poniedziałek, 24 grudnia 2012

Wesołych Świąt ! :)

Jak w temacie ! Dużo spokoju, odpoczynku i radości!

A takie życzenia dostał Potomek :

"Kochanie! Życzymy Ci, aby pierwsze w Twoim życiu święta przebiegały spokojnie i radośnie, aby te dni odznaczały się cudownym czterozębnym uśmiechem, a rozpulchnione dziąsełka oczekujące na kolejne białe ząbki, na moment przestały swędzieć i pobolewać! Aby Twoje zabawki nie rozpadły się podczas kolejnej edycji stukania o podłogę , a jeśli tak się stanie, to by te nowe, znalezione pod drzewkiem były bardziej wytrzymałe od dotychczasowych. Aby Twój brzuszek był zawsze pełny , a pałaszowanie przepysznych potraw wigilijnych przez Twoją mamę nie przeszkodziło Ci w radosnym świętowaniu. Obyś tryskał humorkiem i rozsyłał nam wspaniałe całuski. Duuużo śniegu! Być może wówczas Tata spełni zachciankę Mamy (w Twoim imieniu) , kupi Ci pierwsze sanki i zabierze na długi spacer. Razem z Tatą życzymy Ci, abyś chociaż na te kilka dni pokochał swoje łóżeczko i pozwolił nam, Twoim rodzicom , wygodnie się wyspać. I najważniejsze - abyś , dziwnym zbiegiem okoliczności (potocznie zwanym "pechem") nie dostał katarku na dzień przed świętami, gdyż Twoja matka też chciałaby sobie odpocząć w te radosne , cudowne, zazwyczaj spędzane w rodzinnej atmosferze, przy suto zastawionych stołach , Święta Bożego Narodzenia ! Bardzo Cię kochamy !!!"

Potomek też przesyła wszystkim uśmiech hipnotyzując spojrzeniem :) 

niedziela, 23 grudnia 2012

Masohizmu ciąg dalszy !

Ja to się zawsze urządzę ! Oczywiście nie w porę i zupełnie niechcący.....
Zapragnęłam zabłysnąć w święta , stawiając przed gośćmi babeczki serowo makowe, z tego oto przepisu . Jak się można domyślić, moje nie wyglądają tak jak te z KS..... Dopiero jak upiekłam ich 20 , to zorientowałam się dlaczego :) Otóż .. zapomniałam dodać białek .. no klasyk..... Piekę je od 20 tej.. jest 1:01..... i właśnie w tym momencie postanowiłam uratować resztę masy i zrobić z babeczek ciasto, a w zasadzie zamiast babeczek. Błyszczeć nie będę...Trudno... Nie pierwszy i nie ostatni raz :)

Dzisiaj też  w naszym domu zagościła Pani Choinka, chociaż nie wiem, czy to drzewo, które stoi na przeciw mnie w tym momencie można nazwać Choinką....ubrałam, bo co będzie stała taka goła... ale czy pokocham, to nie wiem :) Jesteśmy zwolennikami żywych drzewek, odkąd mieszkamy w obecnym gnieździe , co roku udawało nam się, trochę psim swędem, mieć fajne drzewka. Korzystaliśmy z zaproszenia jednej z firm i wybieraliśmy się na plantację ich choinek, tam polowaliśmy na własne, wymarzone drzewko, obcy pan je ścinał, oporządzał, drugi obcy pan nam pakował, potem szliśmy na wyżerkę i grzane wino i na rauszu wracaliśmy z choinką na plecach. To tak w skrócie. Ale  zawsze było super! A tak w ogóle, to choinkę na plecach targał mąż, i w zasadzie to zanosił ją tylko kawałek, aż do parkingu :) Niestety w tym roku z przyczyn nieznanych (być może nas już nie lubią, a tylko tłumaczą się kryzysem) nie dane nam było zjeść smażonego pieroga , wyżłopać beczkę wina i wrócić z pięknym drzewkiem do domu. W tym roku ten obowiązek spoczął na jedynym żywicielu, głowie rodziny, mężu i ojcu... I dlatego właśnie jesteśmy szczęśliwymi posiadaczami czegoś dziwnego, krzywego i łysego, skróconego o głowę (razem uznaliśmy , że posiada zbyt długą szyję i nie wygląda to za dobrze).  Myślę, że gdyby nie światełka, to trudno byłoby się domyślić, że to jest choinka ... Ale.. jak się nie ma, co się lubi ... :) Ważne, że jest ! Myślałam, że skończy się na atrapie, którą sobie uszyłam sama kilka dni temu , wypchałam watą, nabiłam na pałąk i wsadziłam do doniczki...:) Widocznie mąż nie docenił mojego talentu szwaczki i postanowił , że jednak zagości w naszym domu zmora...ekhm... tzn. choinka. Moja mina, gdy zobaczyłam ją po raz pierwszy -> bezcenna!

