do przejścia :) Poradziłam sobie w ten sposób, że po prostu ich nie kupowałam. Tak samo jak chleba. Tych produktów u nas w domu nie było bardzo długo.
Po około 5 tygodniach zaczęłam je wprowadzać na nowo. Za radą dietetyczki podawałam jeden raz dziennie po 100g owoców sezonowych. Akurat przypadło na okres truskawkowy.Potem malinowy, jagodowy. Dziś podaję nawet arbuza ( mimo wysokiego IG, zawsze mieszam z czymś o niskim IG).
Bazowałam głównie na kaszach bezglutenowych (jaglanej, gryczanej, quinoa), ryżu ( niewiele), mięsie, warzywach, ziołach i przyprawach. Korzystałam z przepisów z blogów Jadłonomia, Smakoterapia, OlgaSmile, Biblia Smaków.
Obecnie dieta Potomka znów przechodzi metamorfozę. Dostaliśmy bowiem spis przepisów od dietetyczki. Dla mnie są one super inspirujące! Potomek dopiero się wdraża. Sukcesem jest to, że zaczął jeść takie warzywa jak pomidor, ogórek kiszony, zieleninę, przemycam też awokado. Przymierzam się do bakłażana i past roślinnych do chleba :) Trzeba stopniowo gościa przyzwyczajać do zdrowych smaków. Niestety kubki smakowe odziedziczył po tatusiu, więc dla niego najsmaczniejsze są potrawy tłuste, smażone , ciężko strawne. Co dla jego wątroby nie jest najszczęśliwszym rozwiązaniem, zatem odtłuszczamy jego dietę. Do tej pory przyzwyczaiłam go do smaku cukinii ( ścierałam ją do placków, kroiłam w kostkę zamiast ziemniaków w zupie), pora, cebuli i czosnku.
Wątroba : 
Jeśli za 3 miesiące , po powtórnych wynikach badań, okaże się, że próby wątrobowe nie są przekroczone, oznaczać to będzie , że była obciążona przez kandydozę i alergie. Jeśli wyjdą jednak przekroczone - będziemy szukać innej przyczyny. Mam nadzieję, że wszystko dobrze się skończy ! I z tym też sobie poradzimy.

Jeśli chodzi o dania, to gotujemy raczej tradycyjnie i prosto. Zupy jakie podaję ( pewnie też dlatego, że są to zupy, które Potomek lubi), to : pomidorowa, ogórkowa, krupnik, żurek (raz na dwa tygodnie, na zakwasie żytnim), kapuśniak, rosół. Drugie dania są równie proste : mięso gotowane, pieczone, czasami smażone ( ostatnio już nie) od kilku dni- surówki warzywne ( oł jeeeaaaaaa! :) ). Prawie wszystko robię sama, raczej nie korzystam z półproduktów .

Suplementacja: 
Przez pierwszy tydzień leczenia, na wyraźną prośbę dietetyczki ( lekarka uważała, że to nie jest konieczne i trochę bezsensowne) Potomek dostał dawkę Nystatyny w zawiesinie. Podawaliśmy 3x dziennie. Po zakończeniu podawania Nystatyny ( nie wspominam tego dobrze, ponieważ przy ubijaniu grzyba dziecko jest mega pobudzone, mega drażliwe, mega złe i mega , mega, mega męczące ) wprowadziłam olejek z oregano. Do dzisiejszego dnia podaję 1 kroplę olejku raz dziennie. Niebawem będę go wymieniać na jakiś specyfik z aloesem, muszę poszukać odpowiedniego. Podaje się też citrosept ( wyciąg z pestek grejpfruta), ale Potomek nie może ze względu na nietolerancję cytrusów. Do tej pory podajemy raz dziennie probiotyk, obecnie z Solgara.
Grzyba ubijaliśmy głównie wspomnianym olejkiem, olejem kokosowym, ksylitolem, i innymi naturalnymi przyprawami, ziołami i produktami. Leczenie Nystatyną podobno niewiele pomaga, wyjaławia organizm i jeśli nie trzyma się diety, to potem grzyb odrasta w tempie ekspresowym.
Niedługo napiszę spis produktów, które włączyliśmy do codziennej ( no prawie :)) diety oraz opiszę ich właściwości pro zdrowotne :)

Tymczasem zmierzam na masaż !
Nie dla przyjemności niestety. :(  Od dwóch tygodni  "łupie mnie coś w dupie" :D  i kręgosłup odmówił posłuszeństwa :(






środa, 16 lipca 2014

Wziął i zdechł :)

Oficjalnie i z wielką radością spieszę donieść, że wyniki Potomka pod kątem kandydozy są IDEALNE!! 
Badany materiał <żeby nie napisać wprost KUPA :) > jest czysty od wszelkich złych i niepotrzebnych drożdżaków !!!! 