sobota, 22 grudnia 2012

O końcu świata rozprawka ciąg dalszy

Świat się niestety nie skończył... Shit! Tak więc poprzedni post pozostaje wciąż i nadal tylko złudnymi marzeniami matki półrocznego Potomka. Hmm.. w sumie to On już chyba jest trochę starszy... zaraz zaraz.. liczyłam wczoraj tygodnie pod windą , gdy spotkałam inną matkę, również Polkę, ale o połowę młodszego szkraba. Będzie miał ich z 30, jak nic!
Może i nie było ogólnoświatowego armagedonu, ale Potomek urządził matce w nocy taki sajgon, że chyba ten , który był przepowiadany przez wielu proroków byłby łagodniejszym wymiarem kary. Pobudki co dwie godziny, cyca ? NIE! butlę ? NIE! misia? NIE... spać ? NIE... i tak od 23:30.....zaś o 5tej  wydawało się matce,  że już jest w ogródku, już wita się z gąską, oczka Pisklęcia robiły się coraz mniejsze i mniejsze, powieki stawały się cięższe...myśli sobie "Będzie spał!!!!", aż tu nagle matka słyszy serię.....bąków !!! i to nie był Ojciec !!! (ani matka - dla jasności)...i pozamiatane....Potomka obudziły własne pierdy , a potem stwierdził, że czas rozpocząć dzień ! Matka ogłasza wszem i wobec, że powoli zaczyna mieć dość!!! I nic nie rozumie .... Potomek ochrzczony , a więc diabeł powinien być wypędzony, ksiądz na kazaniu uparcie, z pełną świadomością i przekonaniem twierdził, że od tej pory dzieci nie będą płakać, będą grzeczne i potulne jak baranki (czy tam owieczki... jeden czort)..... I co... ? Nie wiem.. siedzieliśmy w drugim rzędzie, więc woda święcona powinna dolecieć.... a gdyby doleciało zbyt mało, to potem Pisklę było oblane wiadrem po raz drugi, a więc nie ma mowy o jakimś zaniedbaniu z naszej czy księdza strony! Może trzeba było zanurzyć gościa w całości??? Myślicie, że przyjmują reklamacje ?! Muszę zapytać.
Chrzest chrztem! Pomiot szatana pomiotem szatana! Ale ja go przecież zaklinałam na miłość boską ! Ale nie .. moje Pisklę to zło wcielone jak się okazuje! Ludzie na mieście twierdzą, że nie ma się co dziwić , skoro mamusia potrafi obrócić głowę o 360 stopni nie łamiąc sobie przy tym karku... że też musiał po mnie odziedziczyć nie to co trzeba.. A tak prosiłam: uroda po mnie, mózg i charakter po tatusiu! Zapowiada się jednak zupełnie odwrotnie ! Szlag! Biedny Potomek! Biedna ja! Biedny ten świat!
Dzisiaj sobota, a wiec dzień święty matki polki. Ledwie wyszłam , ledwie odetchnęłam.... i niestety przez przypadek zerknęłam na telefon. A tam sms o treści "Pomocy"... Lecę, pędzę, buty spadają... wchodzę do gniazda i co widzę ? Ojciec łzy w oczach, nienawiść maluje się na twarzy, a Potomek ..... uśmiech od ucha do ucha, na czole wypisane "I tak was kiedyś wykończę!" , a rogi rosną w niemiłosiernie szybkim tempie.... gdybym nie zareagowała to pewnie i ogona byśmy się doczekali. Ponoć wrzeszczał, kopał, piszczał, płakał i Bóg wie co jeszcze robił.... Jasne! On po prostu .. był ! Na szczęście już śpi , matka wróciła , dzień święty odwołała, trzeba ogarnąć rozpierduchę z dnia wczorajszego, bo mimo, iż na zewnątrz armagedon nas nie dosięgnął, to wewnątrz chyba przeszła trąba powietrzna.
Zawijam więc rękawy, i jak na prawdziwą Matkę Polkę przystało zaczynam ogarniać gniazdo. Miłego weekendu !