Wielka radość zagościła w związku z tą informacją w sercu Matki ! 
Nic się co prawda w naszej diecie nie zmienia, ale ważne dla mnie jest to, że nie walczę z wiatrakami, że nie zabijam, a zapobiegam wzrostowi, że cały trud , który włożyłam w leczenie Potomka nie był bezcelowy i bezsensowny! Że jak się chce - to się da ! 
A wierzcie mi,  od 25 marca 2014 roku nasze życie uległo zmianie o 180 stopni, ale w taki sposób, że aż mnie samej w to trudno uwierzyć, że w ogóle tak można było życie swe powywracać do góry nogami i że to możliwe ! 

Teraz czeka nas około 3 letnia dieta zapobiegająca ponownemu wzrostowi grzyba i tzw trzymanie go w ryzach <chociaż myślę, że Potomek przez całe życie będzie musiał już uważać>. To dość trudne. Zarodniki Candida mogą krążyć we krwi przez 2-3 lata. Wystarczy chwilowe osłabienie organizmu, aby się uaktywniły, dlatego nadal musimy się bardzo pilnować. Bo te dziady tylko czekają na właściwą dla nich okazję ! Ale tak jak kiedyś napisałam: nie pozwolę na to, żeby jakieś zmutowane gnomy zżerały mojego Syna od środka ! To jest walka na noże ! A Matka zawzięte stworzenie! Nie damy się !!! :) 

Do tego jeszcze przez minimum rok będziemy gościa leczyć z alergii, ale co to dla nas !? :) 

Trzymajcie kciuki i bądźcie z nami !! 

Tymczasem pozdrawiamy z wiejskich agro wakacji ! :) 


piątek, 27 czerwca 2014

Ładnie żarło i .. zdechło.

Zachowanie Potomka z dnia na dzień było coraz lepsze, piszę tutaj o zachowaniu dziecka, które jest chore na kandydozę. Mam na myśli takie kwestie jak nadmierne pobudzenie, rozdrażnienie, ciąg do słodkiego, białego pieczywa, mleka. Powoli, powoli zaczęło to wszystko zanikać i matka aż klaskała uszami ze szczęścia. Tak ładnie żarło, no i zdechło....Bowiem w piątek wieczorem u Potomiastego pojawiła się temperatura. Jaka? Nie wiem. Byliśmy u Babci i nie mieli odpowiedniego termometru. Nie miałam też leków, więc zbijałam w nocy gorączkę okładami i mokrymi skarpetami zakładanymi na nóżki. Swoją drogą polecam. Rewelka, nigdy nie próbowałam, bo zawsze miałam pod ręką Nurofen :) Jest to uciążliwe, bo nocka z głowy, ale wystarczyła godzina i temperatura poszła w siną dal.
W sobotę Ojciec Potomka przywiózł termometr, ja zakupiłam też leki. Niby te wszystkie nurofeno-ibumy nie mają czystego cukru w składzie, ale były tam takie składniki o których nie miałam pojęcia - i pani w aptece chyba też nie , bo gdy pytałam "A to co znaczy?" odpowiadała :"hmm.. to chyba nie cukier" :)

W każdym razie, gdy temperatura przekroczyła 38 stopni lub gdy przy stanie podgorączkowym Potomek był dętką podawałam lek. Mogłam zbijać skarpetami, no mogłam. Ale uznałam, że ibuprofen jest przeciwzapalny, zatem w naszym przypadku z pewnością nie zaszkodzi. W sumie podałam dwie dawki. Niedziela była już dla nas i poza wisielczym humorem i brakiem apetytu nic Potomkowi nie dolegało. Od poniedziałku, gdy apetyt był większy , futrowałam go kaszą jaglaną, cynamonem, olejem kokosowym, cebulą i czosnkiem plus ksylitol i olejek z oregano dla zabicia ewentualnego wzrostu grzyba, co przy lekach z niewiadomym składem i marnym jedzeniu było raczej pewne, że nastąpi.