piątek, 21 grudnia 2012

Koniec świata

Być może to mój ostatni wpis na blogu, jako że dzisiaj ponoć ma nastąpić koniec. Czym dla matki mógłby być koniec świata? Punktuję następująco :
  • koniec nieprzespanych nocy i  kilkukrotnego wstawania do ryczącego Potomka w łóżeczku
  • koniec permanentnego zmęczenia 
  • koniec współdzielenia dwuosobowego łoża małżeńskiego z rozpychającym się małolatem
  • koniec kłótni na temat metod wychowawczych z szanownym małżonkiem 
  • koniec licytacji i wypominania sobie, kto jest bardziej zmęczony 
  • koniec wiecznego nieporządku w gnieździe ( Potomek robi taki burdel wokół siebie, że głowa mała)
  • koniec wiecznych zmartwień i trosk wynikających z problemów wychowawczych 
  • koniec urlopu wychowawczego 
  • koniec akcji "domyśl się , czego aktualnie potrzebuje twoje sześciomiesięczne dziecko"
  • koniec ery odkurzacza ( matka przyznaje się bez bicia, że często go używa jako złotego środka i świetnego uspokajaczo - usypiacza). Kiedyś matka wykorzystywała tenże sprzęt do ogarnięcia gniazda i uśpienia Pisklęcia jednocześnie, teraz jest zbyt zmęczona i zbyt przygnieciona codziennością, żeby wytężać siły i cały czas żyje nadzieją, że gniazdo samo się ogarnie....chyba błędne myślenie.... bo jakoś nie widać rezultatów. 
  • koniec ząbkowania , jęków, stęków, ryków i marudzenia
  • koniec cyrków i wylewania matczynych potów podczas przygotowań do spacerów, ubierania kurteczki, kombinezonu, czapki, i tych innych gadżetów, działających na Potomka jak płachta na byka
  • koniec złowieszczych i destrukcyjnych myśli , gdy cierpliwość sięga dna....
Czyżbym wreszcie zaczęła się wysypiać ? :) 



Jedna z czytelniczek Matki Polki napisała w serii wiadomości, które wymieniamy między sobą, że mnie podziwia ! Jezusie Świebodziński…. Jakże miło się matce zrobiło na sercu, że jej wysiłek został doceniony ! Szczególnie w tak zacnych okolicznościach jakie za chwilę mają nastąpić. To będzie miły koniec :) 
I tak A.N. – ja też mam ochotę czasem wywalić Potomka przez okno, mimo ogromnej Love, a pozostawienie kosza pod klatką z pieniężną wkładką na lepsze branie i Potomkiem rozważam coraz częściej, niestety potem siedzę i rozmyślam  o moim chytrym i złowieszczym planie i dochodzę do wniosku,  że chyba wszyscy nas tu znają ,jeśli nie z wyglądu , to ze słuchu, tak więc obawiam się, że zawiniątko wróciłoby jak bumerang pod me drzwi z pustą kopertą….  W sumie... mogłabym jeszcze wywiesić kartkę na drzwiach : "Zwrotów nie przyjmujemy!!"..... Pomyślę o tym jutro :)


środa, 19 grudnia 2012

Trzech Kumpli

Zakupy były dość pomyślne, udało mi się nawet usiąść w jednej z kafejek na spokojną kawę. Dziwne uczucie...pić kawę w samotności w miejscu publicznym . Raczej mi się to nie zdarza, poza momentami, kiedy Pisklę śpi, a ja w domu delektuje się ciszą, która nastała. Ale... wszystkiego w życiu trzeba spróbować, zatem samotną kawę w centrum handlowym uważam za odkreśloną na liście doznań życiowych. Teraz sobie pomyślałam, że w miarę , gdy Potomek będzie stawał się coraz mężniejszy i coraz bardziej mobilny, takie chwile w samotności będą dla mnie bezcenne.
Trochę brak mi weny do pisania, a wszystko dlatego, że od niedzieli Potomek wyczynia cuda. Na początku podejrzewałam Zemstę Niemowlaka cz.2, za to , że opuściłam go w ten szary sobotni poranek na kilka godzin. Ale dzisiaj sobie myślę, że albo jest wrednym dzieckiem (ponieważ nadal się mści), co by mogło być może i prawdą, w końcu mógłby odziedziczyć charakterek po mamusi , albo jednak coś mu dolega..... Zaczęło się od temperatury w nocy z soboty na niedzielę...krzyków, jęków, bezsenności... Wszystko trwa do dziś, poza temperaturą. Lekarz zaliczony, badania zrobione, nic nie wskazuje na jakąkolwiek chorobę, więc śmiem podejrzewać, że winowajcą jest ząb ( jak już wyjdzie , to  chyba własnoręcznie wyrwę dziada za karę!), a temperatura to po prostu zbieg okoliczności i wynik klasycznej trzydniówki, ponieważ dokładnie po 3 dniach minęła. Jednakże krzyki, jęki i bezsenność pozostały... że też nie mogły odejść w siną dal wszyscy razem! Halo , Pani Gorączko! Chyba Pani zapomniała zabrać ze sobą swoich Trzech Kumpli !!!!! Proszę tu natychmiast wrócić i zgarnąć towarzystwo! A mnie oddać grzeczne dziecko ! Wykonać ! To pisałam ja! Matka Polka!

sobota, 15 grudnia 2012

I jeszcze mała dygresja przed wyjściem....



Matka Polka musi przejść na dietę, ponieważ wraz z rozszerzaniem jadłospisu Potomkowi pokusiła się także o rozszerzenie swojego własnego, niestety nieszczęśliwie o powszechnie niedozwolone w zdrowej diecie pokarmy i produkty, co  może zaowocować tym, że niedługo przestanie się mieścić nawet w swoje ciążowe rzeczy , a waga przebije także tą z 9tego miesiąca….. a niewiele już jej brakuje, jako że Matka wcale dużo w ciąży z Potomkiem nie przytyła. 
W ogóle stwierdzam, że Świat to ma niezłe poczucie humoru. Najpierw trąbił o tym, że poród nie boli (wolne żarty!), potem o tym, że małe dzieci nic nie robią tylko śpią i jedzą ( noż to normalnie to jest dowcip stulecia), następnie puścił wici, iż kobiety karmiące piersią szybko szczupleją i nie mają problemów z wagą (to jak wytłumaczyć to, że karmiąc piersią Matka przytyła dodatkowe 4 kg, hę?), teraz zaś obalam teorię świata, że szybko zapomina się kierat związany z męczącymi początkami. Obawiam się, że do końca życia będzie to mój największy i najstraszniejszy nocny koszmar !