Tak ładnie żarło i.... no zdechło. Zdechło jak cholera, bo w środę po południu zaczął koleś pokasływać. <mur> <mur> <mur>, a w nocy pokazywał, że go boli gardło.... 3 dni przerwy, ciszy przed burzą, nie wiadomo skąd przyszło, niby szybko poszło, i na jasną cholerę zawróciło ? Najgorsze w tym wszystkim jest to, że gdyby zapadł wyrok podania antybiotyku, to cała nasza 6 tygodniowa praca poszłaby w błoto.
Zatem w te pędy najpierw do dietetyczki, potem do lekarki. Koniec końców okazało się, że na leczenie zupełnie naturalne jest już lekko za późno i trzeba było zacząć to wtedy, gdy spadła odporność, czyli przy pierwszych objawach z temperaturą na czele. Ale nie jest źle, bo w sumie osłuchowo jest gites, wszystko siedzi "u góry", jest infekcja gardła, krtani, nochala, generalnie górnych dróg oddechowych. Zalecono kontynuowanie nebulizacji ( zaczęłam sama , gdy zobaczyłam co się kroi) i syrop dla diabetyków + dieta. Z syropu zrezygnowałam, zrobiłam gościowi syrop homemade z cebuli, goździków i ksylitolu, z odrobiną miodu ( po czym przypomniałam sobie, że miodu nie może :) ). Do tego zgodnie z zaleceniami dietetyczki ograniczyłam ponownie owoce, poza sokiem 100% z malin  i z dzikiej róży, wzbogacony dodatkowo witaminą C, na bezglucie i bezcukrze już jesteśmy, więc nie ma co ograniczać. Bezmleczna dieta również panuje, więc to też mamy z głowy. Potomek codziennie popija zioło :) ( miks prawoślazu, bzu i lipy) i na razie na czas infekcji zostajemy przy olejku z oregano i żywności przeciwzapalnej i przeciwbakteryjnej.
Sama zadecydowałam, że zasuplementuję acerolę.
Probiotyk oczywiście idzie pełną parą, co najlepsze.. okazało się, że ten, który brał do tej pory zawiera składniki mleczne !! Nie zauważyłam drobnego druczku czytając skład - klasyk. Wymieniliśmy go na Solgar.
Ale nic to.. z dnia na dzień jest coraz lepiej. Może nie zdechnie do końca :) Trzymajcie kciuki !!

Następnym razem od razu przy pierwszych objawach będę jechać z koksem ( naturalnym) bez zastanawiania się czy to już ten moment, czy może jeszcze poczekać - nie wiem na co zresztą :)
No i koniecznie muszę się zaopatrzyć , szczególnie na zimę, w domowe przetwory z malin. Matką wariatką jestem dopiero od 6 tygodni, więc malin bez cukru u mnie w spiżarce nie znajdziecie. Ale własnie rozpoczynam produkcję konfitur truskawkowych, naturalnych, bez cukru i żelfiksów, więc przyjdzie i czas na maliny , potem borówki, jabłka... Będzie się działo !
Żałuję, że przegapiłam etap chwastów ;-) Mogłabym wykorzystać jeszcze mniszek czy bez. Trudno. Next time! <tylko w sumie, nie wiem czy krakowskie , smożaste bzy, mniszki i inne kleszcze, są najodpowiedniejszym chwastem leczniczym :) >

Robicie własne przetwory ?? Ja nigdy nie czułam takiej potrzeby. Szczytem szczytów było dla mnie zrobienie własnej mąki z kasz, ryżu czy innych ziaren/nasion. Dopiero 2 tygodnie temu dowiedziałam się jak się kisi domowe ogórki. Czasem pomagałam mamie, ale raczej moja pomoc ograniczała się do wpychania tego i owego tu i ówdzie :) Wstyd i hańba NIE GODNA prawdziwej matki polki . Czas się biczować, nie ma co :)
Może zarzucicie jakimiś swoimi pomysłami, co by matka po nocach w necie nie ślęczała szukając tych najbardziej odpowiednich :)



niedziela, 22 czerwca 2014

Mleko Jaglane

Jak obiecałam, tak czynię :) 

Dziś pokażę Wam przepis na moje ulubione, lecznicze mleko jaglane.