Dzień Matki Polki

Mimo, że za oknem szaro, ponuro i chyba zimno, to jest to jeden z piękniejszych dni w tygodniu ! Sobota! Dzień Matki Polki. Dzień kiedy może napić się spokojnie porannej kawy, tylko w teorii tak na prawdę, ale miło żyć nadzieją, że w końcu, którejś soboty będzie jej dane celebrować tą chwilę w ciszy i spokoju. Dzień, kiedy może spokojnie RÓWNOMIERNIE nałożyć maskę na twarz, pomalować OBOJE oczu za jednym razem, dzień w którym Ojciec Potomka nie pracuje ( to też teoria, bo On akurat pracuje 24 ha na de przez 7 dni w tygodniu, pracuś się znalazł, myślał by kto...) i może rano przypilnować , by Potomek nie spadł z łóżka :P , nie zrobił sobie krzywdy i w miarę szybko zareagować, gdy Potomek włącza swoją syrenę na alarm. Dla Matki to dzień święty.
Matka tak bardzo kocha ten dzień, że nawet nie przeraża ją dzisiejszy wir zakupów świątecznych, który wisi nad nią, ani to, że będzie musiała się przepychać samotnie między tłumem, dzikich i wygłodniałych konsumentów w galeriach ( od czerwca tego roku Matka Polka docenia samotność jak nigdy wcześniej w swoim nie za długim jeszcze życiu), ani to, że będzie stała godzinami w kolejkach do kasy, ani absolutnie to , że w tym roku, tylko na jej barkach spoczywa obowiązek zaopatrzenia wora ze świątecznymi prezentami. Toż to nic w porównaniu z intensywnym macierzyństwem. To jedna z niewielu okazji, kiedy oczy Matki Polki będą mogły odpocząć od widoku ząbkującego niemowlęcia, a jej uszy nareszcie nie będą musiały dzierżyć stoperów w swoich małżowinach. IDĘ, WYBYWAM, NIE MA MNIE.....Miłego weekendu ! :)

P.S. Udało mi się także odkryć, że najcichszą izbą w naszym gnieździe jest łazienka. A jeśli jeszcze załączy się pralkę albo puści wodę z kranu, to już w ogóle są Hawaje i człowiek zdaje się być w zupełnie innym świecie przez moment. Zdarzyło mi się parokrotnie zamknąć wieczorem w tym pomieszczeniu na 30 minut i posiedzieć po prostu na podłodze, delektując się szumem wody (w zaistniałych okolicznościach brzmi on zupełnie podobnie , co szum wodospadu górskiego- jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma!).

czwartek, 13 grudnia 2012

Piernicze te Pierniki

Co mnie podkusiło? Wolny wieczór... ( w teorii wolny, bo za ścianą wciąż i nadal ten sam mały człowiek , który aktualnie śpi , budząc się co jakiś czas), a ja wzięłam się za własnoręczne tworzenie artystycznych pierników. Najpierw źle oszacowałam sobie ilość porcji, ale gdy zaczęłam liczyć, kogo bym chciała nimi obdarować, ile zjem sama (ta wartość znacznie przewyższała wszystkie inne ) a ile zostawię na choinkę... to wyszło mi, że 30 szt z jednej porcji to zdecydowanie za mało, zrobiłam więc z dwóch porcji...... a potem kupiłam chyba najmniejsze foremki świata i zamiast 30 mam 300  pierników! A do tego wszystkiego jest 23:00, a ja nadal wałkuję ciasto i wycinam kuźwa pierniczki ....Jedyna dobra rzecz związana z tym wielkim piernikowym nieszczęściem to to, że zainspirowana zapachem postanowiłam zrobić sobie krupnik na gorąco  i nie piszę tu o zupie bynajmniej ! :P Tylko o najprawdziwszej z prawdziwych gorzałce miodowej. W połączeniu z pomarańczą, limonką , syropem waniliowym i cynamonem - niebo w gębie! Lubię ten smak, kojarzy mi się z pogaduchami z jedną z Obecnych Matek ( wtedy obie byłyśmy młode i szalone , jak również BEZDZIETNE) w pewnej miejscowej knajpie w centrum.   I jestem w raju! Poza momentami, kiedy wracam do wałkowania i wykrawania.... Jutro mnie czeka lukrowanie i ozdabianie, tego tysiąca, kurza twarz, miniaturek pierników... Piekło jednak istnieje.  Mam ochotę pobić się wałkiem....

I na dodatek tego wszystkiego jestem szczęśliwą posiadaczką jakiejś zdezelowanej foremki aniołka, która wykrawa ciastka ... z urwaną główką... a żeby było ciekawiej - w tle słyszę "żeby Polska była Polską" śpiewane podczas marszu Pisu (powtórka) ....psychodeliczny klimat. Do tego wszystkiego brakuje mi tylko darcia mojego terrorysty.

A , nie !!! Mówisz - masz! Właśnie wyjec zawył !