Muszę się przyznać do jednej rzeczy : bardzo lubię mleko krowie, mogę je pijać litrami. Odkąd jednak wyedukowałam się w kwestii żywienia, staram się nie przesadzać z jego ilością. Stosuję w zasadzie tylko do kawy, ponieważ do tej pory nie odnalazłam dobrego zastępnika. Prawda jest taka - do smaku mlek roślinnych trzeba się chyba najnormalniej w świecie przyzwyczaić , a potem polubić :). Mnie to zajęło jakieś 2 miesiące, długo szukałam mojego ulubionego mleka roślinnego i w końcu ten smak odnalazłam, metodą prób i błędów udało mi się stworzyć  mleko dla mnie idealne w smaku, a dla Potomka idealne pod względem zdrowotnym. Co ciekawe, nie spodziewałam się, że będzie to mleko jaglane, raczej stawiałam na kokosowe. No i proszę: NIESPODZIANKA!! 

No to jedziemy! :) 

Składniki : 
200g ugotowanej kaszy jaglanej ( czyli 1 szklanka)
600 g wody (przegotowanej lub źródlanej) (tj.600ml)
1 kopiasta łyżeczka ksylitolu 
1 łyżeczka oleju kokosowego nierafinowanego 
1/2 łyżeczki cynamonu

Wykonanie w TM31: 
Do naczynia miksującego wrzucam ugotowaną kaszę jaglaną i zalewam wodą. Podgrzewam 2min/100C/obr.2 . Następnie miksuję 1min/obr.10 . Dodaję pozostałe składniki , miksuję 1min/obr.10.
GOTOWE!! :)  
Przecedzam przez gęste sitko i przelewam do butelki. Na sitku w zasadzie niewiele zostaje, więc można pominąć ten etap. Studzę, chowam do lodówki. Przechowuję nie dłużej niż 2 dni,a i tak zazwyczaj schodzi w jeden dzień. 


Mleko jest gęste, koktajlowe. Używam przede wszystkim do porannych owsianek bezglutenowych, ale i jako podstawę do koktajli i innych potraw, czy w ramach podwieczorku dla Potomka. Sama uwielbiam je pić na ciepło. Wszystkie składniki użyte w tym mleku są idealne dla diety przy kandydozie. Cynamon, ksylitol i olej kokosowy zabijają Candida albicans i hamują jego rozrost. Kasza jaglana zawiera mało skrobi, zatem mimo wysokiego IG nie karmi grzyba, a jej inne pro zdrowotne właściwości działają tylko i wyłącznie na korzyść pacjenta :)  Serdecznie polecam :) 
Zamiast ksylitolu można użyć dowolnego słodu lub zmiksować 1 owoc suszonego daktyla. Ja daktyli używam bardzo sporadycznie, ponieważ Potomkowi nie wolno spożywać suszonych owoców. 
Składniki można dowolnie wymieniać. Zamiast cynamonu można użyć ziaren z laski wanilii i mamy mleko waniliowe. Gdy doda się 1 łyżeczkę karobu powstanie nam mleko czekoladowe.

Wykonanie standardowe: 
Szklankę ugotowanej kaszy jaglanej podgrzać w garnku z odmierzoną wodą. Przelać do naczynia miksującego lub użyć blendera ręcznego by zmiksować dokładnie kaszę jaglaną, na tyle na ile starczy nam cierpliwości i sił :) Dodać pozostałe składniki, krotko zmiksować w celu połączenia. Przelać przez sitko wyłożone gazą lub pieluchą tetrową, odcisnąć powstałą na gazie pulpę. Można przelewać przez samo sitko, mleko wówczas jest bardziej zawiesiste. Przelać do butelki, wystudzić i szamać :) 
Jeżeli użyjecie daktyli, trzeba je dzień wcześniej namoczyć w szklance wody.