WTF

Nie no... nie nadaję się.. Potomek właśnie dorwał i zeżarł swoje wyniki badań !!! Gdzie ja wtedy byłam ?! NIE WIEM ! Poddaję się !

Eksmisja

No i wszystko wzięło w łeb...całe to zaklinanie, spanie w swoim łóżeczku, samozasypianie, czyli dziecko idealne! Chociaż mam nadzieję, że jednak nie. Już tłumaczę.
Wczoraj zarządziłam eksmisję męża z sypialni na kanapę w salonie. I nie był to wyjątkowo efekt sprzeczki, kłótni czy jego złego zachowania :) Nie było to też karą za grzechy! Po prostu musiałam wykazać się odrobiną egoizmu, najzwyczajniej w świecie było nam ciasno we trójkę. Tak! We trójkę! Ponieważ wczoraj mieliśmy towarzystwo. I , o ile normalnie życie bym oddała, żeby móc się jedną noc przespać w innym pomieszczeniu niż mój syn, tak tym razem nie było wyjścia. Całą noc ja i Potomek spaliśmy razem, ja z wywaloną stołówką, On ze skwaszoną, niemowlęcą miną. Tak sobie teraz myślę, że może chciałam odpokutować swoją winę i dlatego przygarnęłąm Pisklę na noc. Wczoraj rano nastał armagedon... Potomek rypnął jak długi z łóżka... ! No , ale któż mógł pomyśleć , że On taki mobilny nagle w ciągu nocy się zrobi ! No jak to kto ??!! TY MATKO POLKO! Tak , TY! Ja - Matka Polka - mogłam przewidzieć to i zapobiec.. już się biczowałam za karę! Pewnie już nie mam szans na medal , który sobie kiedyś zażyczyłam.. Drzwi też już zaryglowałam w obawie przed niespodziewaną wizytą Opieki Społecznej...i Obrońców Małych Dzieci (ciekawe czy coś takiego w ogóle istnieje? :) ). Chociaż nadal nie rozumiem jak mógł pokonać moje zabezpieczenie, no ok.. może to nie była jakaś skomplikowana konstrukcja, ale żeby niemowlę było aż tak sprytne? Wczorajszy dzień upłynął nam więc pod znakiem obserwacji Potomka i robienia wszystkiego czego tylko chciał. Na rączki ? Proszzzzz.... Na matę ? Proszzzzz.... Do okna? Proszzzz.... Nie chcesz jeść ? Proszzzzz Chcesz jednak jeść?? Proszzzzz już biegnę, lecę , pędzę i szykuję Ci nową kaszkę. Chcesz spać z mamusią? Proszzzzz... Tatuś sobie pośpi na zimnej kanapie :P Moje dziecko chyba też w czas załapało, co się dzieje i to, że nagle stał się panem na włościach i księciuniem w królestwie i bardzo umiejętnie to wykorzystywał. Inteligent, nie ma co ! Ale matka miała ogromne wyrzuty sumienia, ogromne, wielkości Ameryki Północnej co najmniej, dlatego chodziła potulna jak baranek, a może owca... (?)...
W każdym razie Pisklę w nocy zemściło się na matce i urządzało jesień średniowiecza. Nie dosyć, że rozpychał się jak mógł i gdzie mógł, zajmując co najmniej 3/4 łóżka o szerokości 160 cm, to do tego wszystkiego niszczył co godzinę zabezpieczenia, którymi matka go obłożyła, wobec czego ta nie spała prawie wcale, bo serce jej drżało, że Pisklę znów może chcieć opuścić gniazdko , tym razem specjalnie, na złość matce, bo jak wiadomo, wczorajszym rankiem, to był wypadek przy pracy. Zapytacie pewnie, jak to jest, że niemowlę, które po rozłożeniu swoich rączek "na Jezuska" ma zaledwie 50 cm szerokości, może zajmować tyle miejsca w łóżku?! Wierzcie mi! Może ! Nie wiem jak, nie wiem gdzie... nie wiem dlaczego! Ale może!
Potomku ! To była Twoja ostatnia noc z matką w jednym łóżku! No chyba, że spadniesz po raz kolejny... to jeszcze to przemyślę :P